Twoje ciało wybrało czujność jako broń. Świat wokół Ciebie był jak armagedon – zbyt szybki, zbyt głośny, zbyt nieprzewidywalny — więc nauczyłeś/-aś się wyczuwać zagrożenie, zanim zdążyło nadejść. Reagować natychmiast. Być gotowa/y — zawsze. To był sposób na przetrwanie. Skuteczny, choć wyczerpujący.
że jesteś szybka/-ki, zorganizowana/-ny, zawsze w gotowości.
Sprawy załatwiasz natychmiast. Reagujesz szybko. Pomagasz innym ogarnąć chaos. Czasem też ich napędzasz.
W środku jednak często czujesz napięcie i rozdygotanie, których nie da się zrzucić — jakbyś był/-a w ciągłym pogotowiu.
Twoja uwaga przeskakuje, ciało nie potrafi odpocząć, a najdrobniejszy bodziec potrafi wyprowadzić Cię z równowagi. Niektózy mówią, że masz „krótki lont”.
Jakby wszystko było trochę za dużo, trochę za głośno, trochę za blisko. Zawsze.
Różnie w zależności od sfery życia — ale generalnie możesz zauważyć pewne tendencje i charakterystyczne rysy w tym, jak przeżywasz emocje, myśli, reakcje z ciała, a nawet objawy zdrowotne…

Twoje emocje są szybkie, intensywne i często trudne do zatrzymania.
Złość przychodzi gwałtownie, drażliwość czai się tuż pod powierzchnią.
Czasem płaczesz, zanim zdążysz zrozumieć dlaczego.
Bywa, że krzyczysz lub wybuchasz – a potem czujesz wstyd albo winę.
Rzadko pojawiają się spokój, wdzięczność, miłość – jakby były zbyt delikatne, by przebić się przez napięcie.
Czasem zacinasz się w środku – i emocje zamieniają się w twarde, nie do ruszenia ciśnienie.

Twoje myśli są szybkie, wielotorowe, trudne do zatrzymania.
W głowie nieustanny hałas: co się zaraz stanie? co mogę przewidzieć? co poszło nie tak?
Jedna drobna rzecz potrafi uruchomić lawinę analiz, wspomnień i przewidywań najgorszego.
Jakby w jednej godzinie Twój umysł przeżywał trzy równoległe scenariusze z pięciu różnych żyć – na raz.
Myśli napędzają się nawzajem — masz w głowie radar w kierunku czarnowidztwa, zagrożeń, nieuchronnej katastrofy.
Bywa, że łapiesz się na krytykowaniu innych – w głowie, w obronie, zanim jeszcze zdążysz się zbliżyć.
Wydaje Ci się, że wszystko musisz kontrolować; że wszytsko musi być „po Twojemu”, żeby nie doszło do katastrofy.

Ciało jest w ciągłym napięciu — jakby zawsze gotowe do startu, ucieczki albo obrony.
Ramiona uniesione, szczęki zaciśnięte, oddech płytki.
Szybko się męczysz, a jednocześnie trudno Ci usiedzieć w miejscu.
Pojawia się drżenie, duszność, uczucie „zaraz eksploduję”.
Bywa, że nie czujesz sygnałów głodu, zmęczenia, snu — bo ciało jest zbyt zajęte czuwaniem i w zbyt dużym spięciu.

Twoje ciało reaguje nadmiernie na bodźce – światło, dźwięk, zapachy, dotyk – choć Ty możesz tego nie wiedzieć; dla Ciebie to norma i możesz nie znać innego stanu.
Możesz mieć częste bóle głowy, napięcia karku, problemy z jelitami, przyspieszone tętno.
Sygnały emocjonalne zamieniają się w objawy fizyczne – ścisk w brzuchu, ucisk w klatce, ból głowy.
Trudno Ci zasnąć – a jeśli już, to budzisz się w nocy lub wcześnie rano z poczuciem gotowości do działania i z kołowrotniem myśli w głowie.
Czasem ciało reaguje tak intensywnie, że czujesz, jakbyś „tracił/-a kontrolę”.
Budzisz się z napięciem – jakby ktoś już nacisnął start, zanim otworzyłaś/-łeś oczy.
Jeszcze zanim zaczniesz dzień, czujesz, że jesteś lekko spóźniona/-ny – nawet jeśli nie ma żadnego terminu.
Jesz w biegu, czasem nie czując smaku – a potem nie pamiętasz, czy w ogóle jadłaś/-łeś. Bywa też, że pomijasz posiłki, a potem napychasz się cukrem.
Zdarza Ci się odpowiadać na pytania jeszcze zanim ktoś skończy mówić – albo słuchasz, by odpowiedzieć, nie by usłyszeć.
Zdarza Ci się także kończyć czyjeś zdania, bo nie możesz wytrzymać rozlazłego i niekonkretnego gadania.
W rozmowach z innymi jesteś szybka/-ki, konkretna/-tny, czasem szorstka/-ki – i zniecierpliwiona/-ny.
W pracy wyprzedzasz innych – myślisz za nich, przewidujesz błędy, robisz coś, zanim ktoś poprosi.
Kiedy zbliża się deadline – nie śpisz, nie jesz, nie czujesz – działasz, aż wszystko będzie zrobione.
Po drodze nie prosisz o pomoc, bo nikt nie zrobi tego „tak dobrze” – a i tak by Cię zawiódł.
Trudno Ci odpoczywać w neutralnej przestrzeni – szukasz bodźców, muzyki, treści, dramatu.
Przeglądasz wiadomości, plotki, media – żeby „być na bieżąco”, ale też, żeby się oderwać od siebie.
Masz trudność z wytrzymywaniem ciszy – zarówno w domu, jak i w relacjach.
Jak masz odpocząć, w spokoju, to już lepiej właczyć horror, albo jakiś film akcji.
Twoje ciało jest szybkie, ale ciężkie – napięte, czujne, jakby cały czas miało „coś jeszcze do zrobienia”.
Gdy jesteś z kimś, bywasz nieobecna/-ny – planujesz, analizujesz, odczytujesz mikroreakcje.
Po rozmowie z kimś (szczególmnie jeśli czyjaś reakcja była „nie taka”) potrafisz godzinami mielić w głowie, co ten ktoś mógł myśleć o Tobie i jak się teraz zachowa.
Wieczorem czujesz złość, zmęczenie, a czasem tak silne pobudzenie, że nie możesz zasnąć – nawet gdy jesteś wyczerpana/-ny.
Nie pamiętasz, kiedy ostatnio czułaś/-łeś się naprawdę spokojna/-ny – nie z braku stresu, tylko z wewnętrznej ciszy.
Cięzko Ci sobie wyobrazić „spokojną radość”, ale znasz ekscytację – dla Ciebie tak wygląda radość.
to funkcjonowanie, jako Ognisty Radar może mocno wpływać na Twoją pracę oraz na życiowe interakcje po pracy.
Jesteś napięta/-ty, czujna/-ny, w gotowości, choć często też w biegu. Kończysz jedną czynność, z automatu wchodzisz w sesję, jedząc po drodze zaległą przekąskę…
Sprawdzasz plan, przeglądasz notatki, analizujesz, co może pójść nie tak.
Czasem już czujesz irytację, zanim ktokolwiek się pojawi.
Ciało w napięciu, głowa w trybie działania. Wszystko ma być pod kontrolą.
Jeśli czujesz niepokój – najłatwiej go przykryć jeszcze jedną analizą.

Dajesz z siebie wszystko – słuchasz intensywnie, analizujesz szybko, znajdujesz rozwiązania.
Bywasz niesamowicie celna/-ny, skuteczna/-ny, błyskotliwa/-wy.
Ale często czujesz się tak, jakbyś była/był w środku „alarmu” – emocje Klienta wywołują Twoje.
Masz tendencję do przeskakiwania z uczuć do działania – żeby nie ugrzęznąć. Wolisz techniki, narzędzia i metody pracy, które są nastawione na działanie i rozwiązywanie, zamiast na czucie, bycie i towarzyszenie.
W środku ciało może być spięte, ale nie ma czasu, żeby to poczuć.
Zdarza się, że reagujesz impulsywnie, zbyt ostro, zniecierpliwiona/-ny, choć z zewnątrz jesteś profesjonalna/-ny.

Masz trudność, żeby się wyłączyć.
Wracasz do rozmowy w myślach. Analizujesz, co można było zrobić inaczej.
Czujesz napięcie, zmęczenie, czasem smutek, czasem wściekłość — ale nie wiesz skąd.
Możesz rzucić się w kolejne zadanie, bo tak łatwiej niż poczuć.
Albo próbujesz odpocząć, ale ciało nadal „idzie” – i nie chce się zatrzymać.

Często masz dwa tryby:
– hiperfunkcjonowanie – robisz wszystko, ogarniasz, organizujesz, przewidujesz, jesteś „wszędzie na raz”
– emocjonalne wyczerpanie – zamykasz się, nie odpisujesz, nie chcesz rozmawiać, czujesz się „jakby Cię nie było”
Masz trudność w relacjach – z bliskimi bywasz zbyt szybka/-ki, zbyt surowa/-wy, zbyt mało obecna/-ny.
Niestety często przenosisz zawodowe napięcie do domu i wyładowujesz je na bliskich (nawet jeśli nie chcesz). Niektózy wiedzą, kiedy zamieniasz się w tykającą bombę i obchodzą Cię szerokim łukiem.
Czasem chcesz tylko, żeby wszyscy dali Ci spokój – ale też boisz się, że jak się zatrzymasz, to coś się rozsypie.
Miewasz też gorsze. Dużo zależy od tego, na ile czujesz, że masz dostęp do zasobów (np. spokój, wyspanie, regeneracja, zdrowie, odżywienie, przyjaznych i nienarzucających się Ludzi dookoła, poczucie wdzięczności, miłość, kojącą Naturę, zapas czasu i in.).
Działasz z większą świadomością — wybierasz, zamiast tylko reagować. Potrafisz się zatrzymać, odmówić, wybrać ruch, który naprawdę Ci służy.
Reagujesz impulsywnie — albo wybuchasz, albo się uginasz. Spełniasz cudze oczekiwania, choć w środku jesteś na granicy wytrzymałości.
Możesz mieć silną wolę.
Możesz działać, taranować zmianę na siłę, próbować raz za razem.
Ale Twoje ciało – głęboko pod świadomym działaniem – zapisało wzorzec ochrony przez gotowość i napięcie.
Twoja reakcja przychodzi szybciej niż myśl.
Zanim się zorientujesz – już działasz. Już się spinasz. Już walczysz.
Nie wystarczy wiedzieć, co trzeba zrobić.
Nie wystarczy się mobilizować.
Nie wystarczy wszystko kontrolować.
Trzeba zejść pod reakcję. Do miejsca, gdzie ciało nauczyło się być w pogotowiu – i krok po kroku, przytomnie i w pełnym kontakcie uczyć ciało, że można inaczej.
Bo tylko obecność rozbraja ten alarm od środka.
Może już pojawił się wewnętrzny głos:
„Znowu dałam/dałem się ponieść.”
„Czemu ja ciągle tak reaguję?”
„Ile jeszcze razy wybuchnę niepotrzebnie?”
Może to nie pierwszy raz, kiedy złościsz się na siebie.
Kiedy patrzysz na swoje reakcje i słyszysz:
„Może ja po prostu jestem toksyczna/-ny.”
„Może nie umiem być normalna/-ny.”
„Co jest ze mną nie tak?”
Ale…
nic nie jest z Tobą nie tak.
Nie jesteś zbyt impulsywna.
Nie jesteś zimna.
Nie jesteś do naprawy.
To nie problem z charakterem.
To nie „brak samokontroli”.
To nie to, że „powinnaś umieć się ogarnąć”.
To Twój organizm, który uruchamia stary, mądry program obronny.
Program, który nie sprawdza, czy wypada się tak zachować — tylko jedno:
czy trzeba się chronić?
Jeśli ciało nie czuje, że jest bezpiecznie —
reaguje.
Nawet jeśli nie chcesz.
Nawet jeśli potem Ci żal.
Problem nie w tym, że coś nie działa.
Problem w tym, że to działa aż za dobrze — błyskawicznie. I wcale nie pyta o pozwolenie.
Ale skoro ten mechanizm działa —
to znaczy, że Twoje ciało żyje.
Czuwa. Chroni.
I kiedy nauczysz się nie tłumić tego, co czujesz, ale prowadzić siebie z czułością —
możesz sprawić, że ta siła zacznie działać z Tobą, a nie przeciwko Tobie.
Dla Ciebie, dla Twoich emocji, dla Twojej granicy —
czujność była jedynym możliwym sposobem na przetrwanie.
Natura nie popełnia błędów.
To nie przypadek, że właśnie ta strategia zadziałała.
I że chroniła Cię tak długo, jak musiała.
Oto, co mogło być zasobem w tym stanie:
Chroniło Cię przed emocjonalnym chaosem — działanie pozwalało nie czuć aż tak mocno.
Dawało Ci złudzenie kontroli wtedy, gdy wewnątrz czułaś/-łeś się bezradnie.
Utrzymywało relacje poprzez działanie, dzięki szybkim reakcjom, dowcipowi, „ogarnięciu” i czujności.
Pomagało Ci być o krok przed zagrożeniem — wyczuwać napięcia i nastroje, zanim zrobi się niebezpiecznie.
Dawało Ci siłę do działania nawet wtedy, gdy Twoje ciało wołało o odpoczynek.
Uczyło Cię, jak rozładowywać napięcie przez sport, ruch, aktywność — zanim Cię zaleje.
Pomagało Ci nie rozpaść się wtedy, gdy świat wymagał, byś była silna i gotowa – zawsze.
To było mądre. To było biologiczne. To było nieuniknione. To było Twoje.
Już nie jesteś w miejscu, gdzie świat się wali.
Już nie masz trzech lat.
Ani trzech miesięcy.
Teraz możesz:
Ale jeśli zostaniesz w tym stanie zbyt długo…
Twoje ciało – to samo, które Cię chroniło – zacznie płacić za przedłużone czujność, ciszę i utknięcie.
Bo strategia ratunkowa, to biologiczna odpowiedź Natury na krótkoterminowy problem – nie została stworzona na całe życie.
Jeśli pozostaniesz w tym stanie na dłużej – Twoje ciało może zacząć płacić okrutną cenę:

– Przewlekłe przeciążenie osi stresu (HPA) prowadzi do rozregulowania układów hormonalnych i odpornościowych, zwiększając ryzyko chorób autoimmunologicznych i stanów zapalnych.
(Frontiers in Immunology. 2021; 12:667709, PMID: 33889110)
– Zwiększona aktywność układu współczulnego wiąże się z wyższym ryzykiem nadciśnienia, chorób sercowo-naczyniowych oraz problemów metabolicznych (m.in. insulinooporności).
(Journal of the American College of Cardiology. 2017; 69(20):2432–2446)
– Zaburzenia snu i regeneracji – trudność z zasypianiem, płytki sen, częste wybudzanie; organizm nie odpoczywa mimo zmęczenia.
(Sleep Medicine Reviews. 2022; 62:101592, PMID: 35227665)
– Objawy psychosomatyczne i napięciowe bóle ciała – bóle głowy, karku, żuchwy, mięśni, brzucha – wynikające z chronicznego napięcia mięśniowego i reakcji stresowych.
(The Lancet Neurology. 2021; 20(7): 560–570)
– Problemy trawienne – przyspieszone lub spowolnione trawienie, biegunki lub zaparcia, nasilone przez pobudzenie autonomiczne i zaburzenia osi jelitowo-mózgowej.
(Nature Reviews Gastroenterology & Hepatology. 2020; 17:77–86)
– Zwiększona podatność na wypalenie nerwowe, migreny napięciowe, zaburzenia koncentracji i pamięci roboczej z powodu chronicznego przeciążenia.
(Frontiers in Human Neuroscience. 2020; 14:588410, PMID: 33329133)
📚 Dodatkowe źródła:
Sapolsky (2004), Why Zebras Don’t Get Ulcers
McEwen & Gianaros (2010), Stress and the brain: from adaptation to disease
Porges (2021), Polyvagal Safety

– Nadmierna impulsywność i reaktywność mogą powodować konflikty, zranienia lub nadmierne napięcie w grupach.
(Journal of Anxiety Disorders. 2019; 62:56–64)
– Niska tolerancja na bodźce społeczne – szybka irytacja, wybuchy złości, trudność z byciem z innymi dłużej bez poczucia przeciążenia.
(Neuroscience & Biobehavioral Reviews. 2021; 129:165–179)
– Nadmierna kontrola sytuacji – chęć przewidywania i zarządzania każdym szczegółem w grupie może być odbierana jako dominacja lub nadopiekuńczość.
– Zewnętrzny perfekcjonizm – potrzeba, by inni robili rzeczy „właściwie” – wzbudza napięcia i dystans.
– Trudność z zatrzymaniem się w relacji, z czekaniem, słuchaniem – zbyt szybkie przechodzenie do działania lub rozwiązywania, co bywa odbierane jako brak uważności.
📚 Dodatkowe źródła:
Linehan (2015), DBT Skills Training Manual
Kashdan & Rottenberg (2010), Psychological Flexibility as a Fundamental Aspect of Health
APA (2021), The Social Impact of Stress and Reactivity

– Przeciążenie partnera lub bliskich przez nadmiar energii, kontrolowania, wybuchów emocji lub wymagania natychmiastowej reakcji.
– Brak równowagi między dawaniem a braniem – częste poświęcanie siebie dla „spokoju” lub potrzeba działania za dwoje.
– Ucieczka w działanie zamiast obecności – fizyczna obecność bez realnego kontaktu emocjonalnego.
(Emotion. 2020; 20(6):897–909)
– Trudność z przyjęciem wsparcia, nadmierna niezależność, nawet w wyczerpaniu.
– W relacjach zawodowych – narzucanie tempa, drażliwość, szybkie ocenianie innych.
📚 Dodatkowe źródła:
Siegel (2020), The Neurobiology of We
Tatkin (2016), Wired for Love
Badenoch (2008), Being a Brain-Wise Therapist

– Przeciążenie, nadodpowiedzialność, multitasking – organizm działa w trybie „ciągłej gotowości”, nawet przy braku realnego zagrożenia.
– Wysokie ryzyko wypalenia zawodowego, bo nieustanne działanie bez regeneracji prowadzi do somatycznego wyczerpania.
(Journal of Occupational Health Psychology. 2021; 26(1):1–15)
– Trudność z odpuszczeniem – nawet po pracy organizm pozostaje w trybie zadaniowym; napięcie przenosi się do życia prywatnego.
– Potrzeba działania zamiast obecności – w pracy z ludźmi (np. terapii, edukacji, opiece) prowadzi do analizy, rozwiązywania i przewidywania zamiast współodczuwania.
– Reaktywność w zespole – trudność w tolerowaniu tempa innych, potrzeba kontroli, frustracja, gdy rzeczy nie idą „po Twojemu”.
📚 Dodatkowe źródła:
Maslach & Leiter (2016), Burnout: The Cost of Caring
APA (2020), Work, Stress, and Mental Health
McFarlane (2010), Avoiding burnout through trauma-informed work
To czerwona lampka ostrzegawcza – i dobrze, że widzisz ją teraz. Bo wciąż możesz podjąć kroki, które zatrzymają ten proces i pomogą Ci wrócić do siebie. Aby z obecnego trybu działania przejść do spokojnej i pełnej mocy obecności – tej, która naprawdę wspiera Twoje zdrowie i dobrostan – możesz zacząć od trzech prostych kroków:

Zanim odpowiesz – zrób jeden oddech. Wystarczy jeden.

Zauważ bodźce, które nie są zagrożeniem – choć przez sekundę.

Znajdź bezpieczne miejsce w ciele – nawet jeśli to tylko czubki palców.
W mailach powiem Ci o tym więcej i pokażę, co możesz zrobić, aby wyjść z biologicznego trybu przetrwania.
Wciąż masz wpływ.
Wciąż możesz wybrać siebie.
Zacząć od ciała.
Od obecności.
Od małego kroku – który tym razem nie będzie kolejnym wyciskiem,
ale powrotem.
Do Ciebie.
Natura zrobiła wszystko, żeby Cię ochronić. Dała Ci bezpieczne mechanizmy: nadwrażliwość na niebezpieczeństwo, mobilizację i nadreaktywność – żebyś przetrwał/-a to, co było nie do udźwignięcia.
Dała Ci też naturalną drogę do wychodzenia z tego stanu i wejścia w życie – z uśmiechem, spokojem, bezpiecznie, a jednocześnie pięknie i uskrzydlająco.
Dziś jesteś w miejscu, w którym możesz zdecydować, że nie chcesz już tylko przetrwać.
Chcesz żyć.
Nie potrzebujesz walczyć z ciałem, zmuszać się do działania, udowadniać, że jesteś „wystarczająco ogarnięty/-ta”.
Potrzebujesz tylko jednego: Zacząć współgrać z własną biologią.
Możesz poznać biologiczne prawidła i nauczyć się je wykorzystywać tak, by odzyskać swoje życie – takie, jakie chcesz, aby było.
z którego dowiesz się więcej o swojej strategii przetrwania, o tym, jak przejawia się w życiu oraz jak z niej wychodzić w kierunku spokojnej sprawczości i codziennej radości
Nie jesteś sam/a. Ten stan – nadreaktywność, przebodźcowanie i aktywność z niepokoju – ma biologiczne przyczyny. Ale też biologiczne rozwiązania.
Właśnie temu służy warsztat „Od Wahania Do Działania”:
Nie musisz być gotowy/a na 150%. Wystarczy, że chcesz.
Jeśli to wszystko, co przeczytałeś/-łaś, rezonuje – to nie przypadek.
To ciało rozpoznaje, że jest gotowe.
To Ty – po cichu, w środku – zaczynasz czuć, że coś w Tobie woła o więcej.
Bo Twoje ciało nie jest przeszkodą – jest kompasem.
Na warsztacie pokażę Ci, jak przestać czuć, że utknęłaś/-ąłeś w biologicznym trybie przetrwania– i krok po kroku wrócić do siebie.
Jeśli jeszcze się nie znamy, to ja jestem czyżyk (w papierach wciąż Monika Czyżewska) i od 2000 roku prowadzę Ludzi, takich jak Ty, do ich Zdrowej Pełni – czyli miejsca, w sobie i w świecie, gdzie mogą powiedzieć:
TAK. Żyję życiem, które kocham. W którym kocham. I które naprawdę ma znaczenie.
Pracując na bardzo głębokim poziomie pamięci komórkowej, od lat zauważam, że obecność jest kluczowym warunkiem samozdrowienia – ze wszelkich traum i obciążeń.
Jest też warunkiem fizjologicznej regeneracji.
Zauważam też, że dla wielu Ludzi obecność jest jednym z najtrudniejszych kroków do siebie – właśnie przez biologiczne strategie układu nerwowego i mechanizmy obronne, które tak długo pełniły swoją rolę.
Ten quiz powstał, by pomóc Ci zauważyć, w jakim miejscu jesteś dziś.
I na ile obecność jest dla Ciebie naturalna, wspierająca Twój rozwój, zdrowie i dobrostan.
Ale ten quiz nie powstał po to, by Cię sklasyfikować.
Powstał, by Ci pokazać, że z tym, co czujesz — wszystko z Tobą w porządku.
I że to, jak reaguje Twoje ciało, nie jest błędem. To biologia. To mądra odpowiedź na to, co było.
Jeśli jesteś gotowa/-wy spojrzeć na siebie z większą uważnością i zacząć działać inaczej — jesteś dokładnie tam, gdzie trzeba.
Na warsztacie „Od Wahania do Działania” spotykamy się w obecności — nie po to, by się „naprawiać”,
ale by wrócić do kontaktu ze swoją naturalną mocą.
może się zdarzyć, że w Twojej indywidualnej sytuacji będziesz potrzebować:
Jeśli podczas spotkania strategiczno-rozpoznawczego z czyżykiem, okaże się, że te działania są dla Ciebie ważne i Tobie potrzebne, to zakres Twojego 3-miesięcznego pakietu (i jego cena) mogą się zmienić.
Ustalisz to wówczas indywidualnie z czyżykiem.
Stres i ogromna odpowiedzialność są wpisane w moje codzienne funkcjonowanie. Podejmuję decyzje, od których zależą życia Ludzi. Każda moja decyzja to także ogromne pieniądze. Nic dziwnego, że ryzyko, stres i odpowiedzialność, to mój chleb powszedni. Niewiele jednak osób to rozumie…
Im dalej jestem w tej drodze, tym bardziej samotna jestem. Na nikim tak naprawdę nie mogę polegać i jestem zdana sama na siebie. Ludzie, którzy mnie otaczają, ode mnie zależą, ale też na każdym kroku mnie oceniają. Niektórzy tylko czekają, aż powinie mi się noga. Są tacy, którzy by się nawet z tego ucieszyli. Nie mogę sobie na to pozwolić. Przed innymi muszę trzymać fason – muszą być przekonani, że jestem najlepsza w tym, co robię; że jestem najlepszym wyborem…
Nie mogę okazać słabości. Muszę na co dzień walczyć. Muszę być twarda. I taka jestem. Świetnie mi to wychodzi i w biznesie się nie tylko sprawdza, ale też opłaca. Niestety w życiu prywatnym skazuje mnie to na jeszcze większą samotność i niezrozumienie. Nie ma znaczenia, czy z kimś jestem, czy nie, bo prywatnie i tak jestem sama…
Wiem, że mam duży potencjał. Mogłabym odnieść sukces i dużo dobrego zrobić… Ale cały czas nie mogę wyjść poza myśli i planowanie :( Boję się popełnić jakikolwiek błąd. Planuję ponad miarę i zanim zacznę działać, to muszę być na wszystko przygotowana. Muszę znać odpowiedzi na wszystkie potencjalne pytania. To mnie zatrzymuje w miejscu.
Innym mówię, że jestem perfekcjonistką, ale prawda jest taka, że po prostu utknęłam. Zazdroszczę tym, którzy potrafią iść na żywioł. Też bym tak chciała! Niestety już widzę, co się stanie, gdybym się odważyła… Wówczas byłoby widać czarno na białym, że nie pasuję do innych. Ludzie by w końcu się na mnie poznali… Już słyszę, jakby sobie wówczas na mnie używali… więc siedzę, jak mysz pod miotłą i nie ryzykuję.
Jednak cokolwiek zrobię (lub czegokolwiek nie zrobię) cały czas towarzyszy mi poczucie, że odstaję od reszty. Ludzie obserwują, że jestem inna i nie akceptują mnie takiej. Nawet jeśli na zewnątrz nie widać różnicy… nawet jeśli ktoś mnie poklepie po ramieniu i powie „nie przesadzaj; zupełnie nie wiem, o czym mówisz”, to ja i tak wiem… Wiem, co Ludzie myślą i mówią za moimi plecami. Przez to muszę starać się o wiele bardziej niż inni, żeby mnie zaakceptowano. Muszę dawać z siebie wszystko, żeby moja praca się spodobała; żeby zyskała uznanie. A nie jest łatwo!
Od długiego czasu się rozwijam i nad sobą pracuję… mam jednak poczucie, że to jakaś karkołomna ścieżka. Jasne, że widzę zmiany. Dużo też ze sobą robię, aby te zmiany były.
Doświadczyłam wielu pięknych momentów w tej mojej wędrówce i jestem za nie wdzięczna. Jednak przeszkadza mi, że za każdym razem, jak czuję przełom… jak doświadczam prawdziwej zmiany… jak robię dwa duże kroki do przodu i oddycham pełną piersią, to zaraz robię cztery do tyłu i znowu ląduję na czterech literach.
Taka huśtawka ciągnie się od kiedy pamiętam. Jakby mnie coś trzymało. Jakby coś nie chciało mnie puścić. Jakby coś celowo podcinało mi skrzydła. Najwyższy czas się od tego uwolnić, bo inaczej nigdy nie wypłynę na naprawdę szerokie wody!
Logicznie wiem, że mam sporo do zaoferowania sobie, innym i Światu. Wiem, że jestem inteligentna. Wiem, że potrafię być atrakcyjna. Wiem, że jestem wystarczająca. Wiem, że mogę odnieść sukces…
Jak się postaram, to nawet znajduję w swoim życiu szereg dowodów na to wszystko. Ba, nawet jak się nie staram, to mam w swoim otoczeniu Ludzi, którzy mi zazdroszczą i mówią o mnie w superlatywach!
Tym bardziej wkurzający jest ten upierdliwy głos w głowie, który wie, co i jak podszepnąć, żeby mi aż w pięty poszło :(
Najgorsze jest to, że jak nie uważam i w porę tego nie wychwycę, to rzeczywiście czuję się gorsza, głupia, niewystarczająca, niegodna kochania i niezasługująca na pełnię sukcesu. W takich chwilach, kiedy słyszę czyżykowe: „żyj życiem, które kochasz, w którym kochasz i które naprawdę ma znaczenie” zwyczajnie nie wierzę, że to jest dla mnie możliwe.
Jeszcze gorsze jest to, że jeśli w porę siebie w tych negatywach nie zatrzymam, to ani się nie spostrzegę, a już sabotuję samą siebie!
Chcę w końcu – całkowicie spójnie ze sobą – czuć, że siebie kocham i jestem wystarczająca. Zamiasst tylko o tym wiedzieć i musieć sobie o tym co rusz przypominać…
Czasem mam wrażenie, jakby życie działo się gdzieś tam za szybą, a ja je tylko obserwuję. Ludzie są niby dookoła, ale tak daleko ode mnie… Doświadczenia, jakie mam w obszarze budowania związku, czy ważnej dla mnie relacji, są tak nikłe lub tak nieudane, że nie ma sensu ich nawet przywoływać… Po co się dołować?
Czasem myślę, że ja po prostu nie umiem kochać :( i nie ma się co dziwić Ludziom, którzy to widzą i nie chcą ze mną być. A innym razem już naprawdę nie wiem, o co chodzi i jak to jest, że im bardziej się staram, tym przepaść między mną, a tym drugim Kimś jest coraz większa.
Zauważam w sobie „głos”, który na różne sposoby szepcze mi, że związek nie ma sensu… że Ludzie w związkach się tylko krzywdzą… że lepiej być samą, niż użerać się z kimś… że związek mnie ograniczy i że stracę prawdziwą siebie w takiej relacji…
I ja to wszystko rozumiem, ale wciąż jakaś część mnie chciałaby po prostu kochać i być kochaną. To wewnętrzne rozdarcie mnie paraliżuje :( Czy to kiedykolwiek będzie łatwiejsze?
Już tyle razy się sparzyłam, ze aż szkoda wyliczać :(
Powinnam się już dawno temu nauczyć rozpoznawać facetów, którzy złamią mi serce, ale nie… Za każdym razem wydaje się, że to ten jedyny. Znowu mam motyle w brzuchu, oczy mi się świecą, a serce topnieje. I jak na niego patrzę, to mam ochotę się z nim zestarzeć…
A później okazuje się, że miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.
Ileż można?!
Nawet, jak się zabezpieczam… trzymam dystans, sprawdzam, dopytuję, żeby znowu nie popełnić tych samych błędów, to jakoś tak się okazuje, że coś przeoczyłam :(
Chciałabym stworzyć związek oparty na szacunku, miłości, wspólnych celach i zaangażowaniu, ale trafiam zawsze na kogoś, kto ma inną wizję :( A najgorsze jest to, że szydło z worka wychodzi po jakimś czasie, kiedy ja już się zaangażuję i dużo z siebie dam.
Zaczynam myśleć, że na świecie chyba nie ma normalnych facetów. Już naprawdę brak mi sił, aby powtarzać taki scenariusz po raz kolejny :( Jednak wiem, że jak teraz z tym czegoś nie zrobię, to może być jeszcze gorzej…
Tęsknię za tym, co mieliśmy kiedyś… Nie wiem, gdzie to zgubiliśmy i chyba nie bardzo umiem to odzyskać :( Próbowałam już różnych sposobów i albo jest lepiej na chwilkę, po czym znowu przychodzi krach, albo już na stracie moje starania okazują się być poronionym pomysłem :(
Jak to się stało, że przestałam mu wystarczać? Już naprawdę nie wiem, jaka mam być, żeby on chciał ze mną zostać i naprawić to, co nam jeszcze zostało… A ja go naprawdę kocham! I nie wyobrażam sobie życia bez niego! Nie wiem, co będzie, jak go stracę… jak będę sama :(
Nie mówiąc już o tym, że nie wiem, jak powiem o tym innym :( Kim ja w ogóle bez niego będę?
Tak naprawdę wcale ich nie znam (a one nie znają mnie). To smutne, bo ja naprawdę kocham moje Dzieci… tylko jakoś tak… od jakiegoś czasu… nadajemy na innych falach…
One nie rozumieją, że ja to wszystko robię dla nich… Przecież musimy za coś żyć… muszę mieć za co zapłacić za ich dodatkowe zajęcia… A one wcale mi tego nie ułatwiają! Zupełnie nie widzą, jak się dla nich staram. Byłoby idealnie, gdyby bardziej się słuchały, więcej zaangażowania wkładały w swoje obowiązki, umiały się bardziej twórczo i konstruktywnie zająć sobą…
Ale, jak to w życiu, idealnie nie jest :( A ja nie wiem, jak mam do nich dotrzeć :( Czasem tracę cierpliwość. Szczególnie, jak widzę ich miny… jak słyszę półsłówka i ciągłe niezadowolenie… jak ich niewdzięczność razi mnie po oczach… Tak, wówczas tracę cierpliwość. Czasem wybucham i… wcale tego nie chcę :(
Im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej odzywa się we mnie świadomość, że jestem złą matką. Nie opiekuję się nimi tak, jak powinnam. Nie daję im dobrego przykładu :( Mają ze mną gorszy start, niż mogłyby mieć :( Gdzieś tam, bardzo głęboko, wiem, że mimo ogromnych starań, krzywdzę moje własne Dzieci. Dzieci, które kocham najbardziej na świecie :(
Założyłam swój pomocowy biznes, bo nie chciałam mieć szefa, który by mi mówił co mam robić. Chciałam sama być dla siebie szefem. Chciałam być niezależna. Chciałam mieć wolność: finansową i wolność wyboru z kim, gdzie, jak i jak długo pracuję.
Wiem też, że mam dużo do zaoferowania innym i Światu. Chciałam w pełni rozwinąć skrzydła i tworzyć piękną zmianę pomagając Ludziom. Dlatego otworzyłam swoją firmę i… miało być pięknie. Marzenia i ideały sięgały zenitu, a później aż huknęło, gdy grzmotnęły o glebę i roztrzaskały się na miliony kawałeczków :(
A ja jak ten Kopciuszek zbieram odrobinki i próbuję je posklejać. Jestem przepracowana i przemęczona. Żeby wszystko ogarnąć pracuję ponad siły :( Mało śpię. Nieregularnie (i niezbyt zdrowo) jem. Im więcej pracuję, tym więcej jest do zrobienia, a efekty z tego są mizerne.
Moja firma miała być moim wybawieniem, a tymczasem stała się moim więzieniem! Pracuję więcej, niż jakikolwiek szef, w jakiejkolwiek pracy, kiedykolwiek by ode mnie wymagał, a moje profity w żaden sposób tego nie odzwierciedlają :(
Tymczasem wiem, że innym się udaje. Nawet tym, którzy mają mniejsze kwalifikacje, niż ja. A przecież jestem inteligentna! Wiem, że można, tylko, że mi akurat to nie wychodzi. Mam już tego serdecznie dość. Albo coś zmienię, albo nie tylko będę wyglądać, ale stanę się wrakiem Człowieka…
Od zawsze mówię NIE przeciętności! Jestem dobra w tym, co robię. Mam doświadczenie i jestem ekspertem z prawdziwego zdarzenia…
Jednocześnie praca dla kogoś i na kogoś mnie powoli wykańcza. Jestem stworzona do czegoś większego! Czy wrażenie, jakie zrobiła moja kreacja na firmowej imprezie, to naprawdę wszystko, o czym Ludzie będą mówić, kiedy o mnie pomyślą?!
Od czasu do czasu myślę o własnym biznesie, ale tyle rzeczy może pójść nie tak… tyle mogę stracić… że na myśleniu (od kilku lat!) się kończy :(
Jednocześnie Ludzie dookoła powtarzają, że jestem szczęściarą i że mi zazdroszczą… I jak się dobrze zastanowić, to nie mam przecież na co narzekać. Moja praca daje mi pieniądze i stabilność… więc z uśmiechem numer 4 odpowiadam, że lubię moją pracę.
A później patrzę w lustro i widzę w nim największą, paskudną HIPOKRYTKĘ :(
I czasem się zastanawiam: czy aż tak bardzo zależy mi na przypodobaniu się innym i na spełnieniu ich oczekiwań, że nawet wprost nie potrafię powiedzieć, że nie znoszę tej pracy? Że gdybym tylko wiedziała, jak to zrobić bezpiecznie, to zarabiałabym krocie na swojej wiedzy i ekspertyzie. Spełniałabym się w tym co kocham i robiłabym to na własnych warunkach!
Kiedy oczekujesz cudów, to proponuję, żebyś od razu zwróciła się do jakiegoś uzdrowiciela, szamana lub do pierwszej parafii w Twojej okolicy. Pracując ze mną świadomie budujesz dla siebie zmianę. Uwalniasz się od coraz głębszych obciążeń – warstwa po warstwie – aż w końcu(!) możesz powiedzieć, że żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które ma znaczenie :D
I żeby było jasne: stoi za Tym sporo Twojej (i mojej) pracy. Nie dzieje się to (i nie stanie się to) w ułamku sekundy! I nie zdarzy się to bez Twojego zaangażowania!
Nie jestem ani lekarzem, ani uzdrowicielem, ani nie mam dużego doświadczenia w leczeniu chorób.
Dlatego – jeśli oczekujesz uzdrowienia konkretnych chorób, z którymi się mierzysz – to potrzebujesz poszukać kogoś innego, kto Ci w tym rzetelnie i kompetentnie pomoże.
Dla jasności: pracowałam już z osobami, które uznały, że mogą „zrobić sesję” i zaangażować się na dwie godziny, ale później w życiu ma się już samo dziać… z Ludźmi o podejściu: to powiedz mi, co mam zrobić i niech mi się podniesie jakość życia…
Czy przy takim podejściu w Twoim życiu coś się zmieni? Zmieni się. Jest jednak spora szansa, że nawet tego nie zauważysz. A jeszcze większa, że Twoja frustracja urośnie do potęgi entej. Nie mówiąc już o tym, że prezentując takie podejście, oddajesz moc i odpowiedzialność za proces komuś innemu (mi, losowi, zewnętrznym warunkom… etc.).
Proces Twojej przemiany i transformacji Twojego życia wymaga od Ciebie uważności. Wymaga koncentrowania się na tym, co już się zmieniło i przytomnego śledzenia tego, co jeszcze pozostało (tak, abyś mogła się od tego uwolnić w kolejnym podejściu). Wymaga od Ciebie świadomego wzięcia odpowiedzialności.
Jeśli masz inny pomysł na swoją transformację, to poszukaj innego przewodnika.
Szczerze pisząc nie bardzo mnie interesuje, ile wiesz… Interesuje mnie, czy żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które ma znaczenie. Jeśli tak i przy tym dużo wiesz, to SUPER :) W takim przypadku zupełnie nie potrzebujesz mojej pomocy :D
Jeśli nie, a już tak dużo wiesz, to znaczy, że albo wiesz, nie to, co trzeba, albo wiesz tylko o wierzchołku góry lodowej, albo masz w sobie tak dużo blokad, że bez względu na to, jak dużo jeszcze się dowiesz i tak z miejsca nie ruszysz.
Dlatego, jeśli jesteś przywiązana do swojej wiedzy, jeśli szukasz ścieżek jedynie dla jej potwierdzenia, lub poszerzenia, to praca ze mną nie jest dla Ciebie.
Jest bardzo prawdopodobne, że uwalniając się od obciążeń z wykorzystaniem narzędzi Zdrowej Pełni, zauważysz, że „wiedza”, którą do tej pory obrastałaś tylko Cię więziła. Zanim się zdecydujesz do mnie zapukać, potrzebujesz wziąć to pod uwagę.
Zazwyczaj pracuję z Ludźmi, którzy osiągnęli swoją finansową wolność i satysfakcję, po czym zauważyli, że pieniądze w życiu jednak szczęścia nie dają. Nie zapełniają też pustki, którą Ludzie w sobie noszą. I same z siebie nie sprawiają, że ktoś jest bogaty.
Pracuję też z Ludźmi, którzy zarabiając dla siebie OK, są jednocześnie gotowi w siebie i w swoją transformację zainwestować, bo wiedzą, że już dłużej tak nie może być, jak jest na co dzień. Wiedzą, że chcą czegoś więcej.
Jeśli jednak obecnie mierzysz się z tak dużymi trudnościami finansowymi, że musiałabyś wybierać pomiędzy podstawowymi potrzebami, a Zdrową Pełnią, to… wybierz zaspokojenie podstawowych potrzeb.
W zdecydowanej większości przypadków, Ludzie, którzy znaleźli się w takim momencie życia, mają w sobie aktywne ogromne blokady i mają ich zazwyczaj bardzo dużo. A to oznacza, że zmiana, której potrzebują nie zdarzy się w trakcie jednej, czy nawet 3 sesji…
Taka zmiana będzie połączona z poważną inwestycją i sporym zaangażowaniem. Jeśli teraz jesteś w takim miejscu życia, to zadbaj o swoje podstawowe potrzeby.
Nie zawsze miło będzie. Po pierwsze, czyżyk od czasu do czasu specjalnie będzie Cię „głaskać pod włos” ;) To może być wyzwanie… i może Cię trigerować! I będzie się tak działo za każdym razem, kiedy pozwoli Ci to wyjść z zastoju, by zauważyć, co potrzebujesz zmienić, by zacząć skutecznie działać.
Po drugie kiedy będziesz pracować z traumami – na etapie ich uświadomienia i w momencie, kiedy wciąż będą aktywne – możesz poczuć ich impakt i mogą zalewać Cię trudne emocje.
Po trzecie, kiedy uwolnisz się od jakiejś warstwy obciążających programów, to jest spora szansa, że dojdą do głosu takie, o których wcześniej nie wiedziałaś… które były zapisane głębiej… z którymi do tej pory nie miałaś, ani ochoty, ani siły, ani narzędzia, by się skonfrontować.
Oczywiście, to się nie musi zdarzyć, ale bywa, że się zdarza. I wiesz co?
Wówczas nie jest miło. Jest pouczająco. Jest odkrywczo. Jest transformacyjnie, ale nie jest miło.
Każdy z kolejnych programów, które będą się uaktywniać i zbierać żniwo w Twoim życiu, możesz zaadresować w swoim indywidualnym planie transformacyjnym lub w programie grupowym „Moja Droga do Zdrowej Pełni” i oczywiście możesz się od niego uwolnić. Jednak dopóki będzie aktywny, dopóty miło nie będzie.
Nie mam ochoty pracować z Ludźmi, którzy koncentrują się na szukaniu winnych i wymówek.
Jeśli należysz do tych osób (wątpię, skoro jesteś na tej stronie, ale na wszelki wypadek, jeśli…), to odpuść sobie kontakt ze mną.
Oszczędzisz tym i sobie, i mi sporo czasu i zachodu.
Jeśli lubisz życiowo wchodzić w rolę ofiary i pokazywać wszem i wobec, jaka to jesteś biedna, skrzywdzona, zagubiona etc…
Jeśli masz korzyści z tego, że inni się nad Tobą litują; że Ci współczują…
Jeśli chcesz, by tak zostało i zamierzasz udowodnić (na świadomym, czy nieświadomym poziomie – nieważne), że akurat Ty masz w życiu tak źle, że nawet tak silne narzędzia, jak Zdrowa Pełnia i uzdrowienie pamięci komórkowej, Tobie nie pomagają…
To praca ze mną jest BARDZO NIE DLA CIEBIE. I od razu sobie ją odpuść.
Aby w pełni skorzystać z narzędzi Zdrowej Pełni (również w pracy indywidualnej z czyżykiem) potrzebujesz dobrze czuć swoje ciało. Potrzebujesz czuć fizyczne objawy pochodzące z ciała, a także różnicować zmiany w tych objawach.
W obecnych czasach wiele obciążeń, które Ludzie w sobie noszą, część leków, a także chorób fizycznych uniemożliwia dobre czucie swojego ciała i pełne “bycie w ciele”.
Jeśli potrzebujesz sprawdzić, na ile “w ciele jesteś” i w związku z tym, jak łatwo przychodzi Ci praca narzędziami Zdrowej Pełni, to najlepiej zapisz się na darmowy kurs demo o uwalnianiu się od traumy pokoleniowej. Wszystkie zawarte w nim ćwiczenia wymagają czucia swojego ciała, więc będzie Ci łatwo sprawdzić, jak dobrze Ci to idzie ;)