Twój typ to:

Znużony Myśliciel

W Twojej głowie jest ogień, ale nie daje ciepła – tylko męczy. To nie jest zwykłe zmęczenie. To jakby każda myśl musiała przedzierać się przez gęstą mgłę. Jakby Twój mózg pracował na przegrzanym silniku, który raz wyje, a raz się dławi. Twoje ciało nie zgasło – ono się broni. Przed nadmiarem. Przed hałasem. Przed światem, który nie chce zwolnić. A Ty? Starasz się nadążyć – mimo że od środka wszystko w Tobie krzyczy, że to za dużo.

Z Zewnątrz Wydaje Się

że jesteś spokojna. Trochę nieobecna. Jakby zamyślona, ale przecież uprzejma i funkcjonalna.
Niewiele osób widzi, że w środku toczy się inna historia. Że Twój umysł co chwilę przyspiesza, zwalnia, gubi wątek – jakby ktoś sterował nim z zewnątrz. Że próbujesz się skupić, ale nie możesz. Że wszystko wydaje się trudniejsze, wolniejsze, cięższe niż powinno.
Czasem czujesz, jakby Twoje ciało nie miało filtra – i wszystko wlewało się do środka naraz. A czasem – jakbyś była zrobiona z kamienia. I nie rozumiesz, dlaczego jednego dnia jeszcze „działałaś”, a następnego nie możesz zebrać się nawet do podstawowych rzeczy.

A Jak Jesteś Ze Sobą?

Różnie w zależności od sfery życia — ale generalnie możesz zauważyć pewne tendencje i charakterystyczne rysy w tym, jak przeżywasz emocje, myśli, reakcje z ciała, a nawet objawy zdrowotne…

znużony myśliciel na co dzień

Na co dzień

Budzisz się, jakbyś w ogóle nie spał/-a – mimo że przespałaś 7, 8, czasem więcej godzin.
Jeszcze przed wstaniem z łóżka czujesz zmęczenie, ciężkość w ciele i głowie.
W myślach już robisz listę rzeczy, które trzeba dziś ogarnąć – i czujesz, że to za dużo, a niepokój na myśl o tym wszystkim tylko narasta.
To nie są wielkie sprawy – raczej małe, codzienne „muszę” – ale razem tworzą ścianę, przez którą nie wiesz, jak przejść.

Zaczynasz dzień wolno, ale z napięciem w środku – jakbyś był/-a za późno, choć jeszcze nic się nie wydarzyło.
Nie dzieje się nic konkretnego, a jednak Twoje ciało już jest w alarmie.
Robisz sobie kawę – nie dlatego, że masz na nią ochotę, ale żeby „się uruchomić”.
Jakbyś próbował/-a przypomnieć ciału, że to dzisiaj, nie wczoraj. Że trzeba ruszyć. Że jeszcze trzeba.

Jedzenie? Czasem zjadasz coś automatycznie i nie pamiętasz, co to było.
Innym razem odwlekasz posiłki, aż nagle rzucasz się na czekoladę albo słodką bułkę. A czasem otwierasz lodówkę nie wiedząc, po co to robisz, a w środku znajdujesz zeszyt lub klucze, których szukasz od dwóch dni.
Masz wrażenie, że ciało pragnie „czegoś” – energii, bodźca, nagrody – ale nic nie daje sytości.
Nie jesteś głodna/-ny. Jesteś odłączona/-ny.

W pracy otwierasz pięć zakładek i żadnej nie kończysz.
Wysyłasz maile, robisz notatki, ale wszystko jest trochę za wolno, trochę nie tak.
Jakby Twoje myśli rozciągały się w czasie – nie możesz ich złapać, albo czujesz, że ugrzęzły.
Sprawdzasz plan – a potem za pięć minut sprawdzasz znowu, bo nie pamiętasz, co było zaplanowane.
Zaczynasz coś i po chwili siedzisz w zamyśleniu – nie wiesz, jak długo.
Czasem ktoś coś mówi, a Ty wiesz, że słyszałaś/-łeś każde słowo, ale nie masz pojęcia, co znaczą razem.
Nie jesteś nieobecna/-cny. Jesteś za dużym kłębkiem nerwów, żeby przetwarzać.

Proste decyzje (co zjeść, co odpisać, co obejrzeć) potrafią zająć Ci pół godziny – nie dlatego, że nie chcesz, ale dlatego, że nie możesz się „przebić przez mgłę”.
Czujesz, że wewnątrz masz kompetencję, ale nie masz do niej dostępu – jakby ktoś Ci ją na chwilę odebrał.
Czasem nawet boisz się, że to coś poważnego – że coś w Tobie się psuje.
Ale potem masz lepszy dzień i znowu wiesz, że potrafisz. I znowu masz nadzieję. Do następnego tąpnięcia.

Gdy masz porozmawiać z kimś, pojawia się niepokój.
W teorii to znajoma, czasem nawet bliska osoba.
Ale w praktyce – już myślisz, co powiesz, jak wypadniesz, czy to nie będzie za dużo.
Prosta rozmowa urasta do rangi zadania.
Po rozmowie analizujesz słowa, ton, pauzy.
Jakbyś wewnętrznie sprawdzał/-ła, czy nie powiedziałaś/-łeś czegoś głupiego – choć wiesz, że wszystko było ok.
Po spotkaniu czujesz się wypompowana/-ny, jakbyś wrócił/-ła z biegu na 100 km – tylko że to było 40 minut rozmowy online.
Niektórzy wprost Cię pytają, co się z Tobą dzieje, albo wrzucają komentarz typu „chyba się nie wyspałaś/-łeś, bo dziś nie ogarniasz”.
To tylko nasila alarm w Twojej głowie.
Zaczynasz się bać, że ktoś zauważy coś, czego Ty nie umiesz nazwać.

Wieczorem jesteś wyczerpana, ale nie możesz się wyłączyć.
Próbujesz odpocząć, ale nie wiesz jak – książka nie wchodzi, serial męczy, cisza denerwuje, a jeśli włączysz intensywniejszy film, to skończysz z bólem głowy.
Sięgasz po coś do przegryzienia, coś do przewijania – choć wiesz, że to pogorszy sprawę.
Zaczynasz kolejny odcinek, nie dlatego że Cię wciąga, ale żeby nie musieć być sam/-a z tą pustką.

Zanim zaśniesz, jeszcze raz przelatujesz w głowie wszystko, czego nie zrobiłaś/-łeś.
Czasem czujesz, że nie zrobiłaś/-łeś nic – mimo że przecież coś się działo cały dzień.
Ale nic się nie zapisało.
Jakby ktoś wymazywał Ci dzień z pamięci – zostaje tylko zmęczenie.

Twoje ciało raz jest ociężałe, raz spięte – ale prawie nigdy spokojne.
Czasem boli kark, czasem oczy, czasem brzuch.
Czasem po prostu czujesz się… rozmemłany/-na.
Ani w napięciu, ani w rozluźnieniu.
Jakbyś był/-a czymś zalana – ale nie wiesz, czym.

Najtrudniejsze? To, że nie masz na co zwalić.
Przecież nie jesteś chora/-y.
Przecież niby „wszystko gra”.
Tylko że Ty wiesz, że nie gra.
I nie masz pojęcia, jak to komukolwiek wytłumaczyć.
A najbardziej boisz się, że tak już będzie zawsze.

Jeśli Zawodowo Pomagasz Innym

to funkcjonowanie, jako Znużony Myśliciel może mocno wpływać na Twoją pracę oraz na życiowe interakcje po pracy. 

Może nawet zaczynasz się zastanawiać, czy nie doświadczasz czasem wypalenia zawodowego… 

Na Szczęście Miewasz Lepsze Dni

Miewasz też gorsze. Dużo zależy od tego, na ile czujesz, że masz dostęp do zasobów (np. spokój, wyspanie, regeneracja, zdrowie, odżywienie, przyjaznych i nienarzucających się Ludzi dookoła, poczucie wdzięczności, miłość, kojącą Naturę, zapas czasu i in.). 

Gdy masz więcej zasobów

Myślisz jaśniej. Potrafisz działać wolniej, ale skuteczniej. Odzyskujesz kontakt ze sobą i możesz być w relacji bez przeciążenia. Łatwiej też podchodzisz do zadań.

Gdy masz mniej zasobów

Ciało się zapada, głowa zaciska. Tracisz dostęp do słów, decyzji, czucia. Milkniesz, izolujesz się, a w środku rośnie napięcie i pożar w głowie, których nie umiesz zatrzymać.

Chcesz więcej lub inaczej?

Dlaczego zmiana do tej pory była dla Ciebie trudna?

Możesz mieć wgląd.
Możesz próbować się ogarnąć, planować, analizować, zbierać siły.
Ale Twoje ciało – głęboko pod myślami – zapisało wzorzec ochrony przez zatrzymanie, wycofanie, zamglenie.
Zanim się zorientujesz – już się rozpraszasz. Już zamarzasz. Juz się zapadasz. Już nie wiesz, od czego zacząć.

Nie wystarczy zrozumieć, co się dzieje.
Nie wystarczy się zmobilizować.
Nie wystarczy poczekać na lepszy dzień.

Trzeba zejść pod mgłę. Do miejsca, gdzie ciało nauczyło się zwalniać, zanim zostało przytłoczone – i krok po kroku, delikatnie, cierpliwie pokazywać mu, że jesteś.
Bo tylko obecność rozpuszcza tę ciszę od środka.

To nie Twoja wina – to biologia

Może jak czytasz ten opis, to coś się w Tobie zaciska... lub zaczyna płonąć.

Może już pojawił się wewnętrzny głos:
„Znowu nie ogarniam.”
„Czemu nie potrafię się skupić?”
„Dlaczego takie proste rzeczy mnie przerastają?”

Może to nie pierwszy raz, kiedy wstydzisz się przed sobą.
Kiedy próbujesz wytłumaczyć innym, że „nie masz siły” – i czujesz, że brzmisz jak leniwa buła; w rozkapryszeniu i niezorganizowaniu.
Może już zdążyłaś/-łeś pomyśleć:
„Może ja po prostu jestem słaba/-by.”
„Może coś jest ze mną nie tak.”
„Może mi się nie chce wystarczająco.”

Ale…

nic nie jest z Tobą nie tak.

Nie jesteś leniwa/-wy.
Nie jesteś przewrażliwiona/-ny.
Nie jesteś do naprawy.

To, co Ci się dzieje — to nie „brak motywacji”. To biologia.

To nie deficyt charakteru.
To nie „zbyt duże wymagania wobec siebie”.
To nie to, że „inni dają radę, a Ty nie”.

To Twój organizm, który uruchamia stary, mądry program obronny.
Program, który nie sprawdza, czy coś wypada, czy „pasuje do wieku” — tylko jedno:
czy trzeba spowolnić, wygasić, odciąć, by przetrwać?

Jeśli mózg czuje przeciążenie, toksyczność, zbyt wiele sygnałów —
uruchamia mgłę. Zatrzymanie. Zacięcie.
Nawet jeśli chcesz iść dalej.
Nawet jeśli potem sobie wyrzucasz, że „znowu nic”.

Problem nie w tym, że coś nie działa.
Problem w tym, że to działa aż za dobrze — i działa, zanim zdążysz cokolwiek pomyśleć.

Ale skoro ten mechanizm działa —
to znaczy, że Twoje ciało żyje.
Czuwa. Chroni. Zwalnia.

I kiedy nauczysz się nie złościć na tę mgłę, tylko ją rozumieć —
możesz sprawić, że przestanie Cię zatrzymywać, a zacznie prowadzić.

Zmęczenie, rozkojarzenie, przeciążenie – to nie porażka. To dar.

To sygnał. To informacja. To Twój biologiczny język ochrony.
Dla Ciebie, dla Twoich zasobów, dla Twojej głowy —
ta strategia była jedynym możliwym sposobem na przetrwanie.

Natura nie popełnia błędów.
To nie przypadek, że właśnie ta reakcja Cię uratowała.
I że trwała tak długo, jak musiała.

Oto, co mogło być zasobem w tym stanie:

01.

Chroniło Twój układ nerwowy przed przeciążeniem, którego nie dało się już filtrować.

02.

Dawało Ci szansę zatrzymać się, gdy ciągła aktywność zaczynała Cię wypalać.

03.

Pomagało Ci przetrwać w świecie, który nie widział, jak bardzo jesteś już na granicy.

04.

Dawało Ci usprawiedliwienie do odcięcia się – bez konieczności tłumaczenia, co naprawdę czujesz.

05.

Tworzyło ochronny kokon, gdy nie było przestrzeni na delikatność ani słabość.

06.

Uczyło Cię przetrwania w zwolnieniu – nawet jeśli świat wołał: „Przyspiesz!”.

07.

Dawało Twojemu ciału przestrzeń, by zająć się stanem zapalnym, regeneracją, naprawą od środka.

To nie był błąd. To było przetrwanie.

To było mądre. To było biologiczne. To było nieuniknione. To było  Twoje.

Ale teraz… masz wybór.

Wybór od którego zależy dalszy kierunek Twojego życia.

Już nie jesteś w miejscu, gdzie świat się wali.
Już nie masz trzech lat.
Ani trzech miesięcy.

Teraz możesz:

  • korzystać z drogowskazów,
  • wracać do siebie powoli,
  • i zacząć zmieniać to, co do tej pory wydawało się nie do ruszenia.

 

Ale jeśli zostaniesz w tym stanie zbyt długo…
Twoje ciało – to samo, które Cię chroniło – zacznie płacić za przedłużone czujność,  ciszę i utknięcie.


Bo strategia ratunkowa, to biologiczna odpowiedź Natury na krótkoterminowy problem – nie została stworzona na całe życie.

znużony myśliciel na co dzień izolacja
żywy spokój

Największe ryzyka

Jeśli pozostaniesz w tym stanie na dłużej – Twoje ciało może zacząć płacić okrutną cenę:

Te ryzyka to nie wyrok

To czerwona lampka ostrzegawcza – i dobrze, że widzisz ją teraz. Bo wciąż możesz podjąć kroki, które zatrzymają ten proces i pomogą Ci wrócić do siebie. Aby z obecnego trybu działania przejść do spokojnej i pełnej mocy obecności – tej, która naprawdę wspiera Twoje zdrowie i dobrostan – możesz zacząć od trzech prostych kroków:

OBECNOŚĆ W CIELE

Zadbaj o mikroodpoczynek dla mózgu: co 60–90 minut zrób 10 minut pauzy bez ekranu, rozmów, analiz – nawet jeśli tylko siedzisz i patrzysz przez okno. Dwa razy dziennie pozwól sobie na półgodzinną "drzemkę mocy".

FIZJOLOGICZNE BEZPIECZEŃSTWO

Zredukuj ogniska zapalne: ogranicz cukier, alkohol, inne używki, gluten i przetworzone jedzenie. Rób to przez najbliższe min 5 dni — obserwuj, jak reaguje Twoja głowa i koncentracja.

ODDECH

Dotleniaj mózg. Zacznij dzień od nawodnienia i lekkiego ruchu (np. krążenia ramion) – to fizyczny sygnał dla mózgu, że pora się wybudzić z mgły. Daj sobie codzennie czas na spacer wśród zieleni.

Czytaj maile od czyżyka ツ

W mailach powiem Ci o tym więcej i pokażę, co możesz zrobić, aby wyjść z biologicznego trybu przetrwania.

Najważniejsze?

Wciąż masz wpływ.
Wciąż możesz wybrać siebie.
Zacząć od ciała.
Od obecności.
Od małego kroku – który tym razem nie będzie kolejnym wyciskiem,
ale powrotem.
Do Ciebie.

Twój wybór jest ważny

Natura zrobiła wszystko, żeby Cię ochronić. Dała Ci bezpieczne mechanizmy: zapadnięcia się w sobie i wycofania – żebyś przetrwał/-ła to, co było nie do udźwignięcia.

Dała Ci też naturalną drogę do wychodzenia z tego stanu i wejścia w życie – z uśmiechem, spokojem, bezpiecznie, a jednocześnie pięknie i uskrzydlająco.

Dziś jesteś w miejscu, w którym możesz zdecydować, że nie chcesz już tylko przetrwać.

Chcesz żyć.

Nie potrzebujesz walczyć z ciałem, zmuszać się do działania, udowadniać, że jesteś „wystarczająco ogarnięty/-ta”.

Potrzebujesz tylko jednego: Zacząć współgrać z własną biologią.

Możesz poznać biologiczne prawidła i nauczyć się je wykorzystywać tak, by odzyskać swoje życie – takie, jakie chcesz, aby było.

Obejrzyj nagranie webinaru

z którego dowiesz się więcej o swojej strategii przetrwania, o tym, jak przejawia się w życiu oraz jak z niej wychodzić w kierunku spokojnej sprawczości i codziennej radości

Wychodzenie do życia może być łatwiejsze, niż myslisz. I możesz się tego nauczyć.

Nie jesteś sam/a. Twój stan ma biologiczne przyczyny. Ale też biologiczne rozwiązania.

Właśnie temu służy warsztat „Od Wahania Do Działania”:

Nie musisz być gotowy/a na 150%. Wystarczy, że chcesz.

Dołącz do warsztatu „Od Wahania Do Działania”

Jeśli to wszystko, co przeczytałeś/aś, rezonuje – to nie przypadek.

To ciało rozpoznaje, że jest gotowe.

To Ty – po cichu, w środku – zaczynasz czuć, że coś w Tobie woła o więcej.

 

Kliknij i rozpocznij podróż do życia, w którym nie musisz już się zapadać.

Bo Twoje ciało nie jest przeszkodą – jest kompasem.

Na warsztacie pokażę Ci, jak przestać czuć, że utknęłaś/-ąłeś w biologicznym trybie przetrwania– i krok po kroku wrócić do siebie.

P.S. Dlaczego stworzyłam ten quiz

Jeśli jeszcze się nie znamy, to ja jestem czyżyk (w papierach wciąż Monika Czyżewska) i od 2000 roku prowadzę Ludzi, takich jak Ty, do ich Zdrowej Pełni – czyli miejsca, w sobie i w świecie, gdzie mogą powiedzieć:
TAK. Żyję życiem, które kocham. W którym kocham. I które naprawdę ma znaczenie.

Pracując na bardzo głębokim poziomie pamięci komórkowej, od lat zauważam, że obecność jest kluczowym warunkiem samozdrowienia – ze wszelkich traum i obciążeń.
Jest też warunkiem fizjologicznej regeneracji.

Zauważam też, że dla wielu Ludzi obecność jest jednym z najtrudniejszych kroków do siebie – właśnie przez biologiczne strategie układu nerwowego i mechanizmy obronne, które tak długo pełniły swoją rolę.

Ten quiz powstał, by pomóc Ci zauważyć, w jakim miejscu jesteś dziś.
I na ile obecność jest dla Ciebie naturalna, wspierająca Twój rozwój, zdrowie i dobrostan.

Ale ten quiz nie powstał po to, by Cię sklasyfikować.
Powstał, by Ci pokazać, że z tym, co czujesz — wszystko z Tobą w porządku.
I że to, jak reaguje Twoje ciało, nie jest błędem. To biologia. To mądra odpowiedź na to, co było.

Jeśli jesteś gotowa/-wy spojrzeć na siebie z większą uważnością i zacząć działać inaczej — jesteś dokładnie tam, gdzie trzeba.
Na warsztacie „Od Wahania do Działania” spotykamy się w obecności — nie po to, by się „naprawiać”,
ale by wrócić do kontaktu ze swoją naturalną mocą.

czyżyk 2
0 +

lata doświadczenia

3 miesiące

21 000 zł

Każdego miesiąca dostajesz*

*dodatkowo

może się zdarzyć, że w Twojej indywidualnej sytuacji będziesz potrzebować:

  • dostepu do materiałów merytorycznych z zakresu zmiany życiowej, jakiej chcesz dla siebie dokonać, lub
  • grupowych spotkań implementacyjnych.

Jeśli podczas spotkania strategiczno-rozpoznawczego z czyżykiem, okaże się, że te działania są dla Ciebie ważne i Tobie potrzebne, to zakres Twojego 3-miesięcznego pakietu (i jego cena) mogą się zmienić. 

Ustalisz to wówczas indywidualnie z czyżykiem. 

Biznes i moja praca to pasmo sukcesów, ale niszczę wszystko, czego się dotknę prywatnie...

Stres i ogromna odpowiedzialność są wpisane w moje codzienne funkcjonowanie. Podejmuję decyzje, od których zależą życia Ludzi. Każda moja decyzja to także ogromne pieniądze. Nic dziwnego, że ryzyko, stres i odpowiedzialność, to mój chleb powszedni. Niewiele jednak osób to rozumie… 

Im dalej jestem w tej drodze, tym bardziej samotna jestem. Na nikim tak naprawdę nie mogę polegać i jestem zdana sama na siebie. Ludzie, którzy mnie otaczają, ode mnie zależą, ale też na każdym kroku mnie oceniają. Niektórzy tylko czekają, aż powinie mi się noga. Są tacy, którzy by się nawet z tego ucieszyli. Nie mogę sobie na to pozwolić. Przed innymi muszę trzymać fason – muszą być przekonani, że jestem najlepsza w tym, co robię; że jestem najlepszym wyborem…

Nie mogę okazać słabości. Muszę na co dzień walczyć. Muszę być twarda. I taka jestem. Świetnie mi to wychodzi i w biznesie się nie tylko sprawdza, ale też opłaca. Niestety w życiu prywatnym skazuje mnie to na jeszcze większą samotność i niezrozumienie. Nie ma znaczenia, czy z kimś jestem, czy nie, bo prywatnie i tak jestem sama…

Perfekcjonizm mnie ogranicza...

Wiem, że mam duży potencjał. Mogłabym odnieść sukces i dużo dobrego zrobić… Ale cały czas nie mogę wyjść poza myśli i planowanie :( Boję się popełnić jakikolwiek błąd. Planuję ponad miarę i zanim zacznę działać, to muszę być na wszystko przygotowana. Muszę znać odpowiedzi na wszystkie potencjalne pytania. To mnie zatrzymuje w miejscu. 

Innym mówię, że jestem perfekcjonistką, ale prawda jest taka, że po prostu utknęłam. Zazdroszczę tym, którzy potrafią iść na żywioł. Też bym tak chciała! Niestety już widzę, co się stanie, gdybym się odważyła… Wówczas byłoby widać czarno na białym, że nie pasuję do innych. Ludzie by w końcu się na mnie poznali… Już słyszę, jakby sobie wówczas na mnie używali… więc siedzę, jak mysz pod miotłą i nie ryzykuję.

Jednak cokolwiek zrobię (lub czegokolwiek nie zrobię) cały czas towarzyszy mi poczucie, że odstaję od reszty. Ludzie obserwują, że jestem inna i nie akceptują mnie takiej. Nawet jeśli na zewnątrz nie widać różnicy… nawet jeśli ktoś mnie poklepie po ramieniu i powie „nie przesadzaj; zupełnie nie wiem, o czym mówisz”, to ja i tak wiem… Wiem, co Ludzie myślą i mówią za moimi plecami. Przez to muszę starać się o wiele bardziej niż inni, żeby mnie zaakceptowano. Muszę dawać z siebie wszystko, żeby moja praca się spodobała; żeby zyskała uznanie. A nie jest łatwo!

Rozwijam się i sięgam po różne metody, ale jak zrobię dwa kroki do przodu, to zaraz robię 3 do tyłu...

Od długiego czasu się rozwijam i nad sobą pracuję… mam jednak poczucie, że to jakaś karkołomna ścieżka. Jasne, że widzę zmiany. Dużo też ze sobą robię, aby te zmiany były. 

Doświadczyłam wielu pięknych momentów w tej mojej wędrówce i jestem za nie wdzięczna. Jednak przeszkadza mi, że za każdym razem, jak czuję przełom… jak doświadczam prawdziwej zmiany… jak robię dwa duże kroki do przodu i oddycham pełną piersią, to zaraz robię cztery do tyłu i znowu ląduję na czterech literach. 

Taka huśtawka ciągnie się od kiedy pamiętam. Jakby mnie coś trzymało. Jakby coś nie chciało mnie puścić. Jakby coś celowo podcinało mi skrzydła. Najwyższy czas się od tego uwolnić, bo inaczej nigdy nie wypłynę na naprawdę szerokie wody!

Jestem pewna, że największą przeszkodą dla mojego sukcesu, jestem ja sama... :(

Logicznie wiem, że mam sporo do zaoferowania sobie, innym i Światu. Wiem, że jestem inteligentna. Wiem, że potrafię być atrakcyjna. Wiem, że jestem wystarczająca. Wiem, że mogę odnieść sukces… 

Jak się postaram, to nawet znajduję w swoim życiu szereg dowodów na to wszystko. Ba, nawet jak się nie staram, to mam w swoim otoczeniu Ludzi, którzy mi zazdroszczą i mówią o mnie w superlatywach!

Tym bardziej wkurzający jest ten upierdliwy głos w głowie, który wie, co i jak podszepnąć, żeby mi aż w pięty poszło :( 

Najgorsze jest to, że jak nie uważam i w porę tego nie wychwycę, to rzeczywiście czuję się gorsza, głupia, niewystarczająca, niegodna kochania i niezasługująca na pełnię sukcesu. W takich chwilach, kiedy słyszę czyżykowe: „żyj życiem, które kochasz, w którym kochasz i które naprawdę ma znaczenie” zwyczajnie nie wierzę, że to jest dla mnie możliwe.

Jeszcze gorsze jest to, że jeśli w porę siebie w tych negatywach nie zatrzymam, to ani się nie spostrzegę, a już sabotuję samą siebie!

Chcę w końcu – całkowicie spójnie ze sobą – czuć, że siebie kocham i jestem wystarczająca. Zamiasst tylko o tym wiedzieć i musieć sobie o tym co rusz przypominać…

Patrzę na szczęśliwe pary dookoła, a ja znam tylko samotność...

Czasem mam wrażenie, jakby życie działo się gdzieś tam za szybą, a ja je tylko obserwuję. Ludzie są niby dookoła, ale tak daleko ode mnie… Doświadczenia, jakie mam w obszarze budowania związku, czy ważnej dla mnie relacji, są tak nikłe lub tak nieudane, że nie ma sensu ich nawet przywoływać… Po co się dołować? 

Czasem myślę, że ja po prostu nie umiem kochać :( i nie ma się co dziwić Ludziom, którzy to widzą i nie chcą ze mną być. A innym razem już naprawdę nie wiem, o co chodzi i jak to jest, że im bardziej się staram, tym przepaść między mną, a tym drugim Kimś jest coraz większa. 

Zauważam w sobie „głos”, który na różne sposoby szepcze mi, że związek nie ma sensu… że Ludzie w związkach się tylko krzywdzą… że lepiej być samą, niż użerać się z kimś… że związek mnie ograniczy i że stracę prawdziwą siebie w takiej relacji… 

I ja to wszystko rozumiem, ale wciąż jakaś część mnie chciałaby po prostu kochać i być kochaną. To wewnętrzne rozdarcie mnie paraliżuje :( Czy to kiedykolwiek będzie łatwiejsze? 

Jestem magnesem na niewłaściwych partnerów...

Już tyle razy się sparzyłam, ze aż szkoda wyliczać :(

 

Powinnam się już dawno temu nauczyć rozpoznawać facetów, którzy złamią mi serce, ale nie… Za każdym razem wydaje się, że to ten jedyny. Znowu mam motyle w brzuchu, oczy mi się świecą, a serce topnieje. I jak na niego patrzę, to mam ochotę się z nim zestarzeć…

 

A później okazuje się, że miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.

 

Ileż można?!

 

Nawet, jak się zabezpieczam… trzymam dystans, sprawdzam, dopytuję, żeby znowu nie popełnić tych samych błędów, to jakoś tak się okazuje, że coś przeoczyłam :(

 

Chciałabym stworzyć związek oparty na szacunku, miłości, wspólnych celach i zaangażowaniu, ale trafiam zawsze na kogoś, kto ma inną wizję :( A najgorsze jest to, że szydło z worka wychodzi po jakimś czasie, kiedy ja już się zaangażuję i dużo z siebie dam.

 

Zaczynam myśleć, że na świecie chyba nie ma normalnych facetów. Już naprawdę brak mi sił, aby powtarzać taki scenariusz po raz kolejny :( Jednak wiem, że jak teraz z tym czegoś nie zrobię, to może być jeszcze gorzej…

Kocham i chcę ratować, ale serce mi pęka, bo mój związek i moja rodzina się rozpadają...

Tęsknię za tym, co mieliśmy kiedyś… Nie wiem, gdzie to zgubiliśmy i chyba nie bardzo umiem to odzyskać :( Próbowałam już różnych sposobów i albo jest lepiej na chwilkę, po czym znowu przychodzi krach, albo już na stracie moje starania okazują się być poronionym pomysłem :( 

Jak to się stało, że przestałam mu wystarczać? Już naprawdę nie wiem, jaka mam być, żeby on chciał ze mną zostać i naprawić to, co nam jeszcze zostało… A ja go naprawdę kocham! I nie wyobrażam sobie życia bez niego! Nie wiem, co będzie, jak go stracę… jak będę sama :(

 Nie mówiąc już o tym, że nie wiem, jak powiem o tym innym :( Kim ja w ogóle bez niego będę?

Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, ale się z nimi rozmijam...

Tak naprawdę wcale ich nie znam (a one nie znają mnie). To smutne, bo ja naprawdę kocham moje Dzieci… tylko jakoś tak… od jakiegoś czasu… nadajemy na innych falach… 

One nie rozumieją, że ja to wszystko robię dla nich… Przecież musimy za coś żyć… muszę mieć za co zapłacić za ich dodatkowe zajęcia… A one wcale mi tego nie ułatwiają! Zupełnie nie widzą, jak się dla nich staram. Byłoby idealnie, gdyby bardziej się słuchały, więcej zaangażowania wkładały w swoje obowiązki, umiały się bardziej twórczo i konstruktywnie zająć sobą… 

Ale, jak to w życiu, idealnie nie jest :( A ja nie wiem, jak mam do nich dotrzeć :( Czasem tracę cierpliwość. Szczególnie, jak widzę ich miny… jak słyszę półsłówka i ciągłe niezadowolenie… jak ich niewdzięczność razi mnie po oczach… Tak, wówczas tracę cierpliwość. Czasem wybucham i… wcale tego nie chcę :( 

Im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej odzywa się we mnie świadomość, że jestem złą matką. Nie opiekuję się nimi tak, jak powinnam. Nie daję im dobrego przykładu :( Mają ze mną gorszy start, niż mogłyby mieć :( Gdzieś tam, bardzo głęboko, wiem, że mimo ogromnych starań, krzywdzę moje własne Dzieci. Dzieci, które kocham najbardziej na świecie :( 

Zawodowo pomagam innym, ale zarabiam dużo mniej, niż bym chciała...

Założyłam swój pomocowy biznes, bo nie chciałam mieć szefa, który by mi mówił co mam robić. Chciałam sama być dla siebie szefem. Chciałam być niezależna. Chciałam mieć wolność: finansową i wolność wyboru z kim, gdzie, jak i jak długo pracuję. 

Wiem też, że mam dużo do zaoferowania innym i Światu. Chciałam w pełni rozwinąć skrzydła i tworzyć piękną zmianę pomagając Ludziom. Dlatego otworzyłam swoją firmę i… miało być pięknie. Marzenia i ideały sięgały zenitu, a później aż huknęło, gdy grzmotnęły o glebę i roztrzaskały się na miliony kawałeczków :( 

A ja jak ten Kopciuszek zbieram odrobinki i próbuję je posklejać. Jestem przepracowana i przemęczona. Żeby wszystko ogarnąć pracuję ponad siły :( Mało śpię. Nieregularnie (i niezbyt zdrowo) jem. Im więcej pracuję, tym więcej jest do zrobienia, a efekty z tego są mizerne. 

Moja firma miała być moim wybawieniem, a tymczasem stała się moim więzieniem! Pracuję więcej, niż jakikolwiek szef, w jakiejkolwiek pracy, kiedykolwiek by ode mnie wymagał, a moje profity w żaden sposób tego nie odzwierciedlają :(

Tymczasem wiem, że innym się udaje. Nawet tym, którzy mają mniejsze kwalifikacje, niż ja. A przecież jestem inteligentna! Wiem, że można, tylko, że mi akurat to nie wychodzi. Mam już tego serdecznie dość. Albo coś zmienię, albo nie tylko będę wyglądać, ale stanę się wrakiem Człowieka… 

Mam wiedzę i doświadczenie, ale pracuję dla i na kogoś, zamiast rozwinąć swój biznes​...

Od zawsze mówię NIE przeciętności! Jestem dobra w tym, co robię. Mam doświadczenie i jestem ekspertem z prawdziwego zdarzenia… 

Jednocześnie praca dla kogoś i na kogoś mnie powoli wykańcza. Jestem stworzona do czegoś większego! Czy wrażenie, jakie zrobiła moja kreacja na firmowej imprezie, to naprawdę wszystko, o czym Ludzie będą mówić, kiedy o mnie pomyślą?!

Od czasu do czasu myślę o własnym biznesie, ale tyle rzeczy może pójść nie tak… tyle mogę stracić… że na myśleniu (od kilku lat!) się kończy :(

Jednocześnie Ludzie dookoła powtarzają, że jestem szczęściarą i że mi zazdroszczą… I jak się dobrze zastanowić, to nie mam przecież na co narzekać. Moja praca daje mi pieniądze i stabilność… więc z uśmiechem numer 4 odpowiadam, że lubię moją pracę.

A później patrzę w lustro i widzę w nim największą, paskudną HIPOKRYTKĘ :(

I czasem się zastanawiam: czy aż tak bardzo zależy mi na przypodobaniu się innym i na spełnieniu ich oczekiwań, że nawet wprost nie potrafię powiedzieć, że nie znoszę tej pracy? Że gdybym tylko wiedziała, jak to zrobić bezpiecznie, to zarabiałabym krocie na swojej wiedzy i ekspertyzie. Spełniałabym się w tym co kocham i robiłabym to na własnych warunkach! 

Kiedy oczekujesz cudów, to proponuję, żebyś od razu zwróciła się do jakiegoś uzdrowiciela, szamana lub do pierwszej parafii w Twojej okolicy. Pracując ze mną świadomie budujesz dla siebie zmianę. Uwalniasz się od coraz głębszych obciążeń – warstwa po warstwie – aż w końcu(!) możesz powiedzieć, że żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które ma znaczenie :D 

I żeby było jasne: stoi za Tym sporo Twojej (i mojej) pracy. Nie dzieje się to (i nie stanie się to) w ułamku sekundy! I nie zdarzy się to bez Twojego zaangażowania!

Nie jestem ani lekarzem, ani uzdrowicielem, ani nie mam dużego doświadczenia w leczeniu chorób. 

Dlatego – jeśli oczekujesz uzdrowienia konkretnych chorób, z którymi się mierzysz – to potrzebujesz poszukać kogoś innego, kto Ci w tym rzetelnie i kompetentnie pomoże.

Dla jasności: pracowałam już z osobami, które uznały, że mogą „zrobić sesję” i zaangażować się na dwie godziny, ale później w życiu ma się już samo dziać… z Ludźmi o podejściu: to powiedz mi, co mam zrobić i niech mi się podniesie jakość życia…

Czy przy takim podejściu w Twoim życiu coś się zmieni? Zmieni się. Jest jednak spora szansa, że nawet tego nie zauważysz. A jeszcze większa, że Twoja frustracja urośnie do potęgi entej. Nie mówiąc już o tym, że prezentując takie podejście, oddajesz moc i odpowiedzialność za proces komuś innemu (mi, losowi, zewnętrznym warunkom… etc.).

Proces Twojej przemiany i transformacji Twojego życia wymaga od Ciebie uważności. Wymaga koncentrowania się na tym, co już się zmieniło i przytomnego śledzenia tego, co jeszcze pozostało (tak, abyś mogła się od tego uwolnić w kolejnym podejściu). Wymaga od Ciebie świadomego wzięcia odpowiedzialności.

Jeśli masz inny pomysł na swoją transformację, to poszukaj innego przewodnika.

Szczerze pisząc nie bardzo mnie interesuje, ile wiesz… Interesuje mnie, czy żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które ma znaczenie. Jeśli tak i przy tym dużo wiesz, to SUPER :) W takim przypadku zupełnie nie potrzebujesz mojej pomocy :D 

Jeśli nie, a już tak dużo wiesz, to znaczy, że albo wiesz, nie to, co trzeba, albo wiesz tylko o wierzchołku góry lodowej, albo masz w sobie tak dużo blokad, że bez względu na to, jak dużo jeszcze się dowiesz i tak z miejsca nie ruszysz. 

Dlatego, jeśli jesteś przywiązana do swojej wiedzy, jeśli szukasz ścieżek jedynie dla jej potwierdzenia, lub poszerzenia, to praca ze mną nie jest dla Ciebie. 

Jest bardzo prawdopodobne, że uwalniając się od obciążeń z wykorzystaniem narzędzi Zdrowej Pełni, zauważysz, że „wiedza”, którą do tej pory obrastałaś tylko Cię więziła. Zanim się zdecydujesz do mnie zapukać, potrzebujesz wziąć to pod uwagę.

Zazwyczaj pracuję z Ludźmi, którzy osiągnęli swoją finansową wolność i satysfakcję, po czym zauważyli, że pieniądze w życiu jednak szczęścia nie dają. Nie zapełniają też pustki, którą Ludzie w sobie noszą. I same z siebie nie sprawiają, że ktoś jest bogaty.

Pracuję też z Ludźmi, którzy zarabiając dla siebie OK, są jednocześnie gotowi w siebie i w swoją transformację zainwestować, bo wiedzą, że już dłużej tak nie może być, jak jest na co dzień. Wiedzą, że chcą czegoś więcej.

 

Jeśli jednak obecnie mierzysz się z tak dużymi trudnościami finansowymi, że musiałabyś wybierać pomiędzy podstawowymi potrzebami, a Zdrową Pełnią, to… wybierz zaspokojenie podstawowych potrzeb.

W zdecydowanej większości przypadków, Ludzie, którzy znaleźli się w takim momencie życia, mają w sobie aktywne ogromne blokady i mają ich zazwyczaj bardzo dużo. A to oznacza, że zmiana, której potrzebują nie zdarzy się w trakcie jednej, czy nawet 3 sesji…

Taka zmiana będzie połączona z poważną inwestycją i sporym zaangażowaniem. Jeśli teraz jesteś w takim miejscu życia, to zadbaj o swoje podstawowe potrzeby.

Nie zawsze miło będzie. Po pierwsze, czyżyk od czasu do czasu specjalnie będzie Cię „głaskać pod włos” ;) To może być wyzwanie… i może Cię trigerować! I będzie się tak działo za każdym razem, kiedy pozwoli Ci to wyjść z zastoju, by zauważyć, co potrzebujesz zmienić, by zacząć skutecznie działać.

Po drugie kiedy będziesz pracować z traumami – na etapie ich uświadomienia i w momencie, kiedy wciąż będą aktywne – możesz poczuć ich impakt i mogą zalewać Cię trudne emocje.

Po trzecie, kiedy uwolnisz się od jakiejś warstwy obciążających programów, to jest spora szansa, że dojdą do głosu takie, o których wcześniej nie wiedziałaś… które były zapisane głębiej… z którymi do tej pory nie miałaś, ani ochoty, ani siły, ani narzędzia, by się skonfrontować. 

Oczywiście, to się nie musi zdarzyć, ale bywa, że się zdarza. I wiesz co?

Wówczas nie jest miło. Jest pouczająco. Jest odkrywczo. Jest transformacyjnie, ale nie jest miło.

Każdy z kolejnych programów, które będą się uaktywniać i zbierać żniwo w Twoim życiu, możesz zaadresować w swoim indywidualnym planie transformacyjnym lub w programie grupowym „Moja Droga do Zdrowej Pełni” i oczywiście możesz się od niego uwolnić. Jednak dopóki będzie aktywny, dopóty miło nie będzie.

Nie mam ochoty pracować z Ludźmi, którzy koncentrują się na szukaniu winnych i wymówek. 

Jeśli należysz do tych osób (wątpię, skoro jesteś na tej stronie, ale na wszelki wypadek, jeśli…), to odpuść sobie kontakt ze mną. 

Oszczędzisz tym i sobie, i mi sporo czasu i zachodu.

Jeśli lubisz życiowo wchodzić w rolę ofiary i pokazywać wszem i wobec, jaka to jesteś biedna, skrzywdzona, zagubiona etc…

Jeśli masz korzyści z tego, że inni się nad Tobą litują; że Ci współczują…

 

Jeśli chcesz, by tak zostało i zamierzasz udowodnić (na świadomym, czy nieświadomym poziomie – nieważne), że akurat Ty masz w życiu tak źle, że nawet tak silne narzędzia, jak Zdrowa Pełnia i uzdrowienie pamięci komórkowej, Tobie nie pomagają…  

To praca ze mną jest BARDZO NIE DLA CIEBIE. I od razu sobie ją odpuść.

Aby w pełni skorzystać z narzędzi Zdrowej Pełni (również w pracy indywidualnej z czyżykiem) potrzebujesz dobrze czuć swoje ciało. Potrzebujesz czuć fizyczne objawy pochodzące z ciała, a także różnicować zmiany w tych objawach.

W obecnych czasach wiele obciążeń, które Ludzie w sobie noszą, część leków, a także chorób fizycznych uniemożliwia dobre czucie swojego ciała i pełne “bycie w ciele”.

Jeśli potrzebujesz sprawdzić, na ile “w ciele jesteś” i w związku z tym, jak łatwo przychodzi Ci praca narzędziami Zdrowej Pełni, to najlepiej zapisz się na darmowy kurs demo o uwalnianiu się od traumy pokoleniowej. Wszystkie zawarte w nim ćwiczenia wymagają czucia swojego ciała, więc będzie Ci łatwo sprawdzić, jak dobrze Ci to idzie ;)