Trauma — w tym kontekście — to każdy, nawet najkrótszy, zamrożony w czasie moment, w którym choć część Twojej świadomości była poza ciałem. Bo to, co się działo, było zbyt trudne, by pozostać w pełnej obecności. Takie momenty zapisują się w ciele Klienta i w jego pamięci komórkowej — i to właśnie one, często w formie zupełnie niepozornych reakcji, przenikają proces coachingowy.
Trauma w coachingu - perspektywa, która zmienia wszystko
Kiedy słyszysz słowo „trauma”, możesz mieć przed oczami obrazy wielkich życiowych katastrof – wypadków, przemocy, dramatów rodzinnych. Tymczasem w pracy z Klientem dużo częściej spotykasz się z innym jej obliczem. Cichym. Nienazwanym. Takim, które wpasowało się w codzienność tak dobrze, że Klient myśli, iż to po prostu „jego charakter”.
Trauma to nie tylko dramatyczne wydarzenia. To także mikrochwile – czasem trwające sekundy – kiedy coś było zbyt trudne, by w pełni w tym pozostać. Ciało pamięta. Pamięć komórkowa przechowuje te momenty, nawet jeśli umysł dawno uznał, że „to bez znaczenia”.
W procesie coachingowym ta pamięć nie zawsze objawia się łzami czy gwałtownymi reakcjami. Czasem to:
- pozornie racjonalne odkładanie działania na później,
- brak decyzji mimo pełnej analizy sytuacji,
- zmiana tematu w chwili, gdy dotykasz czegoś ważnego,
- powracanie do tego samego problemu w nowym opakowaniu.
Jeżeli nie umiesz tego rozpoznać, możesz nazwać to „oporem”, „brakiem motywacji” czy „brakiem gotowości Klienta”. Ale w rzeczywistości wchodzisz właśnie na teren traumy – i od tego, co zrobisz w tym momencie, zależy, czy Klient zrobi krok do przodu, czy zamknie się jeszcze bardziej.
Miejsca, w których trauma przenika proces coachingowy
Już w definiowaniu celu
Pierwsze minuty rozmowy potrafią pokazać, z jakiego miejsca Klient formułuje swój cel.
Trauma potrafi zawęzić perspektywę tak, że Klient wybiera coś, co:
- jest zaniżone, „bezpieczne”, żeby nie ryzykować porażki,
- jest nierealistycznie ambitne – jako próba udowodnienia swojej wartości,
- omija prawdziwe pragnienie, bo ono wiąże się z dawnym bólem.
Przykład z sesji:
Coach pyta: „Co chcesz osiągnąć w ciągu najbliższych 6 miesięcy?”
Klient odpowiada: „Chcę regularnie 3 razy w tygodniu chodzić na siłownię”.
Na papierze brzmi sensownie. Ale kiedy zadasz kilka prostych pytań, wychodzi, że chodzi o uniknięcie samotnych wieczorów po pracy, bo wtedy włącza się stary lęk odrzucenia. Bez zobaczenia tego źródła, zwykły plan treningowy (w tym przykładzie kierunek, pod którym podpisuje się Klient) będzie kolejnym „projektem”, który się rozpadnie. Stanie się tak głównie dlatego, że w tym przypadku bycie z Ludźmi (a dokładniej: wśród Ludzi na siłowni) da jedynie pozorny kontakt, a w najgorszym przypadku może pogłębić głębsze poczucie traumatycznego odrzucenia (wśród Ludzi, ale samotnie).
W zachowaniach podczas sesji
Nie każdy „opór” wygląda jak milczenie czy zamknięcie.
Trauma może przejawiać się w trakcie sesji jako:
- Zamrożenie – Klient zawiesza się, odpowiada po długiej pauzie, mówi krótkimi zdaniami.
- Dysocjacja – ta „coachingowo atrakcyjna” wersja, gdy Klient wydaje się skupiony, analityczny, logiczny. Tworzy rozbudowaną strategię i plan taktyczny, racjonalizuje wszystko. W praktyce jest jednak odcięty od emocji i ciała, więc to, co wymyślił, może być niemożliwe do wdrożenia lub przyniesie nieprzewidziane skutki.
- Uległość – zgoda na każde Twoje pytanie i sugestię, byle tylko utrzymać atmosferę „dobrego Klienta”.
- Powtarzanie w kółko tej samej historii – bez otwartości na jej zmianę, bo trzymanie się znanego opowie jest bezpieczniejsze.
Przykład z sesji:
Coach pyta: „Jak chcesz to rozwiązać w relacji z zespołem?”
Klient od razu wchodzi w tryb planowania, wypisuje kolejne kroki, terminy, narzędzia. Wszystko spójne, logiczne. Ale gdy zapytasz: „Co czujesz, myśląc o tej rozmowie?”, odpowiada: „Nic, to przecież czysto zawodowa sprawa”. To „nic” jest czerwonym światłem – oznacza, że proces idzie na samym umyśle, a ciało i emocje zostały odcięte.
W realizacji zadań między sesjami
Klient sam ustala kroki. Sam wybiera terminy.
Na kolejnej sesji mówi: „Nie zrobiłem”.
I oczywiście można by powiedzieć: brak dyscypliny.
Tymczasem bardzo często to znak, że działanie, które ustaliliście, dotyka zamrożonego bólu lub wiąże się z ryzykiem uruchomienia dawnych reakcji obronnych.
Przykład z sesji:
Klient miał wykonać kilka telefonów w sprawie nowego projektu. Na sesji mówi: „Po prostu się nie złożyło”. Kiedy dopytujesz, wychodzi, że czuł napięcie w brzuchu na samą myśl o rozmowie, więc „sprytnie” wymyślał inne pilne rzeczy. To nie lenistwo – to próba uniknięcia starych emocji.
W efekcie jojo
Klient przychodzi z nowym celem.
Po kilku pytaniach widzisz, że to tylko nowe opakowanie tego, z czym pracowaliście kilka miesięcy temu.
To nie jest brak gotowości do zmiany, tylko mechanizm ochronny, który zmienia etykietę problemu, by uniknąć dotykania jego rdzenia.
Przykład z sesji:
Kiedyś Klient chciał „poprawić komunikację z partnerem”. Teraz przyszedł „poprawić relacje w pracy”. Po dopytaniu zauważasz, że kontekst jest inny, dynamika ta sama.
W relacji z Tobą
Trauma ujawnia się także w samej relacji z Coachem:
- nadmierne dostosowanie i zgadzanie się,
- wycofanie, gdy robi się „zbyt blisko”,
- testowanie Twoich reakcji – czasem nieświadome – żeby sprawdzić, czy jesteś bezpieczny, czy zareagujesz jak kiedyś rodzic, nauczyciel, przełożony.
Przykład z sesji:
Klient odwołuje sesję i nie odzywa się przez dwa tygodnie, choć wcześniej był aktywny. Na kolejnym spotkaniu mówi, że życie mu pokazało, że potrzebuje przedefiniować cel – to wycofanie jest formą ochrony.
W oporze przy eksploracji niektórych tematów
Klient może omijać pewne wątki lub od razu racjonalizować („to było dawno, to bez znaczenia”). Może też unikać decyzji lub zadań, które wiążą się z poczuciem bezbronności, utraty kontroli, oceny etc.
Dlaczego to jest ryzykowne, jeśli Coach nie wie, co robi
Kiedy nie rozpoznajesz sygnałów traumy w procesie, możesz nieświadomie zrobić dwie rzeczy naraz: zablokować rozwój Klienta i wypalić samego siebie.
Z zewnątrz wygląda to niewinnie. Na przykład:
- próbujesz „przebić się” pytaniami, gdy Klient jest w zamrożeniu — on zamyka się jeszcze bardziej, a Ty masz poczucie, że stoisz w miejscu, więc dociskasz mocniej,
- interpretujesz brak wdrożeń jako lenistwo i motywujesz Klienta dodatkowymi wyzwaniami — co tylko podnosi jego wewnętrzne napięcie,
- przyjmujesz „nowy” problem Klienta, nie zauważając, że to tylko kolejny powrót do tego samego rdzenia — więc wchodzicie w te same koleiny, zmieniając tylko słownictwo.
W każdym z tych scenariuszy mechanizmy obronne Klienta stają się silniejsze. Uczą się „omijać” proces, dostosowują się do pytań, strategii, ćwiczeń. I kiedy po kilku miesiącach kończycie współpracę, Klient ma wrażenie, że coś się zmieniło — dopóki życie nie dotknie tej samej rany. Wtedy wraca do starych reakcji jak do dobrze znanej, choć niewygodnej, kanapy.
Kiedy narzędzia coachingowe działają na mechanizmach obronnych – i na Twojej energii
W klasycznym coachingu wiele narzędzi opiera się na założeniu, że Klient będzie działał dzięki odpowiedzialności przed Coachem. Że wystarczy, aby wyznaczył cele, znalazł głębszą motywację, rozpisał zadania, przekroczył ograniczające przekonania, zaczął działać wiedząc, że na następnej sesji musi się z rozliczyć z wykonania.
Na powierzchni to działa. W praktyce często jednak nie opiera się na prawdziwej sprawczości Klienta, tylko na uruchomieniu starych mechanizmów obronnych.
Przykład 1 – „bat nad głową”
Klient płaci nie za zmianę, ale za poczucie, że ktoś nad nim stoi. W dzieciństwie trzymał go w ryzach rodzic albo nauczyciel. Teraz Ty stajesz w tej roli. Prokrastynacja znika — ale tylko tak długo, jak długo jesteś obok. To nie jest wewnętrzna zmiana. To podtrzymywanie zależności.
Przykład 2 – „ciągnięcie na swojej energii”
Znasz to? Klient przychodzi na sesję bez energii, a wychodzi z planem działania. W międzyczasie to Ty go rozruszałeś, Ty włożyłaś entuzjazm, Ty dopilnowałeś szczegółów. Problem w tym, że po kilku dniach ta energia się kończy, bo nie była jego, tylko Twoja. Ty jesteś zmęczona, a Klient wraca po kolejną dawkę.
Przykład 3 – „pozorna autonomia”
Na sesji wszystko wygląda świetnie. Klient sam ustala cele, sam wymyśla rozwiązania. Ale gdy zostaje sam, plan nie żyje. Bo pod spodem działa ten sam mechanizm, co w dzieciństwie: „radzę sobie tylko wtedy, gdy ktoś mnie sprawdza”. Bez Coacha — zjazd w dół.
Ukryty koszt dla Ciebie jako Coacha
Kiedy pracujesz w ten sposób, możesz odnosić wrażenie skuteczności, ale w tle dzieją się dwie rzeczy:
- obciążasz siebie – to Twoja energia podtrzymuje proces, więc szybciej się wypalasz,
- utrwalasz swoje własne strategie obronne – być może sama od dziecka brałaś odpowiedzialność za innych, ratowałeś, dźwigałaś. Coaching bez świadomości traumy pozwala Ci tylko to powielać.
W efekcie ani Klient, ani Ty nie wychodzicie poza stare schematy. Zmiana jest powierzchowna. A prawdziwa praca zaczyna się dopiero wtedy, gdy umiesz zobaczyć, na czym te mechanizmy się opierają.
Co odróżnia Coacha świadomego traumy od klasycznego przedstawiciela zawodu?
To nie jest kwestia tytułu, ani certyfikatu, ani nawet samej postawy.
Na pierwszy rzut oka obaj robią to samo: zadają pytania, wspierają Klienta w definiowaniu celu, towarzyszą mu w drodze do zmiany. Różnica zaczyna się ujawniać dopiero wtedy, gdy pojawiają się trudności, brak wdrożeń albo powtarzający się problem. Tam, gdzie kończy się powierzchowne „zadawanie dobrych pytań” i „stosowanie narzędzi coachingowych”.
Coach klasyczny:
- bazuje na modelach, strukturach i gotowych schematach,
- często nawet nie zauważa, że wzmacnia mechanizmy obronne Klienta,
- nie rozpoznaje traumy i jej skutków w tym, co zgłasza Klient,
- przy braku wdrożeń dokłada kolejne narzędzia motywacyjne, lub pracę z przekonaniami, zamiast dotknąć źródła.
Coach świadomy traumy:
- zna różne oblicza traumy i potrafi je rozpoznać w sytuacji Klienta,
- ma dodatkowy zestaw narzędzi, które pozwalają mu rozpoznać, co dzieje się w Ciele i w pamięci komórkowej Klienta,
- potrafi zatrzymać proces w momencie zamrożenia czy dysocjacji i poprowadzić go bezpiecznie dalej,
- nie ciągnie procesu na własnej energii, tylko pomaga Klientowi odzyskać jego własną,
- potrafi pracować z traumą (więcej o tym w kolejnych artykułach).
To fundamentalna różnica. Jeden „uczy” Klienta działać mimo zamrożeń. Drugi wie, jak je rozpoznać i rozpuścić, żeby działanie było naturalnym skutkiem zmiany, a nie walką z samym sobą.
Dlaczego to dotyczy każdego Coacha
Być może w tym momencie myślisz: „Może to prawda, ale ja pracuję z Klientami biznesowymi. Trauma to raczej temat dla terapeutów”.
To złudzenie.
Bo trauma nie zawsze wygląda jak dramatyczne wydarzenia. Częściej to drobne, codzienne zamrożenia, które z biegiem lat ułożyły się w strategie przetrwania.
I właśnie te strategie spotykasz na każdej sesji.
- Gdy Klient prokrastynuje, choć zna wszystkie techniki zarządzania sobą w czasie.
- Gdy Klient ma świetny plan, a mimo to nie wdraża go w życie.
- Gdy Klient zmienia temat lub sposób reakcji w chwili, kiedy dotykasz czegoś naprawdę istotnego.
- Gdy Klient wraca do Ciebie po raz trzeci z „nowym problemem”, który w swojej strukturze, na głębszym poziomie, zawiesza się na potraumatycznych reakcjach obronnych.
To nie są wyjątki. To codzienność.
Dlatego każdy Coach — niezależnie od tego, czy pracuje w obszarze biznesu, kariery, zdrowia czy relacji osobistych — spotyka się z traumą.
Jeśli mówisz sobie, że trauma nie dotyczy Twoich Klientów, to najprawdopodobniej — na dużo głębszym (może nieuświadomionym) poziomie — sama boisz się z nią spotkać.
Bo każdy Coach przemierza terytoria traumy ze swoimi Klientami.
Niektórzy wiedzą, że to robią. Nieliczni potrafią to robić dobrze.
Większość niestety nie.
Możesz zostać przy narzędziach, które już znasz, i mówić sobie, że „tak po prostu wygląda coaching”. Możesz też dalej tłumaczyć brak wdrożeń oporem Klienta, a efekt jojo — jego brakiem dyscypliny.
Wtedy Twoje sesje nadal będą działały — ale tylko na powierzchni.
Albo możesz podjąć inną decyzję.
Możesz uznać, że skoro i tak przemierzasz z Klientem tereny traumy, to warto wiedzieć, jak to robić bezpiecznie i skutecznie. Że to nie tylko kwestia Twojej obecności, ale też narzędzi, które pozwalają dotknąć tego, co zamrożone w pamięci komórkowej.
To jest właśnie wybór, przed którym stajesz jako Coach:
pozostać przy procedurach, które wzmacniają mechanizmy obronne,
albo nauczyć się prowadzić procesy w taki sposób, by naprawdę otwierały drzwi do zmiany.
Bo każdy Coach pracuje z traumą.
Różnica polega na tym, czy robisz to po omacku — czy potrafisz to robić dobrze.
I powiedzmy to wprost: ten wybór nie jest dla tych, którzy chcą zostać w wygodnej strefie schematów i checklist.
Jest dla tych, którzy czują, że coaching może sięgać głębiej — i są gotowi na to spotkanie.




