Co pozytywne emocje mówią o Tobie, czyli emocjonalne drogowskazy

Sponsorem dzisiejszego wpisu jest litera „D” 🤪 „D” jak dyskusja podczas spotkania otwartego. Dyskusja owocna, a mi dodatkowo pokazująca, że ogólne rozumienie, czym są tzw. pozytywne emocje, jest inne, niż to, które obecnie sama posiadam.

Dlatego dziś napiszę słów kilka w temacie tzw. pozytywnych / dobrych / pożądanych emocji… 

Dobrych kilka(naście) lat temu, Ludzie którzy ze mną pracowali, mieli zazwyczaj podejście, które można streścić tak: jeśli czujesz się dobrze, to super, a jeśli czujesz się źle, to trzeba coś z tym zrobić (zarządzić złością, zmienić stan, zaspokoić potrzeby, żeby pozbyć się negatywnych emocji, opanować się, rozładować napięcie etc.).

 

Od długiego już czasu, kiedy ktoś przychodzi ze mną pracować, to zazwyczaj jest świadomy tego, że odczuwane emocje są dla niego sygnałem, gdzie – w jakim miejscu w życiu – akurat się znalazł. W teorii jasnym jest, że nie ma emocji pozytywnych i negatywnych; ze każda emocja jest informacją; drogowskazem… W teorii 😜

 

W praktyce obserwuję zazwyczaj, że ten początkowy pogląd na emocje po prostu ewoluował… Teraz jasnym jest dla Ludzi ze mną pracujących, że jeśli odczuwają negatywne emocje, to są one związane z jakimiś traumami, problemami, programami, od których warto się uwolnić. Jeśli natomiast odczuwają „dobre” emocje, to znak, że są w dobrym miejscu, że praca, którą wykonali wcześniej zadziałała i przynosi pożądane owoce…

 

A co jeśli Ci powiem, że część tych tzw. pozytywnych emocji, to inna przykrywka dla traumy?

 

Kiedy jesteś w sytuacji, która nie aktywuje żadnego Twojego wewnętrznego programu; sytuacji, która nie odpala żadnej z Twoich traum, wówczas naturalnie czujesz: 

 

  • spokój (zarówno mentalny, na poziomie myśli, jak i w ciele – brak jakichkolwiek symptomów płynących z ciała, jak i na poziomie emocji), 
  • pełną neutralność, 
  • a jak się w sobie zagłębisz, to czujesz światło i miłość.

 

Kiedy podczas sesji Zdrowej Pełni ktoś uwalnia się od obciążeń i traum, wówczas ten stan pojawia się samoistnie. Nie trzeba go wywoływać, kreować, czy się na nim skupiać. Po prostu: Człowiek, którego ciało właśnie skutecznie samowyleczyło traumę, z jaką jeszcze chwilę temu miało kontakt, naturalnie się uspokaja; jego ciało się wycisza, jego umysł jest „pusty” (brak jakichkolwiek myśli), czuje w sobie i dookoła siebie światło, a miłość mu towarzysząca sprawia, że dodatkowo czuje się lżejszy i jakby lekko większy („napompowany” miłością).

 

KAŻDA emocja, która jest inna w odczuciu niż ten stan, powstaje na bazie zapisanej w nas traumy. Jest wynikiem działania jakiegoś programu…

 

Znam osoby, które po usłyszeniu tego, czerwienieją z oburzenia, broniąc wszelkich „pozytywnych, konstruktywnych i wartościowych” emocji… Jeśli należysz do tego grona, to przyjrzyjmy się wspólnie kilku emocjom, które przez większość społeczeństwa są oceniane, jako „dobre”; jakoś budujące i pokazujące „człowieczą twarz”.

Wzruszenie

Zdarzyło Ci się płakać na ślubie? Lub może miałaś tylko miękkie kolana?

Może, kiedy czytasz książkę lub oglądasz film, to są takie sceny, które działają na Ciebie, jak świeżo krojona cebula?

 

Żeńska klasyka gatunku w tym obszarze zazwyczaj dotyczy scen typu:

  • wyznał jej miłość,
  • po wielu życiowych perturbacjach, padli sobie w objęcia i wyznali, ze zawsze się kochali nawet, kiedy było tak strasznie i źle,
  • już byli tak blisko, już tyle pokonali, ale jedno z nich umiera, zabrane przez okrutny los,
  • powiedzieli „tak” i przysięgali na całe życie
  • muszą się rozstać; jedno i drugie wie, że nie będą ze sobą przez długi czas

 

Męska klasyka gatunku często celuje w inne wzorce… Są to sceny, w których:

  • on staje między swoją ukochaną, a całym złym światem i własną piersią ją ochrania
  • często przy tym zostaje ranny, cierpi katusze, poświęca coś, co jest dla niego ważne, a nawet
  • umiera w obronie ukochanej, rodziny, kraju, ale umiera w glorii; jego poświęcenie jest sławione i z namaszczeniem przechodzi z ust do ust (czasem nawet obrasta legendą i po wiekach trafia na ekrany np. w postaci Braveheart’a  )
  • jeśli przeżywa, to znajduje ukojenie w stęsknionych, wiernych i kochających ramionach swojej miłości,
  • a kobieta jego życia widzi w nim bohatera (coś, jak „Jędruś, ran twych nie godnam całować”…).

 

Jeśli jesteś jedną z tych osób, która w kontakcie z takimi treściami, reaguje wzruszeniem (i to wzruszenie wypływa z serca, a nie z ramion) oraz jeśli masz odwagę spojrzeć głęboko w siebie, to może się okazać, że pod tym wzruszeniem znajdziesz tematy typu:

  • nie zasługuję (na nią, na niego, na miłość, na dobre rzeczy w życiu, etc.)
  • jestem sam / sama; samotnie szwendam się po świecie
  • jestem opuszczony / opuszczona; niesprawiedliwie pozbawiony/-a miłości
  • nie jestem wystarczająco dobra / dobry, żeby…
  • wszelkie niespełnione miłości, zawody sercowe, zdrady itp.
  • trzeba udowodnić swoją wartość
  • trzeba zasłużyć, aby…

Tęsknota

Zazwyczaj słyszę, że to, że tęsknimy oznacza, że jesteśmy Ludźmi, że kochamy, że chcemy być z kimś. Pokazuje, że liczy się dla nas coś (ktoś) więcej, niż czubek własnego nosa…

 

Ludzie różnie mówią o tęsknocie. Są tacy, którzy tęsknią z bólem w sercu. Bólem, który rwie żałosnym wołaniem za czymś, co przeminęło, co utracili, co nie wróci…

 

Bywa, że tęsknota jest podlana smutkiem, czy melancholią. Człowiekowi towarzyszy stan wiecznego poszukiwania i wewnętrzne przekonanie, że jest niepełny, jakby pozbawiony czegoś… (ale czego? kogo? siebie? duszy?)

 

Jest też tęsknota połączona z niecierpliwą radością i ekscytacją. W końcu już za 18 godzin 13 minut i 42 sekundy się z nią / nim zobaczę, a wówczas będziemy…

Zostało już tylko 18 godzin 12 minut i 7 sekund! Ach, jak nie mogę się doczekać!

 

Bez względu na to, którą z tych tęsknot weźmiemy pod uwagę… Niezależnie od tego, jak bardzo będziemy się przekonywać, że to ludzkie, normalne i świadczące o tym, że kochamy lub że ktoś jest dla nas ważny… Pod każdą z tych tęsknot, leży zagrzebana trauma. Może to być temat:

  • jestem sam / sama
  • brak (czegoś lub kogoś)
  • utrata czegoś lub kogoś
  • jestem porzucona / porzucony; ludzie mnie porzucają

 

Czasem te tematy tylko nieśmiało wyglądają spod miotły i od czasu do czasu pisną cichutko, po czym ukrywają się głęboko, by nikt ich nie dojrzał. Czasem krzyczą rwąc przeraźliwym bólem. A czasem z uporem maniaka przyciskają guziki na naszym wewnętrznym pilocie prowadząc do określonych, powtarzających się odczuć czy reakcji. Możesz ich nie zauważać, lecz jeśli tęsknisz, to one tam są…

Satysfakcja

Satysfakcja, a czasem duma, to odczucie, które pojawia się zazwyczaj  zaraz po odkryciu: „dokonałem tego” Nie pojawia się zawsze, o nie… trzeba naprawdę czegoś dokonać i zazwyczaj nie jest to łatwe! Dopiero po odczutym trudzie, po skonfrontowaniu się z rzeczywistością i po wygranej, przychodzi satysfakcja i duma.

 

Większość ludzi czując to uczucie mówi, że jest pozytywne. Że to bardzo konstruktywny stan. Że niesie on w sobie zadowolenie i potwierdzenie: „było warto”. Że kiedy mija, chce się tego więcej i dlatego sięga się po kolejne cele…

 

A teraz bądź ze sobą naprawdę szczera… Przypomnij sobie moment takiej satysfakcji… takiej dumy. Wejdź w siebie i całą sobą poczuj to, co rozpiera Ci klatkę piersiową… A kiedy już to dobrze poczułaś, to zajrzyj głębiej. Poczuj, co jest pod powierzchnią; na czym wyrasta wierzchołek tejże góry lodowej… Poszukaj, z czego wynika, że taka satysfakcja w ogóle mogła do Ciebie przyjść…

Nie wiem, jakie tematy Ty znajdziesz pod spodem. Wiem natomiast, że kiedy pracuję z Ludźmi, którzy mają odwagę tak w siebie sięgać, to zazwyczaj znajdują oni tematy typu:

  • muszę wygrać
  • nie może być łatwo
  • ma boleć; jak nie boli, to nie jest warte wysiłku
  • co mnie nie zabije, to mnie wzmocni
  • nie jestem wystarczająco dobry
  • muszę udowodnić, że jednak jestem dobry / potrafię / zasługuję / mogę
  • trzeba działać / robić/ sprawdzać się
  • itp.

 

 

Teraz puenta 😉 Kiedy pracuję z kimś, kto na własnej skórze przekonuje się i ma okazję odczuć, jaki program steruje jego zachowaniem i wywołuje te „pozytywne emocje”, to często słyszę pytania:

  • czy to oznacza, że „trzeba pozbyć się pozytywnych emocji”?
  • ale jak człowiek ma żyć bez dobrych emocji?
  • jak będę mieć neutralność w takich obszarach życia, to czy nadal będę reagować, jak normalny człowiek? nie będzie to czasem tak, że będę bardziej przypominał maszynę bez uczuć?

 

Jeśli Tobie też włączyły się podobne myśli, to w pierwszej kolejności możesz przewinąć ten tekst do fragmentu, który mówi, że w pełnym zdrowiu Człowiek w danej sytuacji czuje nie tylko neutralność i spokój, ale także jest przepełniony miłością i światłem. A to oznacza, że paradoksalnie masz wówczas lepszy kontakt ze sobą i z innymi. Empatia staje się Twoim naturalnym zasobem (bo nie tłumi jej żadna trauma; żaden temat, który wcześniej Ciebie rozgrywał).

 

Czy to oznacza w związku z tym, że trzeba uzdrowić te tematy?

Tylko wtedy, kiedy już masz taką gotowość i gdy się na to decydujesz. Większość Ludzi, która do mnie przychodzi, sięga po taką transformację siebie.

Znam jednak osoby, które nawet, gdy to odkryją i tak decydują, że zostają przy tym, co znają (i nie uwalniają się od traumatycznych tematów, które buszują pod powierzchnią). Dlaczego? Zazwyczaj słyszę dwa powody. Albo jest to lęk, bo nie wiadomo, jak będzie bez tego dreszczyku satysfakcji lub bez tęsknoty (w końcu, w jaki sposób wówczas inni poznają, że kocham?), albo słyszę coś w stylu „wiem, że to jest na takiej i takiej traumie, ale póki ona jest, to ja się z tymi emocjami całkiem dobrze bawię”

Do której grupy Ty należysz?
W jakim momencie życia teraz jesteś?
Na ile masz gotowość, by sięgnąć po swoją Zdrową Pełnię, czyli takie miejsce w Tobie i w świecie, w którym możesz spokojnie powiedzieć, że żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które naprawdę ma zanczenie?

Nie wiem…

Jeśli odkryjesz, że chcesz zmiany, to zapraszam Cię najpierw do samoposzukiwania

  1. Po pierwsze: przyjrzyj się sobie
  2. Sprawdź, na jakich filmach, lub podczas czytania, jakich książek (i w trakcie których scen dokładnie) reagujesz emocjami.
  3. Zadaj sobie pytanie, dlaczego akurat te sceny Cię poruszają.
  4. Poszukaj dokładnie, jakie odczucia i myśli do Ciebie przychodzą w kontakcie z tymi scenami i Twoim poszukiwaniem.

 

Jeśli potrzebujesz bardziej „w punkt” narzędzi samo-R.ozpoznania, to ogromnie skorzystasz wyruszając w Twoją Drogę do Zdrowej Pełni. W trakcie ROKU ZERO Szkoły Terapii Psychobiologii Subkomórkowej sięgasz w siebie i uczysz się, jak rozpoznawać, co nsisz zapisane w swojej pamięci komórkowej, by potem móc się łatwiej od tego uwolnić (a na dalszych etapach, by umieć w ten sposób prowadzić Innych)❣️  

Mogą Cię także zainteresować:

Prezent dla Ciebie:

Pobierz Transformacyjne 500+

Poznaj najczęstsze programy, które Cię ograniczają w życiu, w rodzicielstwie, w karierze i w biznesie.

Świadomość przeszkód pozwala Ci łatwiej się od nich uwolnić!

Najnowsze wpisy:

Obejrzyj więcej:

1
1
2
2
3
3
4
4
5
5
6
6
7
7
8
8
9
9
10
10
11
11

Chwila refleksji?



Zapraszam Cię do zabawy otwierającej oczy z kartami Osho Zen :) Wylosowana karta, może pomóc Ci zobaczyć, co towarzyszy Ci obecnie w życiu (ogólnie lub w wybranym przez Ciebie temacie).

Oczywiście możesz powiedzieć, że opis kart pasuje do każdej sytuacji i każdego człowieka. Może i tak jest… Jednak refleksja nad tu i teraz jest Twoim wyborem, a wnioski są tylko i wyłącznie Twoje.

Zaufaj intuicji ;) i upewnij się, że nie wypierasz treści, których nie chcesz usłyszeć.

Posłuchaj podcasu:

Subskrybuj podcast:

O czym chcesz usłyszeć w podcaście lub przeczytać na blogu?

Jest coś, co chętnie zobaczysz opisane na blogu?

Ucieszysz się, kiedy w podcaście usłyszysz o czymś konkretnym?

Nic prostszego 😄

Napisz o tym czyżykowi i poczekaj chwilę na podcastową lub blogową odpowiedź 😘

Co mówią inni?

To jest zupełnie inna praca z traumami. Wspaniała metoda i wspaniałe narzędzia 💗 Dziękuję, że "zostałam doprowadzona" do tego miejsca, chociaż wydaje mi się, że to nie przypadek, bo "kiedy uczeń jest gotowy, to pojawia się nauczyciel". Wdzięczna jestem i cieszę się, że tu jestem 💗 💗 💗
Bożena Fizek
czyżyk, dałaś mi piekny prezent i dziś uświadomiłam sobie, jak ogromne zmiany u mnie nastały. Brawo MY. Bez Ciebie nie wyobrażam sobie, co bym dziś robiła (w tym stanie od którego zaczęłyśmy moja pracę). Życzę wszystkim, aby mieli odwagę Ci zaufać.
Magdalena Rozz
Bardzo wielu osobom reklamuję Ciebie! Mój mąż jest tak zachwycony tym, co widzi we mnie, że on nakłania swojego partnera biznesowego, żeby się do Ciebie zgłosił. Mówi, że nawet sam jest gotowy mu te sesje zamówić, żeby partner biznesowy się ze swoich traum wyleczył. Widząc we mnie taką zmianę, chciałby komuś innemu pomóc w taki sposób. Więc myślę, że we mnie jest bardzo widoczna zmiana nie tylko dla mnie, ale też dla mojego otoczenia. Czasem patrzę na siebie i myślę sobie "kurczę, kim jest ten Człowiek?" Ale ja lubię tego Człowieka, bo łatwo mi się teraz żyje po prostu.
Agnieszka Al-Rumaihi
Zdrowa Pełni z czyżykiem, ja Cię uwielbiam! Ledwo zaczęłam, a mam już poczucie, że idę do przodu!
Inga Wiśniewska
Czwartek 14 listopada 2019, 5:00 rano. Jadę na spotkanie wyzwania, które wywołuje we mnie emocje, ale nie jest to strach ani lęk, raczej ciekawość, jak będę reagować. Wysiadam na lotnisku w Bolonii i biorę taksówkę. Zbliżam się do miejsca przeznaczenia i nadal nie czuję nic. Może jestem już całkiem wyprana z emocji i straciłam te zdolności? No nic, na lotnisku podchodzę od razu do bramek i szybciutko załatwiłam check-in. Mam ponad godzinę czasu, więc z ogromną ciekawością przyglądałam się swoim reakcjom. Widzę lądujący samolot, ale nadal nic nie czuję. Podoba mi się to coraz bardziej. Może nie będzie już żadnych problemów przez cały lot? Ogłaszają otwarcie bramek… Robi mi się słabo i serduszko usiłuje walnąć mocniej, ale mu nie wychodzi. Przeszło. Check-in zrobiony i idę do wyjścia na płytę. Czuję się dobrze i spokojnie. Maszeruję do tylnego wejścia, bo tym razem kupiłam miejsce z tyłu i na przejściu. Siadam wygodnie i wciąż jestem spokojna. Kurcze! To jest mega! Siedzę w samolocie! Ruszamy… Jest OK. Dojechaliśmy do miejsca startu i ruszamy. Żywy ogień zalewa mi żyły. Czuję, jak krew odpływa mi z twarzy. “Wiola! Zobacz, ci wszyscy ludzie są na pokładzie, tak samo jak ty.” Nie pomaga nic a nic. Zamykam oczy i opróżniam głowę ze wszelkich myśli. Krew stygnie, wraca na swoje miejsce i wraca spokój. To był najspokojniejszy lot w moim życiu i najszybszy. Wylądowaliśmy o 30 minut wcześniej, bo wiatr nas prowadził. 3 lutego niefortunne lądowanie uziemiło mnie skutecznie i byłam pewna, że na ewent pojadę pociągiem do Polski i nigdy więcej nie wsiądę do samolotu. Wystarczyły 2 miesiące pracy z Moniką i nie tylko wyrzuciła wszelkie traumy z mojego życia, ale wysprzątała go totalnie, robiąc miejsce na nowe, dobre rzeczy. Monika nie uzależnia od siebie ludzi, daje wsparcie i narzędzia. Co ja mówię, górę narzędzi do samodzielnego sprzątania życia. Praca z dobrym psychologiem przyspiesza i ułatwia wszystko, ale to musi być naprawdę dobry psycholog, a Monika warta jest każdej ceny. Ja mogę teraz skupić się na pracy, która teraz jeszcze bardziej mnie cieszy. I to nie jest zwykły psycholog tylko. Sesje z nią otwierają drzwi do nieprawdopodobnych, pozytywnych niespodzianek. To taka moja reklama dzisiaj. Bo dzięki Monice mogłam bezstresowo przylecieć do Polski na ewent i wrócić na pełne obroty, bo niemożliwość przemieszczania się, była dla mnie potężną blokadą. Więc jeśli ktoś ma potrzebę naprawienia pewnych aspektów swojego życia, szczerze polecam Monikę. Dzięki wielkie Monika. Za kilka dni wracam do Włoch
Wioleta Michalik

Pracuj z czyżykiem 1x1:

Weź kurs na Zdrową Pełnię:

Znasz Kogoś, na kim Ci zależy, a komu przyda się powyższa treść? Pokaż, że o tego Kogoś dbasz... że ciepło o Nim myślisz
i koniecznie udostępnij mu ten post :*

Co najważniejszego dla siebie znajdujesz w tym wpisie?
Co myślisz na jego temat?

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

3 miesiące

21 000 zł

Każdego miesiąca dostajesz*

*dodatkowo

może się zdarzyć, że w Twojej indywidualnej sytuacji będziesz potrzebować:

  • dostepu do materiałów merytorycznych z zakresu zmiany życiowej, jakiej chcesz dla siebie dokonać, lub
  • grupowych spotkań implementacyjnych.

Jeśli podczas spotkania strategiczno-rozpoznawczego z czyżykiem, okaże się, że te działania są dla Ciebie ważne i Tobie potrzebne, to zakres Twojego 3-miesięcznego pakietu (i jego cena) mogą się zmienić. 

Ustalisz to wówczas indywidualnie z czyżykiem. 

Biznes i moja praca to pasmo sukcesów, ale niszczę wszystko, czego się dotknę prywatnie...

Stres i ogromna odpowiedzialność są wpisane w moje codzienne funkcjonowanie. Podejmuję decyzje, od których zależą życia Ludzi. Każda moja decyzja to także ogromne pieniądze. Nic dziwnego, że ryzyko, stres i odpowiedzialność, to mój chleb powszedni. Niewiele jednak osób to rozumie… 

Im dalej jestem w tej drodze, tym bardziej samotna jestem. Na nikim tak naprawdę nie mogę polegać i jestem zdana sama na siebie. Ludzie, którzy mnie otaczają, ode mnie zależą, ale też na każdym kroku mnie oceniają. Niektórzy tylko czekają, aż powinie mi się noga. Są tacy, którzy by się nawet z tego ucieszyli. Nie mogę sobie na to pozwolić. Przed innymi muszę trzymać fason – muszą być przekonani, że jestem najlepsza w tym, co robię; że jestem najlepszym wyborem…

Nie mogę okazać słabości. Muszę na co dzień walczyć. Muszę być twarda. I taka jestem. Świetnie mi to wychodzi i w biznesie się nie tylko sprawdza, ale też opłaca. Niestety w życiu prywatnym skazuje mnie to na jeszcze większą samotność i niezrozumienie. Nie ma znaczenia, czy z kimś jestem, czy nie, bo prywatnie i tak jestem sama…

Perfekcjonizm mnie ogranicza...

Wiem, że mam duży potencjał. Mogłabym odnieść sukces i dużo dobrego zrobić… Ale cały czas nie mogę wyjść poza myśli i planowanie :( Boję się popełnić jakikolwiek błąd. Planuję ponad miarę i zanim zacznę działać, to muszę być na wszystko przygotowana. Muszę znać odpowiedzi na wszystkie potencjalne pytania. To mnie zatrzymuje w miejscu. 

Innym mówię, że jestem perfekcjonistką, ale prawda jest taka, że po prostu utknęłam. Zazdroszczę tym, którzy potrafią iść na żywioł. Też bym tak chciała! Niestety już widzę, co się stanie, gdybym się odważyła… Wówczas byłoby widać czarno na białym, że nie pasuję do innych. Ludzie by w końcu się na mnie poznali… Już słyszę, jakby sobie wówczas na mnie używali… więc siedzę, jak mysz pod miotłą i nie ryzykuję.

Jednak cokolwiek zrobię (lub czegokolwiek nie zrobię) cały czas towarzyszy mi poczucie, że odstaję od reszty. Ludzie obserwują, że jestem inna i nie akceptują mnie takiej. Nawet jeśli na zewnątrz nie widać różnicy… nawet jeśli ktoś mnie poklepie po ramieniu i powie „nie przesadzaj; zupełnie nie wiem, o czym mówisz”, to ja i tak wiem… Wiem, co Ludzie myślą i mówią za moimi plecami. Przez to muszę starać się o wiele bardziej niż inni, żeby mnie zaakceptowano. Muszę dawać z siebie wszystko, żeby moja praca się spodobała; żeby zyskała uznanie. A nie jest łatwo!

Rozwijam się i sięgam po różne metody, ale jak zrobię dwa kroki do przodu, to zaraz robię 3 do tyłu...

Od długiego czasu się rozwijam i nad sobą pracuję… mam jednak poczucie, że to jakaś karkołomna ścieżka. Jasne, że widzę zmiany. Dużo też ze sobą robię, aby te zmiany były. 

Doświadczyłam wielu pięknych momentów w tej mojej wędrówce i jestem za nie wdzięczna. Jednak przeszkadza mi, że za każdym razem, jak czuję przełom… jak doświadczam prawdziwej zmiany… jak robię dwa duże kroki do przodu i oddycham pełną piersią, to zaraz robię cztery do tyłu i znowu ląduję na czterech literach. 

Taka huśtawka ciągnie się od kiedy pamiętam. Jakby mnie coś trzymało. Jakby coś nie chciało mnie puścić. Jakby coś celowo podcinało mi skrzydła. Najwyższy czas się od tego uwolnić, bo inaczej nigdy nie wypłynę na naprawdę szerokie wody!

Jestem pewna, że największą przeszkodą dla mojego sukcesu, jestem ja sama... :(

Logicznie wiem, że mam sporo do zaoferowania sobie, innym i Światu. Wiem, że jestem inteligentna. Wiem, że potrafię być atrakcyjna. Wiem, że jestem wystarczająca. Wiem, że mogę odnieść sukces… 

Jak się postaram, to nawet znajduję w swoim życiu szereg dowodów na to wszystko. Ba, nawet jak się nie staram, to mam w swoim otoczeniu Ludzi, którzy mi zazdroszczą i mówią o mnie w superlatywach!

Tym bardziej wkurzający jest ten upierdliwy głos w głowie, który wie, co i jak podszepnąć, żeby mi aż w pięty poszło :( 

Najgorsze jest to, że jak nie uważam i w porę tego nie wychwycę, to rzeczywiście czuję się gorsza, głupia, niewystarczająca, niegodna kochania i niezasługująca na pełnię sukcesu. W takich chwilach, kiedy słyszę czyżykowe: „żyj życiem, które kochasz, w którym kochasz i które naprawdę ma znaczenie” zwyczajnie nie wierzę, że to jest dla mnie możliwe.

Jeszcze gorsze jest to, że jeśli w porę siebie w tych negatywach nie zatrzymam, to ani się nie spostrzegę, a już sabotuję samą siebie!

Chcę w końcu – całkowicie spójnie ze sobą – czuć, że siebie kocham i jestem wystarczająca. Zamiasst tylko o tym wiedzieć i musieć sobie o tym co rusz przypominać…

Patrzę na szczęśliwe pary dookoła, a ja znam tylko samotność...

Czasem mam wrażenie, jakby życie działo się gdzieś tam za szybą, a ja je tylko obserwuję. Ludzie są niby dookoła, ale tak daleko ode mnie… Doświadczenia, jakie mam w obszarze budowania związku, czy ważnej dla mnie relacji, są tak nikłe lub tak nieudane, że nie ma sensu ich nawet przywoływać… Po co się dołować? 

Czasem myślę, że ja po prostu nie umiem kochać :( i nie ma się co dziwić Ludziom, którzy to widzą i nie chcą ze mną być. A innym razem już naprawdę nie wiem, o co chodzi i jak to jest, że im bardziej się staram, tym przepaść między mną, a tym drugim Kimś jest coraz większa. 

Zauważam w sobie „głos”, który na różne sposoby szepcze mi, że związek nie ma sensu… że Ludzie w związkach się tylko krzywdzą… że lepiej być samą, niż użerać się z kimś… że związek mnie ograniczy i że stracę prawdziwą siebie w takiej relacji… 

I ja to wszystko rozumiem, ale wciąż jakaś część mnie chciałaby po prostu kochać i być kochaną. To wewnętrzne rozdarcie mnie paraliżuje :( Czy to kiedykolwiek będzie łatwiejsze? 

Jestem magnesem na niewłaściwych partnerów...

Już tyle razy się sparzyłam, ze aż szkoda wyliczać :(

 

Powinnam się już dawno temu nauczyć rozpoznawać facetów, którzy złamią mi serce, ale nie… Za każdym razem wydaje się, że to ten jedyny. Znowu mam motyle w brzuchu, oczy mi się świecą, a serce topnieje. I jak na niego patrzę, to mam ochotę się z nim zestarzeć…

 

A później okazuje się, że miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.

 

Ileż można?!

 

Nawet, jak się zabezpieczam… trzymam dystans, sprawdzam, dopytuję, żeby znowu nie popełnić tych samych błędów, to jakoś tak się okazuje, że coś przeoczyłam :(

 

Chciałabym stworzyć związek oparty na szacunku, miłości, wspólnych celach i zaangażowaniu, ale trafiam zawsze na kogoś, kto ma inną wizję :( A najgorsze jest to, że szydło z worka wychodzi po jakimś czasie, kiedy ja już się zaangażuję i dużo z siebie dam.

 

Zaczynam myśleć, że na świecie chyba nie ma normalnych facetów. Już naprawdę brak mi sił, aby powtarzać taki scenariusz po raz kolejny :( Jednak wiem, że jak teraz z tym czegoś nie zrobię, to może być jeszcze gorzej…

Kocham i chcę ratować, ale serce mi pęka, bo mój związek i moja rodzina się rozpadają...

Tęsknię za tym, co mieliśmy kiedyś… Nie wiem, gdzie to zgubiliśmy i chyba nie bardzo umiem to odzyskać :( Próbowałam już różnych sposobów i albo jest lepiej na chwilkę, po czym znowu przychodzi krach, albo już na stracie moje starania okazują się być poronionym pomysłem :( 

Jak to się stało, że przestałam mu wystarczać? Już naprawdę nie wiem, jaka mam być, żeby on chciał ze mną zostać i naprawić to, co nam jeszcze zostało… A ja go naprawdę kocham! I nie wyobrażam sobie życia bez niego! Nie wiem, co będzie, jak go stracę… jak będę sama :(

 Nie mówiąc już o tym, że nie wiem, jak powiem o tym innym :( Kim ja w ogóle bez niego będę?

Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, ale się z nimi rozmijam...

Tak naprawdę wcale ich nie znam (a one nie znają mnie). To smutne, bo ja naprawdę kocham moje Dzieci… tylko jakoś tak… od jakiegoś czasu… nadajemy na innych falach… 

One nie rozumieją, że ja to wszystko robię dla nich… Przecież musimy za coś żyć… muszę mieć za co zapłacić za ich dodatkowe zajęcia… A one wcale mi tego nie ułatwiają! Zupełnie nie widzą, jak się dla nich staram. Byłoby idealnie, gdyby bardziej się słuchały, więcej zaangażowania wkładały w swoje obowiązki, umiały się bardziej twórczo i konstruktywnie zająć sobą… 

Ale, jak to w życiu, idealnie nie jest :( A ja nie wiem, jak mam do nich dotrzeć :( Czasem tracę cierpliwość. Szczególnie, jak widzę ich miny… jak słyszę półsłówka i ciągłe niezadowolenie… jak ich niewdzięczność razi mnie po oczach… Tak, wówczas tracę cierpliwość. Czasem wybucham i… wcale tego nie chcę :( 

Im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej odzywa się we mnie świadomość, że jestem złą matką. Nie opiekuję się nimi tak, jak powinnam. Nie daję im dobrego przykładu :( Mają ze mną gorszy start, niż mogłyby mieć :( Gdzieś tam, bardzo głęboko, wiem, że mimo ogromnych starań, krzywdzę moje własne Dzieci. Dzieci, które kocham najbardziej na świecie :( 

Zawodowo pomagam innym, ale zarabiam dużo mniej, niż bym chciała...

Założyłam swój pomocowy biznes, bo nie chciałam mieć szefa, który by mi mówił co mam robić. Chciałam sama być dla siebie szefem. Chciałam być niezależna. Chciałam mieć wolność: finansową i wolność wyboru z kim, gdzie, jak i jak długo pracuję. 

Wiem też, że mam dużo do zaoferowania innym i Światu. Chciałam w pełni rozwinąć skrzydła i tworzyć piękną zmianę pomagając Ludziom. Dlatego otworzyłam swoją firmę i… miało być pięknie. Marzenia i ideały sięgały zenitu, a później aż huknęło, gdy grzmotnęły o glebę i roztrzaskały się na miliony kawałeczków :( 

A ja jak ten Kopciuszek zbieram odrobinki i próbuję je posklejać. Jestem przepracowana i przemęczona. Żeby wszystko ogarnąć pracuję ponad siły :( Mało śpię. Nieregularnie (i niezbyt zdrowo) jem. Im więcej pracuję, tym więcej jest do zrobienia, a efekty z tego są mizerne. 

Moja firma miała być moim wybawieniem, a tymczasem stała się moim więzieniem! Pracuję więcej, niż jakikolwiek szef, w jakiejkolwiek pracy, kiedykolwiek by ode mnie wymagał, a moje profity w żaden sposób tego nie odzwierciedlają :(

Tymczasem wiem, że innym się udaje. Nawet tym, którzy mają mniejsze kwalifikacje, niż ja. A przecież jestem inteligentna! Wiem, że można, tylko, że mi akurat to nie wychodzi. Mam już tego serdecznie dość. Albo coś zmienię, albo nie tylko będę wyglądać, ale stanę się wrakiem Człowieka… 

Mam wiedzę i doświadczenie, ale pracuję dla i na kogoś, zamiast rozwinąć swój biznes​...

Od zawsze mówię NIE przeciętności! Jestem dobra w tym, co robię. Mam doświadczenie i jestem ekspertem z prawdziwego zdarzenia… 

Jednocześnie praca dla kogoś i na kogoś mnie powoli wykańcza. Jestem stworzona do czegoś większego! Czy wrażenie, jakie zrobiła moja kreacja na firmowej imprezie, to naprawdę wszystko, o czym Ludzie będą mówić, kiedy o mnie pomyślą?!

Od czasu do czasu myślę o własnym biznesie, ale tyle rzeczy może pójść nie tak… tyle mogę stracić… że na myśleniu (od kilku lat!) się kończy :(

Jednocześnie Ludzie dookoła powtarzają, że jestem szczęściarą i że mi zazdroszczą… I jak się dobrze zastanowić, to nie mam przecież na co narzekać. Moja praca daje mi pieniądze i stabilność… więc z uśmiechem numer 4 odpowiadam, że lubię moją pracę.

A później patrzę w lustro i widzę w nim największą, paskudną HIPOKRYTKĘ :(

I czasem się zastanawiam: czy aż tak bardzo zależy mi na przypodobaniu się innym i na spełnieniu ich oczekiwań, że nawet wprost nie potrafię powiedzieć, że nie znoszę tej pracy? Że gdybym tylko wiedziała, jak to zrobić bezpiecznie, to zarabiałabym krocie na swojej wiedzy i ekspertyzie. Spełniałabym się w tym co kocham i robiłabym to na własnych warunkach! 

Kiedy oczekujesz cudów, to proponuję, żebyś od razu zwróciła się do jakiegoś uzdrowiciela, szamana lub do pierwszej parafii w Twojej okolicy. Pracując ze mną świadomie budujesz dla siebie zmianę. Uwalniasz się od coraz głębszych obciążeń – warstwa po warstwie – aż w końcu(!) możesz powiedzieć, że żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które ma znaczenie :D 

I żeby było jasne: stoi za Tym sporo Twojej (i mojej) pracy. Nie dzieje się to (i nie stanie się to) w ułamku sekundy! I nie zdarzy się to bez Twojego zaangażowania!

Nie jestem ani lekarzem, ani uzdrowicielem, ani nie mam dużego doświadczenia w leczeniu chorób. 

Dlatego – jeśli oczekujesz uzdrowienia konkretnych chorób, z którymi się mierzysz – to potrzebujesz poszukać kogoś innego, kto Ci w tym rzetelnie i kompetentnie pomoże.

Dla jasności: pracowałam już z osobami, które uznały, że mogą „zrobić sesję” i zaangażować się na dwie godziny, ale później w życiu ma się już samo dziać… z Ludźmi o podejściu: to powiedz mi, co mam zrobić i niech mi się podniesie jakość życia…

Czy przy takim podejściu w Twoim życiu coś się zmieni? Zmieni się. Jest jednak spora szansa, że nawet tego nie zauważysz. A jeszcze większa, że Twoja frustracja urośnie do potęgi entej. Nie mówiąc już o tym, że prezentując takie podejście, oddajesz moc i odpowiedzialność za proces komuś innemu (mi, losowi, zewnętrznym warunkom… etc.).

Proces Twojej przemiany i transformacji Twojego życia wymaga od Ciebie uważności. Wymaga koncentrowania się na tym, co już się zmieniło i przytomnego śledzenia tego, co jeszcze pozostało (tak, abyś mogła się od tego uwolnić w kolejnym podejściu). Wymaga od Ciebie świadomego wzięcia odpowiedzialności.

Jeśli masz inny pomysł na swoją transformację, to poszukaj innego przewodnika.

Szczerze pisząc nie bardzo mnie interesuje, ile wiesz… Interesuje mnie, czy żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które ma znaczenie. Jeśli tak i przy tym dużo wiesz, to SUPER :) W takim przypadku zupełnie nie potrzebujesz mojej pomocy :D 

Jeśli nie, a już tak dużo wiesz, to znaczy, że albo wiesz, nie to, co trzeba, albo wiesz tylko o wierzchołku góry lodowej, albo masz w sobie tak dużo blokad, że bez względu na to, jak dużo jeszcze się dowiesz i tak z miejsca nie ruszysz. 

Dlatego, jeśli jesteś przywiązana do swojej wiedzy, jeśli szukasz ścieżek jedynie dla jej potwierdzenia, lub poszerzenia, to praca ze mną nie jest dla Ciebie. 

Jest bardzo prawdopodobne, że uwalniając się od obciążeń z wykorzystaniem narzędzi Zdrowej Pełni, zauważysz, że „wiedza”, którą do tej pory obrastałaś tylko Cię więziła. Zanim się zdecydujesz do mnie zapukać, potrzebujesz wziąć to pod uwagę.

Zazwyczaj pracuję z Ludźmi, którzy osiągnęli swoją finansową wolność i satysfakcję, po czym zauważyli, że pieniądze w życiu jednak szczęścia nie dają. Nie zapełniają też pustki, którą Ludzie w sobie noszą. I same z siebie nie sprawiają, że ktoś jest bogaty.

Pracuję też z Ludźmi, którzy zarabiając dla siebie OK, są jednocześnie gotowi w siebie i w swoją transformację zainwestować, bo wiedzą, że już dłużej tak nie może być, jak jest na co dzień. Wiedzą, że chcą czegoś więcej.

 

Jeśli jednak obecnie mierzysz się z tak dużymi trudnościami finansowymi, że musiałabyś wybierać pomiędzy podstawowymi potrzebami, a Zdrową Pełnią, to… wybierz zaspokojenie podstawowych potrzeb.

W zdecydowanej większości przypadków, Ludzie, którzy znaleźli się w takim momencie życia, mają w sobie aktywne ogromne blokady i mają ich zazwyczaj bardzo dużo. A to oznacza, że zmiana, której potrzebują nie zdarzy się w trakcie jednej, czy nawet 3 sesji…

Taka zmiana będzie połączona z poważną inwestycją i sporym zaangażowaniem. Jeśli teraz jesteś w takim miejscu życia, to zadbaj o swoje podstawowe potrzeby.

Nie zawsze miło będzie. Po pierwsze, czyżyk od czasu do czasu specjalnie będzie Cię „głaskać pod włos” ;) To może być wyzwanie… i może Cię trigerować! I będzie się tak działo za każdym razem, kiedy pozwoli Ci to wyjść z zastoju, by zauważyć, co potrzebujesz zmienić, by zacząć skutecznie działać.

Po drugie kiedy będziesz pracować z traumami – na etapie ich uświadomienia i w momencie, kiedy wciąż będą aktywne – możesz poczuć ich impakt i mogą zalewać Cię trudne emocje.

Po trzecie, kiedy uwolnisz się od jakiejś warstwy obciążających programów, to jest spora szansa, że dojdą do głosu takie, o których wcześniej nie wiedziałaś… które były zapisane głębiej… z którymi do tej pory nie miałaś, ani ochoty, ani siły, ani narzędzia, by się skonfrontować. 

Oczywiście, to się nie musi zdarzyć, ale bywa, że się zdarza. I wiesz co?

Wówczas nie jest miło. Jest pouczająco. Jest odkrywczo. Jest transformacyjnie, ale nie jest miło.

Każdy z kolejnych programów, które będą się uaktywniać i zbierać żniwo w Twoim życiu, możesz zaadresować w swoim indywidualnym planie transformacyjnym lub w programie grupowym „Moja Droga do Zdrowej Pełni” i oczywiście możesz się od niego uwolnić. Jednak dopóki będzie aktywny, dopóty miło nie będzie.

Nie mam ochoty pracować z Ludźmi, którzy koncentrują się na szukaniu winnych i wymówek. 

Jeśli należysz do tych osób (wątpię, skoro jesteś na tej stronie, ale na wszelki wypadek, jeśli…), to odpuść sobie kontakt ze mną. 

Oszczędzisz tym i sobie, i mi sporo czasu i zachodu.

Jeśli lubisz życiowo wchodzić w rolę ofiary i pokazywać wszem i wobec, jaka to jesteś biedna, skrzywdzona, zagubiona etc…

Jeśli masz korzyści z tego, że inni się nad Tobą litują; że Ci współczują…

 

Jeśli chcesz, by tak zostało i zamierzasz udowodnić (na świadomym, czy nieświadomym poziomie – nieważne), że akurat Ty masz w życiu tak źle, że nawet tak silne narzędzia, jak Zdrowa Pełnia i uzdrowienie pamięci komórkowej, Tobie nie pomagają…  

To praca ze mną jest BARDZO NIE DLA CIEBIE. I od razu sobie ją odpuść.

Aby w pełni skorzystać z narzędzi Zdrowej Pełni (również w pracy indywidualnej z czyżykiem) potrzebujesz dobrze czuć swoje ciało. Potrzebujesz czuć fizyczne objawy pochodzące z ciała, a także różnicować zmiany w tych objawach.

W obecnych czasach wiele obciążeń, które Ludzie w sobie noszą, część leków, a także chorób fizycznych uniemożliwia dobre czucie swojego ciała i pełne “bycie w ciele”.

Jeśli potrzebujesz sprawdzić, na ile “w ciele jesteś” i w związku z tym, jak łatwo przychodzi Ci praca narzędziami Zdrowej Pełni, to najlepiej zapisz się na darmowy kurs demo o uwalnianiu się od traumy pokoleniowej. Wszystkie zawarte w nim ćwiczenia wymagają czucia swojego ciała, więc będzie Ci łatwo sprawdzić, jak dobrze Ci to idzie ;)

0
Ciekawi mnie, co myślisz na temat artykułu i zawartych w nim treści... Zostaw swój komentarzx