

Bo przecież tylko w bajkach takie scenariusze są możliwe, prawda? A w życiu oprócz małych uniesień zalicza się ogromne upadki. Niektóre z nich są bardzo bolesne. Niektóre doskwierają latami…
Szczególnie w biznesie.
Szczególnie w związkach.
Po prostu w życiu…
Bo życie jest jak szalony rollercoaster, więc nawet jeśli udaje Ci się czasem zaliczyć górkę, to zaraz z przeraźliwym krzykiem spadasz na samo dno i na dodatek nie wyrabiasz na zakrętach…
Bo nawet jeśli masz akurat dobry dzień, to później zaliczasz 7 lat chudych.
Przyglądasz się Ludziom dookoła i widzisz, że to norma. Że wszyscy bywają nie w formie – czasem przez dzień, czasem przez tydzień, czasem przez miesiąc, a czasem przez lata… Bo takie już jest prawdziwe życie… Bo to normalne, że każdy ma złe dni… że każdy ma słabszą formę… że każdemu czasem nie wychodzi, prawda?
Nieprawda, bo czasem nieśmiało spojrzysz na Człowieka, który zdaje się mieć tylko dobre dni. Który zawsze jest w formie. Który na co dzień lekko kroczy przez życie. Który siebie i innych traktuje ze spokojnym i szczodrym uśmiechem.
Może znajdujesz tego Człowieka w osobie sportowca, którego podziwiasz… może to nauczyciel Twojego Dziecka… może to rewelacyjnie prosperujący biznesmen… może to pani ze sklepu na rogu… a może to Człowiek, którego wcześniej nie poznałeś, ale wiesz o nim sporo z filmów lub książek…
I nawet jeśli takich Ludzi w całym społeczeństwie jest 1%, to wiesz, że są i czasem się zastanawiasz, co oni mają takiego, a Ty nie… Co Tobie umyka… Do czego nie masz dostępu, że w konsekwencji Ty się zmagasz z rollercoasterem, a oni cieszą się życiem.
Bo wcale nie chodzi o wysoko rozwinięte kompetencje i umiejętności (choć te pomagają).
Nie chodzi także o nerwy ze stali, czy o silną psychikę (choć jeśli jesteś np. strażakiem, to te będą dla Ciebie błogosławieństwem).
I nie chodzi o największe doświadczenie w danej dziedzinie.
A także nie o pracowanie dużo, dobrze i solidnie…
Ci, którzy na co dzień cieszą się życiem i działają, jakby zawsze byli w formie i mieli dobry dzień, cały czas doświadczają zasobnych stanów świadomości.
Na co dzień cieszą się zasobami, które z nich wynikają.
Zasobny stan świadomości to permanentny stan optymalnego funkcjonowania.
“Zasobny” oznacza, że cały czas masz dostęp do zasobu, jaki ten stan ze sobą niesie. Jakości (zasoby) związane z danym optymalnym stanem świadomości są różne i zależą właśnie od konkretnego stanu. Przykładowo:
Zasobne stany świadomości są dla Ciebie NATURALNE i należą Ci się , jak psu buda. Powinieneś się urodzić z permanentnym dostępem do tych wszystkich jakości! Jest to zapisane w każdym z nas, przez sam fakt, że jesteśmy Ludźmi!
Jeśli jednak – jak większość Ludzi obecnie na Ziemi – czytasz to z poczuciem tęsknoty za tym, co powinno być Twoje, a na co dzień nie jest, to znaczy, że na skutek traum pokoleniowych dostęp do tych stanów, a co najważniejsze do naturalnego i nieskrępowanego odczuwania jakości z nich płynących, utraciłaś 🙁
Na szczęście to da się odkręcić 😉 więc czytaj dalej 😀
Kiedy odzyskujesz dostęp do konkretnego zasobnego stanu świadomości, to po prostu w nim jesteś (z małymi wyjątkami, o których więcej dowiesz się z filmu >>>) i masz permanentny dostęp do jakości przez niego niesionych.
Możesz w każdej sekundzie życia czuć spokój, harmonię, szczęście, miłość, wdzięczność itd. Możesz w końcu na własnej skórze doświadczyć, że dobrostan, zrównoważenie, czy spokój są wewnętrznymi stanami umysłu, a nie reakcją na zewnętrzne okoliczności.
To oznacza natychmiastowy wzrost jakości życia. Nagle może się okazać, że świat jest inny, niż jeszcze chwilę temu myślałeś – lepszy 🙂
Lepiej też i łatwiej iść Ci przez świat i życie. Lżej. Śpiewniej. Jaśniej.
Sprawy, które do tej pory były ogromnymi problemami, są po prostu kwestiami do rozwiązania.
Piękno jest w oczach patrzącego, więc gdy masz dostęp do zasobnych stanów świadomości, to w końcu zauważasz, że świat jest piękny (w każdym jego wymiarze). To piękno zaczyna dziać się w Twoim życiu: Ty inaczej podchodzisz do różnych rzeczy, więc i Ludzie na Ciebie reagują inaczej. Rozpoczyna się w Twoim życiu ciąg przyczynowo-skutkowy, który prowadzi do coraz to lepszych scenariuszy.

Od tysiącleci Ludzie poszukują sposobów, aby odzyskać dostęp do konkretnych stanów zasobnych świadomości.
Niektóre ścieżki wymagają od Człowieka ogromnej samodyscypliny, np. decyzja o wyzbyciu się wszelkich ocen (czy w stosunku do innych Ludzi, czy też czegokolwiek innego) oraz rzeczywiste i konsekwentne jej przestrzeganie, potrafi doprowadzić (zazwyczaj po kilku miesiącach lub latach) do odzyskania stanu wewnętrznego spokoju. Medytacja, joga, a także systematyczne powtarzanie niektórych rytuałów także mogą pomóc Człowiekowi odzyskać konkretne stany.
Minus tej drogi polega na tym, że praktykę trzeba wykonywać systematycznie (zazwyczaj codziennie) i to przez kilka lat. Nie ma też gwarancji, że po wielu latach tej konkretnej praktyki Człowiek dany stan zasobny świadomości odzyska.
Substancje czynne, a także inne sposoby wprowadzające Ludzi w trans (bębny, taniec, didgeridoo, etc.) działają tak, że na jakiś czas Człowiek nie czuje działania konkretnej traumy, a to mu daje krótkotrwały dostęp do doświadczenia zasobnego (od kilku godzin do kilku dni).
Niestety po wyjściu z transu lub po „wytrzeźwieniu” (kiedy substancje czynne przestają działać), Człowiek wraca do swojej codziennej świadomości i to zazwyczaj jest dla niego nieprzyjemne doświadczenie…
Człowiek, który podąża tą ścieżką, żyje od zrywu do zrywu, od jednego krótkiego doświadczenia do drugiego. I na swoje nieszczęście, uczy się, że aby „dotknąć nieba” musi mieć coś zewnętrznego (np. daną substancję). Paradoksalnie jest wówczas coraz dalej od swojej wewnętrznej mocy.
Od wieków Ludzie szukają mistrza lub „guru”. Część tych tzw. guru rzeczywiście potrafi w swoim uczniu/wyznawcy indukować stan zasobny świadomości. Jeśli to potrafi, tym chętniej Ludzie do niego ciągną.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie, a nawet łatwo… Jeśli jednak pójdziesz taką ścieżką, to ważne jest byś rozważnie wybierał takiego „guru” dla siebie. Dlaczego? Ponieważ w wielu przypadkach, razem z konkretnym stanem zasobnym, dostajesz kilka „bonusów”. Taki proces może skopiować do Ciebie część obciążeń, które ten „guru” w sobie nosi. Może także ograniczyć Ci percepcję do tego stopnia, że staniesz się bardziej podatny na to, co „guru” mówi lub robi. Tracisz dystans i możliwość rzeczywistego oglądu sytuacji.
Każdy człowiek (i na poziomie duchowym, i psychologicznym, i biologicznym) jest zbudowany tak, by mieć kompletny dostęp do wszelkich stanów zasobnych, które – działając w harmonii i uzupełniając się – pomagają nam dotrzeć do naszej Zdrowej Pełni 🙂
Jakim cudem w związku z tym Iksiński wciąż do oświeconych nie należy? Jak to się dzieje, że całkowity potencjał ludzkich możliwości (głęboki spokój, wewnętrzne szczęście, pełne wyciszenie, wdzięczność, bezwarunkową miłość, naturalne i permanentne bycie w tu i teraz, etc.) osiąga tak niewielu?
W trakcie Twojej indywidualnej historii rozwojowej, jeszcze zanim zdążysz się urodzić, dochodzi do wielu zdarzeń, których przebieg daleki jest od ideału…
Może np. plemnik wnikając do komórki jajowej miał trudność i doszło do mikrouszkodzenia – biologicznie niegroźnego i życie mogło toczyć się dalej, jednak ta rysa na ideale już się zakodowała. Może w drugim miesiącu ciąży mama zjadła coś, co jej zaszkodziło i przez pępowinę poczęstowała tym świństwem również maleństwo. Płód przez chwilę myślał, że umiera… na szczęście wszystko się dobrze skończyło.
Może… Może… Może… Potencjalnych scenariuszy zakłóceń idealnego wzorca biologicznych wydarzeń rozwojowych są miliony. Każdy z takich scenariuszy powoduje, że rys pierwszego zakłócenia się w nas koduje – żyjemy z nim przez całe życie (chyba że trafisz na narzędzia Zdrowej Pełni i skutecznie sobie pomożesz 🙂 ).
Jednocześnie te niedoskonałości blokują nam dostęp do zasobnych stanów świadomości, które biologicznie są przypisane naszemu gatunkowi.
Gdyby każdy z momentów rozwojowych, które są odpowiedzialne za Twój stały dostęp do danego zasobnego stanu świadomości, przebiegł zgodnie z idealnym „biologiczno-boskim” scenariuszem, to na stałe i na co dzień stan zasobny byłby Twoją rzeczywistością.
Odzyskując stan zasobny przy pomocy narzędzi Zdrowej Pełni:
Po odzyskaniu dostępu do konkretnego zasobnego stanu świadomości, po prostu w nim jesteś – nie musisz się w niego wprowadzać, czy go odnawiać, gdyż już dzień po dniu i minuta po minucie w nim funkcjonujesz i doświadczasz jego dobrodziejstw 🙂
Jednak natężenie danego stanu zasobnego może Ci się zmieniać w czasie…
Aby to zrozumieć, potrzebujesz sobie uświadomić, że większość stanów zasobnych nie uwalnia od traum. Oznacza to, że możesz mieć dostęp do danego zasobnego stanu świadomości i wciąż odczuwać obciążające Cię programy. Dlatego siła i intensywność z jaką czujesz na co dzień dobrodziejstwa stanu zasobnego zależą od obciążających programów, jakie w sobie nosisz oraz zewnętrznych okoliczności, które aktywują w Tobie zapis traum.
Kiedy pomyślisz o stanie zasobnym świadomości, jak o muzyce włączonej w tle w pokoju, w którym przebywasz, to niesie to za sobą przynajmniej dwie implikacje.
Po pierwsze możesz robić cokolwiek: możesz tańczyć, czytać, jeść, oglądać telewizję, rozmawiać z bliskimi, pisać właśnie do mnie wiadomość, malować i co tylko sobie zamarzysz… a muzyka wciąż jest obecna w tle i cały czas na Ciebie wpływa. Właśnie tak dzieje się ze stanem zasobnym świadomości: kiedy odzyskujesz do niego dostęp, to jesteś w nim cały czas bez względu na to, co robisz.
Po drugie: bywają takie okoliczności, w których wpływ muzyki grającej w tle poczujesz bardziej. Jeśli np. podlewasz kwiaty i przy tym słuchasz intencjonalnie muzyki, lub tańczysz w jej rytm, albo po prostu siedzisz z przymkniętymi oczami i zanurzasz się w tej muzyce, to siłą rzeczy słyszysz ją bardziej, silniej i przyjemniej.
Podobnie może być z odczuwaniem dobrodziejstw zasobnego stanu świadomości, np. mając stan wewnętrznego (podskórnego) szczęścia i przebywając z osobą, którą kochasz, odczujesz tę miłość bardziej 🙂 Będzie ona też doprawiona większą dawką szczęścia 🙂
Jeśli jednak właśnie jesteś w trakcie karczemnej awantury, albo denerwujesz się, bo Twoje Dziecko nie wraca do domu i nie odbiera telefonu, mimo, że od czterech godzin miało być na miejscu, albo jesteś w stresie, bo wiesz, że jutro masz rozmowę w pracy i nie będzie ona przyjemna, to pogrążając się w to, co Ci się dzieje w głowie, możesz zupełnie zapomnieć o muzyce w tle. Możesz jej wcale nie zauważyć, bo zjada Cię stres i kilka zaktywowanych programów, jakie w sobie nosisz.
Podobnie jest ze stanem zasobnym: tak długo, jak nosisz w sobie zapis traum i wchodzisz w sytuacje, które te traumy odpalają, tak długo istnieje zagrożenie, że będą takie momenty w Twoim życiu, w których odczucie stanu będziesz mieć przytłumione, lub zupełnie “stracisz” kontakt z tym stanem. W takim przypadku: “stracisz” jest krótkotrwałe, bo technicznie rzecz ujmując wciąż w tym stanie jesteś i kiedy tylko uwalniasz się od gnębiącej Cię traumy (lub przestaje być ona aktywna), to znowu masz pełen dostęp do każdej jakości wypływającej z danego zasobnego stanu świadomości.
To w jakim stopniu Człowiek odczuwa dobrodziejstwa danego stanu zasobnego, zależy już indywidualnie od Człowieka – od jego historii, jego stopnia uważności i kontaktu, jaki Człowiek ma z samym sobą, a także od przeżytych wcześniej traum, które mogą blokować odczuwanie dobrodziejstw płynących z danego stanu zasobnego.
Dlatego zanim zdecydujesz się na konkretny stan zasobny, skonsultuj się ze mną. Taka konsultacja da Ci:
Napisz mi, czego potrzebujesz, jakiego rozwiązania szukasz i o jakim w związku z tym stanie zasobnym świadomości myślisz. Im więcej szczegółowych informacji mi przekażesz, tym łatwiej mi będzie odpowiedzieć na Twoje zapotrzebowanie 🙂 Podpowiem Ci, jak najlepiej w Twoim przypadku wykorzystać dobrodziejstwa zasobnych stanów świadomości 🙂
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Kurs online dzięki któremu poznajesz sposoby na rozpoznanie w sobie zapisów traum pokoleniowych. Dostajesz także narzędzia, dzięki którym od tych traum się samodzielnie uwalniasz.
Kurs online dzięki któremu poznajesz sposoby na rozpoznanie w sobie zapisów traum pokoleniowych. Dostajesz także narzędzia, dzięki którym od tych traum się samodzielnie uwalniasz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Przygotowany specjalnie dla Ciebie, cykl transformacyjny w ramach którego pracujesz 1×1 z czyżykiem i z sesji na sesję uwalniasz się od tego co Cię ogranicza.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Kurs online dzięki któremu poznajesz sposoby na rozpoznanie w sobie zapisów traum pokoleniowych. Dostajesz także narzędzia, dzięki którym od tych traum się samodzielnie uwalniasz.
Kurs online dzięki któremu poznajesz sposoby na rozpoznanie w sobie zapisów traum pokoleniowych. Dostajesz także narzędzia, dzięki którym od tych traum się samodzielnie uwalniasz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Przygotowany specjalnie dla Ciebie, cykl transformacyjny w ramach którego pracujesz 1×1 z czyżykiem i z sesji na sesję uwalniasz się od tego co Cię ogranicza.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Jeden ze stanów zasobnych, który daje Ci więcej spokoju nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Pozwala Ci też dużo łatwiej i szybciej powracać do równowagi nawet, gdy z niej wyjdziesz.
Mój stół się ugina od jadła
są na nim same pyszności.
są tańce przy nocnych gwiazdach,
ogień szalonej radości,
jest bukiet wierszy
podany na malowanych uśmiechach
są śpiewy ptaków
pieśń fletu
masaż, co wciąż na mnie czeka
upajające bąbelki, w których się kąpię wieczorem
dotyk zmysłowy i ciepły
doprawiony Amorem
wyrozumiała garść kredek
farby proszące o więcej
ludzie bliscy, do których
uśmiecha się moje serce
spacer pośród natury
zabawa z psem, z dziećmi, z wiatrem
galop przez dzikie knieje
spektakl muzyczny w teatrze
słońce na twarzy i dłoniach
krople rosy na stopach
śpiewanie podczas sprzątania
bogate pomruki kota
szydełko, co puszcza oczko któryś raz z kolei
piasek, który się hojnie pod stopami ścieli
oddech głęboki w ogrodzie podczas tworzenia grządek
codzienne „dziękuję”, co niesie harmonię, ład i porządek
dobranocne czytanie dzieciom przy kominku
saren podglądanie w biegu i w odpoczynku
kubek siebie wypity w ciszy i w zadumie
robienie czegoś nowego, czego jeszcze nie umiem
podróż do miejsc nieznanych: dookoła i w sobie
głęboka, znacząca rozmowa
przestrzeń, co daję Tobie
dobro, które dostaję od Ciebie, od Świata, od Ludzi
dotyk, szept, obraz i smak, który duszę budzi
zapach kwiatów z tarasu, z łąki i z ogrodu
dźwięczny śmiech, co rozbrzmiewa przez życie od młodu
cała seria różności, których kartka nie mieści
co z lubością wplatają się w serca mego pieśni.
Tak ucztuję od rana, gdy tylko poczuję.
Teraz także i Ciebie wszystkim tym częstuję
Mój stół się ugina od jadła
są na nim same pyszności.
są tańce przy nocnych gwiazdach,
ogień szalonej radości,
jest bukiet wierszy
podany na malowanych uśmiechach
są śpiewy ptaków
pieśń fletu
masaż, co wciąż na mnie czeka
upajające bąbelki, w których się kąpię wieczorem
dotyk zmysłowy i ciepły
doprawiony Amorem
wyrozumiała garść kredek
farby proszące o więcej
ludzie bliscy, do których
uśmiecha się moje serce
spacer pośród natury
zabawa z psem, z dziećmi, z wiatrem
galop przez dzikie knieje
spektakl muzyczny w teatrze
słońce na twarzy i dłoniach
krople rosy na stopach
śpiewanie podczas sprzątania
bogate pomruki kota
szydełko, co puszcza oczko któryś raz z kolei
piasek, który się hojnie pod stopami ścieli
oddech głęboki w ogrodzie podczas tworzenia grządek
codzienne „dziękuję”, co niesie harmonię, ład i porządek
dobranocne czytanie dzieciom przy kominku
saren podglądanie w biegu i w odpoczynku
kubek siebie wypity w ciszy i w zadumie
robienie czegoś nowego, czego jeszcze nie umiem
podróż do miejsc nieznanych: dookoła i w sobie
głęboka, znacząca rozmowa
przestrzeń, co daję Tobie
dobro, które dostaję od Ciebie, od Świata, od Ludzi
dotyk, szept, obraz i smak, który duszę budzi
zapach kwiatów z tarasu, z łąki i z ogrodu
dźwięczny śmiech, co rozbrzmiewa przez życie od młodu
cała seria różności, któych kartka nie mieści
co z lubością wplatają się w serca mego pieśni.
Tak ucztuję od rana, gdy tylko poczuję.
Teraz także i Ciebie wszystkim tym częstuję.
może się zdarzyć, że w Twojej indywidualnej sytuacji będziesz potrzebować:
Jeśli podczas spotkania strategiczno-rozpoznawczego z czyżykiem, okaże się, że te działania są dla Ciebie ważne i Tobie potrzebne, to zakres Twojego 3-miesięcznego pakietu (i jego cena) mogą się zmienić.
Ustalisz to wówczas indywidualnie z czyżykiem.
Stres i ogromna odpowiedzialność są wpisane w moje codzienne funkcjonowanie. Podejmuję decyzje, od których zależą życia Ludzi. Każda moja decyzja to także ogromne pieniądze. Nic dziwnego, że ryzyko, stres i odpowiedzialność, to mój chleb powszedni. Niewiele jednak osób to rozumie…
Im dalej jestem w tej drodze, tym bardziej samotna jestem. Na nikim tak naprawdę nie mogę polegać i jestem zdana sama na siebie. Ludzie, którzy mnie otaczają, ode mnie zależą, ale też na każdym kroku mnie oceniają. Niektórzy tylko czekają, aż powinie mi się noga. Są tacy, którzy by się nawet z tego ucieszyli. Nie mogę sobie na to pozwolić. Przed innymi muszę trzymać fason – muszą być przekonani, że jestem najlepsza w tym, co robię; że jestem najlepszym wyborem…
Nie mogę okazać słabości. Muszę na co dzień walczyć. Muszę być twarda. I taka jestem. Świetnie mi to wychodzi i w biznesie się nie tylko sprawdza, ale też opłaca. Niestety w życiu prywatnym skazuje mnie to na jeszcze większą samotność i niezrozumienie. Nie ma znaczenia, czy z kimś jestem, czy nie, bo prywatnie i tak jestem sama…
Wiem, że mam duży potencjał. Mogłabym odnieść sukces i dużo dobrego zrobić… Ale cały czas nie mogę wyjść poza myśli i planowanie :( Boję się popełnić jakikolwiek błąd. Planuję ponad miarę i zanim zacznę działać, to muszę być na wszystko przygotowana. Muszę znać odpowiedzi na wszystkie potencjalne pytania. To mnie zatrzymuje w miejscu.
Innym mówię, że jestem perfekcjonistką, ale prawda jest taka, że po prostu utknęłam. Zazdroszczę tym, którzy potrafią iść na żywioł. Też bym tak chciała! Niestety już widzę, co się stanie, gdybym się odważyła… Wówczas byłoby widać czarno na białym, że nie pasuję do innych. Ludzie by w końcu się na mnie poznali… Już słyszę, jakby sobie wówczas na mnie używali… więc siedzę, jak mysz pod miotłą i nie ryzykuję.
Jednak cokolwiek zrobię (lub czegokolwiek nie zrobię) cały czas towarzyszy mi poczucie, że odstaję od reszty. Ludzie obserwują, że jestem inna i nie akceptują mnie takiej. Nawet jeśli na zewnątrz nie widać różnicy… nawet jeśli ktoś mnie poklepie po ramieniu i powie „nie przesadzaj; zupełnie nie wiem, o czym mówisz”, to ja i tak wiem… Wiem, co Ludzie myślą i mówią za moimi plecami. Przez to muszę starać się o wiele bardziej niż inni, żeby mnie zaakceptowano. Muszę dawać z siebie wszystko, żeby moja praca się spodobała; żeby zyskała uznanie. A nie jest łatwo!
Od długiego czasu się rozwijam i nad sobą pracuję… mam jednak poczucie, że to jakaś karkołomna ścieżka. Jasne, że widzę zmiany. Dużo też ze sobą robię, aby te zmiany były.
Doświadczyłam wielu pięknych momentów w tej mojej wędrówce i jestem za nie wdzięczna. Jednak przeszkadza mi, że za każdym razem, jak czuję przełom… jak doświadczam prawdziwej zmiany… jak robię dwa duże kroki do przodu i oddycham pełną piersią, to zaraz robię cztery do tyłu i znowu ląduję na czterech literach.
Taka huśtawka ciągnie się od kiedy pamiętam. Jakby mnie coś trzymało. Jakby coś nie chciało mnie puścić. Jakby coś celowo podcinało mi skrzydła. Najwyższy czas się od tego uwolnić, bo inaczej nigdy nie wypłynę na naprawdę szerokie wody!
Logicznie wiem, że mam sporo do zaoferowania sobie, innym i Światu. Wiem, że jestem inteligentna. Wiem, że potrafię być atrakcyjna. Wiem, że jestem wystarczająca. Wiem, że mogę odnieść sukces…
Jak się postaram, to nawet znajduję w swoim życiu szereg dowodów na to wszystko. Ba, nawet jak się nie staram, to mam w swoim otoczeniu Ludzi, którzy mi zazdroszczą i mówią o mnie w superlatywach!
Tym bardziej wkurzający jest ten upierdliwy głos w głowie, który wie, co i jak podszepnąć, żeby mi aż w pięty poszło :(
Najgorsze jest to, że jak nie uważam i w porę tego nie wychwycę, to rzeczywiście czuję się gorsza, głupia, niewystarczająca, niegodna kochania i niezasługująca na pełnię sukcesu. W takich chwilach, kiedy słyszę czyżykowe: „żyj życiem, które kochasz, w którym kochasz i które naprawdę ma znaczenie” zwyczajnie nie wierzę, że to jest dla mnie możliwe.
Jeszcze gorsze jest to, że jeśli w porę siebie w tych negatywach nie zatrzymam, to ani się nie spostrzegę, a już sabotuję samą siebie!
Chcę w końcu – całkowicie spójnie ze sobą – czuć, że siebie kocham i jestem wystarczająca. Zamiasst tylko o tym wiedzieć i musieć sobie o tym co rusz przypominać…
Czasem mam wrażenie, jakby życie działo się gdzieś tam za szybą, a ja je tylko obserwuję. Ludzie są niby dookoła, ale tak daleko ode mnie… Doświadczenia, jakie mam w obszarze budowania związku, czy ważnej dla mnie relacji, są tak nikłe lub tak nieudane, że nie ma sensu ich nawet przywoływać… Po co się dołować?
Czasem myślę, że ja po prostu nie umiem kochać :( i nie ma się co dziwić Ludziom, którzy to widzą i nie chcą ze mną być. A innym razem już naprawdę nie wiem, o co chodzi i jak to jest, że im bardziej się staram, tym przepaść między mną, a tym drugim Kimś jest coraz większa.
Zauważam w sobie „głos”, który na różne sposoby szepcze mi, że związek nie ma sensu… że Ludzie w związkach się tylko krzywdzą… że lepiej być samą, niż użerać się z kimś… że związek mnie ograniczy i że stracę prawdziwą siebie w takiej relacji…
I ja to wszystko rozumiem, ale wciąż jakaś część mnie chciałaby po prostu kochać i być kochaną. To wewnętrzne rozdarcie mnie paraliżuje :( Czy to kiedykolwiek będzie łatwiejsze?
Już tyle razy się sparzyłam, ze aż szkoda wyliczać :(
Powinnam się już dawno temu nauczyć rozpoznawać facetów, którzy złamią mi serce, ale nie… Za każdym razem wydaje się, że to ten jedyny. Znowu mam motyle w brzuchu, oczy mi się świecą, a serce topnieje. I jak na niego patrzę, to mam ochotę się z nim zestarzeć…
A później okazuje się, że miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.
Ileż można?!
Nawet, jak się zabezpieczam… trzymam dystans, sprawdzam, dopytuję, żeby znowu nie popełnić tych samych błędów, to jakoś tak się okazuje, że coś przeoczyłam :(
Chciałabym stworzyć związek oparty na szacunku, miłości, wspólnych celach i zaangażowaniu, ale trafiam zawsze na kogoś, kto ma inną wizję :( A najgorsze jest to, że szydło z worka wychodzi po jakimś czasie, kiedy ja już się zaangażuję i dużo z siebie dam.
Zaczynam myśleć, że na świecie chyba nie ma normalnych facetów. Już naprawdę brak mi sił, aby powtarzać taki scenariusz po raz kolejny :( Jednak wiem, że jak teraz z tym czegoś nie zrobię, to może być jeszcze gorzej…
Tęsknię za tym, co mieliśmy kiedyś… Nie wiem, gdzie to zgubiliśmy i chyba nie bardzo umiem to odzyskać :( Próbowałam już różnych sposobów i albo jest lepiej na chwilkę, po czym znowu przychodzi krach, albo już na stracie moje starania okazują się być poronionym pomysłem :(
Jak to się stało, że przestałam mu wystarczać? Już naprawdę nie wiem, jaka mam być, żeby on chciał ze mną zostać i naprawić to, co nam jeszcze zostało… A ja go naprawdę kocham! I nie wyobrażam sobie życia bez niego! Nie wiem, co będzie, jak go stracę… jak będę sama :(
Nie mówiąc już o tym, że nie wiem, jak powiem o tym innym :( Kim ja w ogóle bez niego będę?
Tak naprawdę wcale ich nie znam (a one nie znają mnie). To smutne, bo ja naprawdę kocham moje Dzieci… tylko jakoś tak… od jakiegoś czasu… nadajemy na innych falach…
One nie rozumieją, że ja to wszystko robię dla nich… Przecież musimy za coś żyć… muszę mieć za co zapłacić za ich dodatkowe zajęcia… A one wcale mi tego nie ułatwiają! Zupełnie nie widzą, jak się dla nich staram. Byłoby idealnie, gdyby bardziej się słuchały, więcej zaangażowania wkładały w swoje obowiązki, umiały się bardziej twórczo i konstruktywnie zająć sobą…
Ale, jak to w życiu, idealnie nie jest :( A ja nie wiem, jak mam do nich dotrzeć :( Czasem tracę cierpliwość. Szczególnie, jak widzę ich miny… jak słyszę półsłówka i ciągłe niezadowolenie… jak ich niewdzięczność razi mnie po oczach… Tak, wówczas tracę cierpliwość. Czasem wybucham i… wcale tego nie chcę :(
Im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej odzywa się we mnie świadomość, że jestem złą matką. Nie opiekuję się nimi tak, jak powinnam. Nie daję im dobrego przykładu :( Mają ze mną gorszy start, niż mogłyby mieć :( Gdzieś tam, bardzo głęboko, wiem, że mimo ogromnych starań, krzywdzę moje własne Dzieci. Dzieci, które kocham najbardziej na świecie :(
Założyłam swój pomocowy biznes, bo nie chciałam mieć szefa, który by mi mówił co mam robić. Chciałam sama być dla siebie szefem. Chciałam być niezależna. Chciałam mieć wolność: finansową i wolność wyboru z kim, gdzie, jak i jak długo pracuję.
Wiem też, że mam dużo do zaoferowania innym i Światu. Chciałam w pełni rozwinąć skrzydła i tworzyć piękną zmianę pomagając Ludziom. Dlatego otworzyłam swoją firmę i… miało być pięknie. Marzenia i ideały sięgały zenitu, a później aż huknęło, gdy grzmotnęły o glebę i roztrzaskały się na miliony kawałeczków :(
A ja jak ten Kopciuszek zbieram odrobinki i próbuję je posklejać. Jestem przepracowana i przemęczona. Żeby wszystko ogarnąć pracuję ponad siły :( Mało śpię. Nieregularnie (i niezbyt zdrowo) jem. Im więcej pracuję, tym więcej jest do zrobienia, a efekty z tego są mizerne.
Moja firma miała być moim wybawieniem, a tymczasem stała się moim więzieniem! Pracuję więcej, niż jakikolwiek szef, w jakiejkolwiek pracy, kiedykolwiek by ode mnie wymagał, a moje profity w żaden sposób tego nie odzwierciedlają :(
Tymczasem wiem, że innym się udaje. Nawet tym, którzy mają mniejsze kwalifikacje, niż ja. A przecież jestem inteligentna! Wiem, że można, tylko, że mi akurat to nie wychodzi. Mam już tego serdecznie dość. Albo coś zmienię, albo nie tylko będę wyglądać, ale stanę się wrakiem Człowieka…
Od zawsze mówię NIE przeciętności! Jestem dobra w tym, co robię. Mam doświadczenie i jestem ekspertem z prawdziwego zdarzenia…
Jednocześnie praca dla kogoś i na kogoś mnie powoli wykańcza. Jestem stworzona do czegoś większego! Czy wrażenie, jakie zrobiła moja kreacja na firmowej imprezie, to naprawdę wszystko, o czym Ludzie będą mówić, kiedy o mnie pomyślą?!
Od czasu do czasu myślę o własnym biznesie, ale tyle rzeczy może pójść nie tak… tyle mogę stracić… że na myśleniu (od kilku lat!) się kończy :(
Jednocześnie Ludzie dookoła powtarzają, że jestem szczęściarą i że mi zazdroszczą… I jak się dobrze zastanowić, to nie mam przecież na co narzekać. Moja praca daje mi pieniądze i stabilność… więc z uśmiechem numer 4 odpowiadam, że lubię moją pracę.
A później patrzę w lustro i widzę w nim największą, paskudną HIPOKRYTKĘ :(
I czasem się zastanawiam: czy aż tak bardzo zależy mi na przypodobaniu się innym i na spełnieniu ich oczekiwań, że nawet wprost nie potrafię powiedzieć, że nie znoszę tej pracy? Że gdybym tylko wiedziała, jak to zrobić bezpiecznie, to zarabiałabym krocie na swojej wiedzy i ekspertyzie. Spełniałabym się w tym co kocham i robiłabym to na własnych warunkach!
Kiedy oczekujesz cudów, to proponuję, żebyś od razu zwróciła się do jakiegoś uzdrowiciela, szamana lub do pierwszej parafii w Twojej okolicy. Pracując ze mną świadomie budujesz dla siebie zmianę. Uwalniasz się od coraz głębszych obciążeń – warstwa po warstwie – aż w końcu(!) możesz powiedzieć, że żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które ma znaczenie :D
I żeby było jasne: stoi za Tym sporo Twojej (i mojej) pracy. Nie dzieje się to (i nie stanie się to) w ułamku sekundy! I nie zdarzy się to bez Twojego zaangażowania!
Nie jestem ani lekarzem, ani uzdrowicielem, ani nie mam dużego doświadczenia w leczeniu chorób.
Dlatego – jeśli oczekujesz uzdrowienia konkretnych chorób, z którymi się mierzysz – to potrzebujesz poszukać kogoś innego, kto Ci w tym rzetelnie i kompetentnie pomoże.
Dla jasności: pracowałam już z osobami, które uznały, że mogą „zrobić sesję” i zaangażować się na dwie godziny, ale później w życiu ma się już samo dziać… z Ludźmi o podejściu: to powiedz mi, co mam zrobić i niech mi się podniesie jakość życia…
Czy przy takim podejściu w Twoim życiu coś się zmieni? Zmieni się. Jest jednak spora szansa, że nawet tego nie zauważysz. A jeszcze większa, że Twoja frustracja urośnie do potęgi entej. Nie mówiąc już o tym, że prezentując takie podejście, oddajesz moc i odpowiedzialność za proces komuś innemu (mi, losowi, zewnętrznym warunkom… etc.).
Proces Twojej przemiany i transformacji Twojego życia wymaga od Ciebie uważności. Wymaga koncentrowania się na tym, co już się zmieniło i przytomnego śledzenia tego, co jeszcze pozostało (tak, abyś mogła się od tego uwolnić w kolejnym podejściu). Wymaga od Ciebie świadomego wzięcia odpowiedzialności.
Jeśli masz inny pomysł na swoją transformację, to poszukaj innego przewodnika.
Szczerze pisząc nie bardzo mnie interesuje, ile wiesz… Interesuje mnie, czy żyjesz życiem, które kochasz, w którym kochasz i które ma znaczenie. Jeśli tak i przy tym dużo wiesz, to SUPER :) W takim przypadku zupełnie nie potrzebujesz mojej pomocy :D
Jeśli nie, a już tak dużo wiesz, to znaczy, że albo wiesz, nie to, co trzeba, albo wiesz tylko o wierzchołku góry lodowej, albo masz w sobie tak dużo blokad, że bez względu na to, jak dużo jeszcze się dowiesz i tak z miejsca nie ruszysz.
Dlatego, jeśli jesteś przywiązana do swojej wiedzy, jeśli szukasz ścieżek jedynie dla jej potwierdzenia, lub poszerzenia, to praca ze mną nie jest dla Ciebie.
Jest bardzo prawdopodobne, że uwalniając się od obciążeń z wykorzystaniem narzędzi Zdrowej Pełni, zauważysz, że „wiedza”, którą do tej pory obrastałaś tylko Cię więziła. Zanim się zdecydujesz do mnie zapukać, potrzebujesz wziąć to pod uwagę.
Zazwyczaj pracuję z Ludźmi, którzy osiągnęli swoją finansową wolność i satysfakcję, po czym zauważyli, że pieniądze w życiu jednak szczęścia nie dają. Nie zapełniają też pustki, którą Ludzie w sobie noszą. I same z siebie nie sprawiają, że ktoś jest bogaty.
Pracuję też z Ludźmi, którzy zarabiając dla siebie OK, są jednocześnie gotowi w siebie i w swoją transformację zainwestować, bo wiedzą, że już dłużej tak nie może być, jak jest na co dzień. Wiedzą, że chcą czegoś więcej.
Jeśli jednak obecnie mierzysz się z tak dużymi trudnościami finansowymi, że musiałabyś wybierać pomiędzy podstawowymi potrzebami, a Zdrową Pełnią, to… wybierz zaspokojenie podstawowych potrzeb.
W zdecydowanej większości przypadków, Ludzie, którzy znaleźli się w takim momencie życia, mają w sobie aktywne ogromne blokady i mają ich zazwyczaj bardzo dużo. A to oznacza, że zmiana, której potrzebują nie zdarzy się w trakcie jednej, czy nawet 3 sesji…
Taka zmiana będzie połączona z poważną inwestycją i sporym zaangażowaniem. Jeśli teraz jesteś w takim miejscu życia, to zadbaj o swoje podstawowe potrzeby.
Nie zawsze miło będzie. Po pierwsze, czyżyk od czasu do czasu specjalnie będzie Cię „głaskać pod włos” ;) To może być wyzwanie… i może Cię trigerować! I będzie się tak działo za każdym razem, kiedy pozwoli Ci to wyjść z zastoju, by zauważyć, co potrzebujesz zmienić, by zacząć skutecznie działać.
Po drugie kiedy będziesz pracować z traumami – na etapie ich uświadomienia i w momencie, kiedy wciąż będą aktywne – możesz poczuć ich impakt i mogą zalewać Cię trudne emocje.
Po trzecie, kiedy uwolnisz się od jakiejś warstwy obciążających programów, to jest spora szansa, że dojdą do głosu takie, o których wcześniej nie wiedziałaś… które były zapisane głębiej… z którymi do tej pory nie miałaś, ani ochoty, ani siły, ani narzędzia, by się skonfrontować.
Oczywiście, to się nie musi zdarzyć, ale bywa, że się zdarza. I wiesz co?
Wówczas nie jest miło. Jest pouczająco. Jest odkrywczo. Jest transformacyjnie, ale nie jest miło.
Każdy z kolejnych programów, które będą się uaktywniać i zbierać żniwo w Twoim życiu, możesz zaadresować w swoim indywidualnym planie transformacyjnym lub w programie grupowym „Moja Droga do Zdrowej Pełni” i oczywiście możesz się od niego uwolnić. Jednak dopóki będzie aktywny, dopóty miło nie będzie.
Nie mam ochoty pracować z Ludźmi, którzy koncentrują się na szukaniu winnych i wymówek.
Jeśli należysz do tych osób (wątpię, skoro jesteś na tej stronie, ale na wszelki wypadek, jeśli…), to odpuść sobie kontakt ze mną.
Oszczędzisz tym i sobie, i mi sporo czasu i zachodu.
Jeśli lubisz życiowo wchodzić w rolę ofiary i pokazywać wszem i wobec, jaka to jesteś biedna, skrzywdzona, zagubiona etc…
Jeśli masz korzyści z tego, że inni się nad Tobą litują; że Ci współczują…
Jeśli chcesz, by tak zostało i zamierzasz udowodnić (na świadomym, czy nieświadomym poziomie – nieważne), że akurat Ty masz w życiu tak źle, że nawet tak silne narzędzia, jak Zdrowa Pełnia i uzdrowienie pamięci komórkowej, Tobie nie pomagają…
To praca ze mną jest BARDZO NIE DLA CIEBIE. I od razu sobie ją odpuść.
Aby w pełni skorzystać z narzędzi Zdrowej Pełni (również w pracy indywidualnej z czyżykiem) potrzebujesz dobrze czuć swoje ciało. Potrzebujesz czuć fizyczne objawy pochodzące z ciała, a także różnicować zmiany w tych objawach.
W obecnych czasach wiele obciążeń, które Ludzie w sobie noszą, część leków, a także chorób fizycznych uniemożliwia dobre czucie swojego ciała i pełne “bycie w ciele”.
Jeśli potrzebujesz sprawdzić, na ile “w ciele jesteś” i w związku z tym, jak łatwo przychodzi Ci praca narzędziami Zdrowej Pełni, to najlepiej zapisz się na darmowy kurs demo o uwalnianiu się od traumy pokoleniowej. Wszystkie zawarte w nim ćwiczenia wymagają czucia swojego ciała, więc będzie Ci łatwo sprawdzić, jak dobrze Ci to idzie ;)