Sznury energetyczne, czyli toksyka w relacjach pod lupą

Może znasz to uczucie.
Myślisz o kimś — i chwilę później ta osoba dzwoni.
Albo nie widzieliście się od lat, a mimo to wciąż wraca w Twojej głowie, jakby coś cały czas było na rzeczy.
Jakby między Wami cały czas coś pracowało.

W niektórych środowiskach „duchowych” to zjawisko nazywa się sznurami energetycznymi.
Część osób je wyczuwa. Część widzi.
Inni nie nazwaliby tego w żaden sposób — ale w ciele czują je dokładnie tak samo.
Większość Ludzi po prostu żyje z konsekwencjami takich związań.

 

Osoby ze sobą „zesznurowane” często:

  • wyczuwają osobowość tej drugiej strony, czasem szybciej, niż potrafią to logicznie wyjaśnić,
  • mają poczucie przyciągania albo lgnięcia, które trudno zignorować — to, co zwykło się nazywać „chemią”,
  • są przekonane, że łączy je z kimś szczególna więź, wykraczająca poza zwykły kontakt,
  • zachowują się w obecności tej osoby inaczej niż zwykle — jakby coś w nich przejmowało ster,
  • mają trudność, by przestać o niej myśleć, nawet długo po zakończeniu relacji czy kontaktu,
  • w kółko odtwarzają w głowie rozmowy, scenariusze, możliwe wersje wydarzeń,
  • śnią o sobie,
  • nie potrafią sobie czegoś wybaczyć — albo sobie, albo tej drugiej osobie,
  • czują, że uwolnienie się z tej relacji jest znacznie trudniejsze, niż „powinno być”,
  • reagują na siebie z nieproporcjonalną intensywnością — „nikt nie potrafi mnie tak wyprowadzić z równowagi jak on / ona”.

 

Jeśli to brzmi znajomo, to nic dziwnego  — nie jesteś odosobnionym przypadkiem.

To są reakcje, które pojawiają się automatycznie.
Ciało, a za nim Twoja psychika, wchodzą w nie szybciej niż jesteś w stanie to świadomie zauważyć.

Bo sznury działają na bardzo głębokim, biologicznym poziomie.

Ludzie są ze sobą zesznurowani dlatego, że borg — grzybowy drobnoustrój obecny w omnipotentnej komórce macierzystej — wykorzystuje współuzależnione wzorce i uzupełniające się traumy.

Sznury są klasyką w toksycznych relacjach, które odtwarzają znane schematy: kata i ofiary, pięknej i bestii, ucznia i mistrza.

W wielu przypadkach stają się też narzędziem wpływu i manipulacji — najczęściej poza świadomością obu stron.

Żeby sznur mógł powstać, potrzebne są dwie rzeczy:
obecność borga w komórce oraz wewnętrzny zapis traumy.

Ten zapis znajduje się w omnipotentnej komórce macierzystej na niciach mRNA — dlatego w dalszej części artykułu pojawia się określenie „nici traumy”.

Sznury mogą łączyć Cię:

  • z bliskimi — im częstszy kontakt, tym większe prawdopodobieństwo wielu sznurów,
  • z osobami przypadkowymi,
  • ze zwierzętami,
  • a nawet ze zmarłymi — przynajmniej przez pewien czas po ich odejściu (i jest to związane z biologicznym czasem rozkładu ciała).

 

Bywa też tak, że zesznurowanie powstaje bez spotkania twarzą w twarz.
Czasem wystarczy mail. Wiadomość. Krótka wymiana.
Odległość nie ma znaczenia — mogą Was dzielić tysiące kilometrów, a sznur i tak pozostaje aktywny.

 

I jeszcze jedno, ważne: sznury zazwyczaj nie znikają same.

Czasem tak się dzieje — na przykład wtedy, gdy kontakt był jednorazowy, słaby i bez znaczenia.

Ale w większości przypadków, jeśli coś w Tobie regularnie reaguje, napina się, wraca myślami lub uczuciami do tej samej osoby, to związanie między Wami jest aktywnie podtrzymywane.

Ten mechanizm wciąż w Tobie działa — cicho, konsekwentnie, bez pytania o Twoją zgodę.

Gierki związkowe

 

W praktyce wygląda to tak, że zapis traumy działa w Człowieku niezależnie od tego, czy jest on w relacji, czy też nie.

A taka zaktywowana trauma wpływa na sposób reagowania, odczuwania, oceniania sytuacji i własnych możliwości.

Relacja nie uruchamia tego zapisu.
Relacja jest dla niego sceną — pokazuje, jak on się przejawia.

Dlatego ta sama osoba może wchodzić w bardzo różne dynamiki — w zależności od tego, z kim się styka.

 

Jeśli kobieta niesie w sobie zapis:
„nie dam się zniewolić”, „muszę być niezależna”, „poradzę sobie sama”,
to ten zapis będzie obecny w każdej relacji.
Nie każda relacja jednak stworzy warunki, w których dojdzie do toksycznego związania.

Sznury zaczynają się wtedy, gdy po drugiej stronie pojawia się kompatybilny zapis.

Przykładowo:

  • mężczyzna z programem „musi być trudno, żeby było warto”, „trzeba się wykazać”, „dam radę”
    albo
  • mężczyzna z zapisem „nikt mnie nie chce”, „zawsze zostaję odrzucony”.

 

W pierwszym układzie obie strony wchodzą w napięcie między autonomią a zdobywaniem.
On naciska. Ona się dystansuje.
Im bardziej on próbuje, tym mocniej ona pilnuje swojej niezależności.
Relacja kręci się wokół napięcia, a nie wokół realnej bliskości.

W drugim wariancie jej autonomia spotyka się z jego zapisem odrzucenia.
Odrzucając jego starania, potwierdza sobie własną niezależność.
On dostaje dokładnie to doświadczenie, które już zna — bycie niechcianym.
Układ domyka się biologicznie i emocjonalnie.

 

W obu przypadkach nie mamy do czynienia ze świadomą manipulacją.
To biologiczny wzorzec interakcji, który rozgrywa się poza intencją i planowaniem.

Toksyczne związanie pojawia się wtedy, gdy te dwa zapisy wchodzą ze sobą w sprzężenie.

 

 

Albo kiedy kobieta niesie zapis:
„coś jest ze mną nie tak”, „i tak w końcu zostanę zraniona”, „zasługuję na odrzucenie”.

Ten zapis działa w niej niezależnie od relacji.

Natomiast dopiero w kontakcie z mężczyzną, który ma zapis dominacji, kontroli lub potrzeby stawiania kogoś „do pionu”, dochodzi do toksycznego związania.

Ona prowokuje — czasem subtelnie, czasem otwarcie.
Testuje granice. Sprawdza, kiedy nastąpi uderzenie.
Nie po to, by je wywołać, lecz po to, by potwierdzić znane doświadczenie, bo tylko na takiej scenie czuć zaktywowaną w ciele traumę.

On reaguje napięciem, irytacją, agresją albo wycofaniem.
Wchodzi w rolę tego, który „musi zareagować”.

Toksyczne związanie się zacieśnia, a wewnętrzne doświadczenie jej i jego — domyka.
Oboje dostają to, co biologicznie i emocjonalnie znane.

To nie są role przyjęte świadomie.
To efekt kompatybilnych zapisów, które w tej konkretnej konfiguracji znalazły warunki do przejawienia się.

 

Sznury na co dzień

 

Sznury nie powstają wyłącznie w dramatycznych kontaktach ani w momentach silnych emocji. Nie są zarezerwowane tylko dla toksycznych, czy patologicznych relacji.

Najczęściej tworzą się w sytuacjach pozornie zwyczajnych — tam, gdzie nie widać tragedii i wszystko wygląda „normalnie”.

Wystarczy kompatybilność zapisów i codzienna interakcja.

 

Przykładowo jedna osoba przychodzi z problemem.

Opowiada, że jej ciężko, że utknęła, że nie wie, co zrobić.

Druga słucha. Widzi rozwiązania. Proponuje konkret:
– „A może spróbuj tak?”
– „Możesz zrobić to i to.”
– „Ja bym na Twoim miejscu…”

Odpowiedź przychodzi szybko:
– „Tak, ale u mnie to nie zadziała.”
– „Tak, ale to nie takie proste.”
– „Niby tak, ale Ty nie mojej sytuacji.”

Rozmowa toczy się dalej.
Kolejne propozycje. Kolejne odparcia.
Po obu stronach narasta napięcie.

Osoba prosząca o pomoc niesie w swojej pamięci komórkowej traumatyczny zapis: „jestem bezradna”, „nic się nie da zrobić”, „i tak się nie uda”.

Osoba pomagająca działa z innego miejsca: „wiem lepiej”, „trzeba coś zrobić”, „jak się postaram, to uratuję sytuację”, „kto, jak nie ja”.

Z zewnątrz to wygląda jak rozmowa.
Od środka zaczyna działać sprzężenie.

Jedna strona utwierdza się w bezradności.
Druga w poczuciu frustracji, wyższości albo zmęczenia.

Sznur nie powstaje dlatego, że ktoś mówi „tak, ale”.
Powstaje dlatego, że oba zapisy idealnie się zazębiają i przy swoim współudziale mogą się zapętlać bez końca u jednej i drugiej osoby.

 

Toksyczne przyciąganie

 

Tydzień temu, na imprezie u znajomych, kobieta poznała nowego mężczyznę.
Zamienili ze sobą kilka zdań. Nic więcej.

Od tamtego wieczoru nie potrafi przestać o nim myśleć.

Wraca do obrazu jego twarzy, tonu głosu, sposobu, w jaki się poruszał.
W głowie pojawiają się scenariusze — jedne mają charakter seksualny, inne układają go w roli charyzmatycznego mężczyzny, który wchodzi w jej życie i wnosi do niego coś nowego. Coś ważnego. Coś, czego jej brakowało.

Na samej imprezie trzymała dystans.
Czuła napięcie, lęk, rezerwę. Nie podeszła. Nie zaczęła flirtu.
Teraz żałuje.

Zaczyna wypytywać znajomą o tego mężczyznę.
Z logicznego punktu widzenia informacje są niepokojąco znajome:
zajęty, emocjonalnie niestabilny, z wyraźnym syndromem Piotrusia Pana, bywalec imprez, na których widuje się go nie tylko w towarzystwie żony.

 

To wszystko brzmi jak jej własna historia.

Za sobą ma kilka relacji z mężczyznami niedostępnymi — fizycznie albo emocjonalnie.
I bardzo chce czegoś innego.
Bardzo chce przerwać ten schemat.

A jednak w głowie zaczynają się pojawiać myśli:
— może to tylko pozory,
— może właśnie się rozchodzą,
— może dla niej zrobi wyjątek,
— może ona jest tą, która go „uspokoi”,
— może znajoma się myli,
— a może jest zazdrosna,
— a może warto pójść na kolejne spotkanie, na którym on będzie…

Ten wewnętrzny dialog nie bierze się znikąd.

Podczas krótkiego kontaktu na imprezie pomiędzy tym dwojgiem doszło — przy współudziale drobnoustrojów — do sprzęgnięcia kompatybilnych zapisów traumatycznych.

Na poziomie biologicznym i pozaświadomym zawiązały się sznury — treściowo dokładnie pomiędzy tymi nićmi traumy, które u obojga były już obecne i „nadawały od środka” konkretne emocje oraz myśli o sobie, innych i świecie.

Od tego momentu komunikacja trwa.

Mężczyzna, myśląc o niej, nieświadomie korzysta z tej drogi połączenia.
Kobieta odbiera komunikaty poza świadomością — np. tak jak pokazuje to grafika.

 

Efekt nie jest romantyczny.
Efekt jest konkretny: myśli wracają same, ciało reaguje, napięcie rośnie, a znane współuzależnione wzorce zaczynają coraz mocniej nadawać kierunek działaniu.

Im dłużej ten stan trwa, tym bliżej do ruchu, który ma ich do siebie zbliżyć.
Nie dlatego, że „tak chcą”, że to jest dla nich dobre i zdrowe.
Dlatego, że mechanizm jest podtrzymywany i wciąż biologicznie aktywny.

Jeśli ten proces nie zostanie przerwany — poprzez biologiczną pracę z zapisem traumy i „rozplątanie” sznurów — bardzo prawdopodobne jest znany życiowy scenariusz: kolejna odsłona tej samej historii, tylko z innym imieniem i inną datą w kalendarzu.

 

 

Związania między rodzicem a dzieckiem

 

Dorosły już syn studiuje daleko poza domem rodziców. Ma teraz dużo na sobie. Poznaje świat, ludzi i życie z nowej perspektywy. Jest pochłonięty i nie w głowie mu telefon do matki. Tymczasem mama usycha w domu i poddaje się szarej rzeczywistości pustego gniazda. Czuje się odtrącona, samotna, niechciana, zapomniana, a nawet wykorzystana i wyrzucona poza margines życia syna…

Jest zupełnie nieświadoma tego, że pomiędzy nią, a jej synem od dawna funkcjonują borgowe sznury. Kiedy był w domu nie musiała ich używać tak często i w takim nasileniu. Zdarzało się, że ona lub on nieświadomie zaktywowali któryś ze sznurów, przez co atmosfera się zaogniała, ale później, kiedy sytuacja przycichła, wszystko wracało do normy.

Teraz mama siedzi przed komputerem i myśli, jak tu „od tak” napisać do syna, żeby on do niej zadzwonił, ale żeby jednocześnie nie czuł przymusu i żeby mu nie robić wyrzutów. Tylko tak, żeby sam chciał… żeby wiedziała, że jest potrzebna… że u niego wszystko OK… że ją wciąż kocha… że jest w jego życiu ważna… że nadal jest mamą… 

Układa w głowie jakiś krótki tekst, ale jej myśli krążą wokół wszystkich zdań traum, jakie ma w sobie zapisane… W głowie jej aż huczy od: „zostawi mnie, jak wszyscy…”, „czy wszystko z nim w porządku? może jest chory?”, „może mnie potrzebuje, zawsze był takim bidulkiem, tylko mu głupio się do mnie zwrócić, bo chce być dorosły”, „odtrącił mnie, woli kolegów i koleżanki”, „jestem mu potrzebna tylko wtedy, kiedy brakuje mu pieniędzy”, „zostało mi już tylko umrzeć… jestem taka stara”, „pewnie tam się dobrze bawi, a mnie ma gdzieś”, „już mnie nie kocha”…

Część z tych komunikatów – zupełnie nieświadomie – przesyła po sznurach synowi…

Tymczasem jej syn właśnie szykuje się do wyjścia ze znajomymi. Z jednej strony cieszy się na to spotkanie, a z drugiej strony nie może przestać myśleć o mamie. Denerwuje go to, bo ma odczucie, jakby robiła mu wyrzuty i jakby był „złym synem”. To nielogiczne, ale bardzo denerwujące, że się tak czuje… Chce po prostu wyjść i dobrze się bawić, więc najeżony dzwoni do mamy, żeby mieć już to z głowy i mieć święty spokój. Rozmowa wygląda mniej więcej tak:

– Część. Co tam u Ciebie? (on do niej; lekko oschło i z na siłę skrywanym poddenerwowaniem) 

– Oj, sam wiesz… wszystko po staremu… jak zawsze (ona do niego szczęśliwa, że jednak zadzwonił sam z siebie). Wszystko u Ciebie w porządku? Jesteś zdrowy? Uczysz się systematycznie, zamiast zawalać przedmioty, jak przy ostatniej sesji? Wiesz czytałam ostatnio, że kiełki pomagają w koncentracji. Może byś zaczął je jeść razem z tymi glonowymi tabletkami i białkiem konopnym, jakie Ci ostatnio przesłałam. Widziałam też w tym sklepie za rogiem fajną bluzę, to Ci ją kupię, bo pewnie będzie dobrze leżała. Dobrze się odżywiasz? Chyba nie schudłeś? Zabierzesz, kiedy przyjedziesz do domu. A właściwie, to kiedy przyjedziesz, bo od ostatniej wizyty minęły już dwa tygodnie i teraz nie masz jeszcze sesji, więc sam mówiłeś, że jest luźniej. 

– Oj mamo…! Nie wiem. Zobaczę jeszcze i dam znać (on do niej już bardzo zdenerwowany). I tak, wszystko w porządku. Ja mam już 22 lata i naprawdę nie musisz się przejmować tym, co jem! Teraz muszę już iść, bo się spóźnię. Zadzwonię później. Pa.

Zadzwonił „sam” – jak chciała. Jednak rozmawiali tak, że wszystko, co z tej rozmowy dostała, przepuszczone przez filtr jej traum i programów, utwierdza ją tylko w przekonaniu, że jest niepotrzebna i niechciana…

Powyższe przykłady pokazują kilka istotnych rzeczy.

Po pierwsze: sznury tworzą się poza świadomością osoby, której dotyczą.
Istnieją co prawda techniki świadomego wykorzystywania mechanizmu sznurowania, jednak nie będę ich tu opisywać. Uważam je za dysfunkcjonalne i pogłębiające toksyczne dynamiki, a nie za realne rozwiązanie problemu.

Po drugie: sznury powstają pomiędzy uzupełniającymi się nićmi traumy.
Nie łączą Ludzi przypadkowo.
Przykładowo: nić traumy Kowalskiego z zapisem „jestem słaby” może wejść w sprzęgnięcie z nicią traumy Malinowskiego niosącą zapis „Ludzie to chłam”.
Dopiero ta kompatybilność tworzy warunki do powstania sznura.

Po trzecie: sznur jest dowodem na to, że komunikacja nie ogranicza się do poziomu werbalnego i niewerbalnego.
Zachodzi również „w polu” — na poziomie energetycznym, ale wyczuwalnym poprzez ciało i jego receptory.

W przypadku sznurów komunikacja pomiędzy dwiema osobami odbywa się za pośrednictwem borga.
Każdy sznur jest jednocześnie nośnikiem podprogowych, w zdecydowanej większości pozaświadomych komunikatów.
Można go porównać do niegdysiejszego kabla telefonicznego, po którym przesyłane są zdania traumy.

W toksycznych relacjach po sznurze krążą komunikaty złożone z dwóch warstw:
z jednej strony zdania traumy,
z drugiej — komunikaty, które Ludzie chcą słyszeć.

To właśnie ten drugi element działa jak wabik.
Jak łyżka miodu w beczce dziegciu.

Dla tej odrobiny miodu Ludzie poza świadomością podtrzymują sznury, nawet jeśli oznacza to trwanie w dysfunkcyjnej relacji, toksycznej dynamice albo emocjonalnym szantażu.

Przykładem takiej podprogowej komunikacji, przesyłanej po borgowym sznurze, są zdania w rodzaju:

– „Kocham cię, wredna suko.”
– „Odpierdol się, kochanie.”

W tym samym komunikacie obecne są zarówno treści, które strony chcą pielęgnować („kocham cię”, „kochanie”), jak i pełen pakiet toksycznych zapisów zawartych w „wredna suko” i „odpierdol się”.

To właśnie ta mieszanka sprawia, że sznury są trudne do „rozplątania”, kiedy to robić technikami i metodami, które nie sięgają biologii i pamięci komórkowej.

Jeśli masz w sobie ciekawość, czy takie toksyczne związania dotyczą też Ciebie oraz jakie komunikaty krążą po sznurach pomiędzy Tobą a innymi Ludźmi, to zapraszam Cię do krótkiego eksperymentu.

Usiądź wygodnie i wyobraź sobie, że dookoła Ciebie znajduje się skorupka — jak skorupka jajka.
Ty jesteś w środku. 
W tej przestrzeni jesteś tylko Ty: Twoje ciało, Twoja energia, Twój własny wszechświat.

Weź kilka spokojnych oddechów i pozwól sobie naprawdę poczuć siebie w tej przestrzeni.

Teraz — poza skorupką, w odległości około dwóch metrów — wyobraź sobie osobę, z którą chcesz sprawdzić, czy i jakie sznury między Wami funkcjonują.

Kiedy obraz tej osoby się pojawi, wróć uwagą do wnętrza skorupki.
Do siebie. Do ciała. Do poczucia bezpieczeństwa.

Po chwili pozwolisz skorupce się rozpuścić.
„Energetyczna” przestrzeń, w której jesteś, będzie mogła zmieszać się z energią tej drugiej osoby.

Jeszcze kilka oddechów…
I pozwalasz skorupce zniknąć.

Zwróć uwagę na to, co dzieje się teraz pomiędzy Tobą a tą osobą.
Możesz zobaczyć sznury, które Was łączą.
Możesz je poczuć.

Jeśli nie widzisz nic wyraźnie — to w porządku. Oddychaj.
Wrażenia mogą pojawić się w ciele: jako ukłucie, nacisk, ciągnięcie z konkretnego miejsca w stronę tej osoby.

Zauważ, w których miejscach w Twoim ciele sznury się kotwiczą.
Do jakich obszarów są przyczepione.

Wybierz jeden z nich — dowolny, albo ten, który przyciąga Twoją uwagę najmocniej.

Teraz wejdź uwagą w to miejsce w swoim ciele, do którego ten sznur jest przyczepiony.
Ważne: wchodzisz tam od strony swojego ciała, nie od strony sznura.
Pozostajesz sobą, w swoim ciele, w swojej obecności.

Możesz mieć wrażenie, jakby cała Twoja istota zbierała się właśnie w tym punkcie.

Zatrzymaj się tam na chwilę.
Oddychaj.
Poczuj siebie w tym miejscu.

Zauważ, jakie emocje się pojawiają.
Jak reaguje na nie Twoje ciało.

Teraz pozwól sobie odebrać informację, która płynie do Ciebie po tym sznurze.
Nie musisz niczego analizować ani wymuszać.

Możesz coś usłyszeć.
Możesz po prostu wiedzieć.
Może to być pierwsza myśl, pierwsze zdanie, pierwsze wrażenie.
Może też nie pojawić się nic wyraźnego — a mimo to będziesz mieć jasność.

Sprawdź teraz, co Ty wysyłasz po tym sznurze w odpowiedzi.
Oddychaj i pozwól tej informacji się pokazać.

I zobacz, jak Ci jest z tą wiedzą.

 

Część osób jest przywiązana do sznurów i chce je utrzymać.
Czasem wynika to z oporu borgowego i bloku plemiennego.
Czasem z tego, że po sznurach płyną komunikaty, które są przyjemne lub pożądane.

Jeśli rozpoznajesz w sobie taką dynamikę, możliwe, że do podjęcia decyzji o uwolnieniu się od sznurów potrzebujesz jeszcze jednej rzeczy: jasności.

Z mojego punktu widzenia podział sznurów na „pozytywne” i „negatywne” jest mitem.
A często także dezinformacją.

Spotyka się narracje, według których istnieją sznury „dobre” — takie, które rzekomo zasilają, niosą pozytywną energię, świecą innym kolorem, dają poczucie napełnienia i bliskości.
Problem w tym, że mechanizm ich powstawania jest zawsze ten sam.

Sznury tworzą się w oparciu o traumatyczny zapis:
nić traumy, zdanie traumy i powiązany z nimi ton emocjonalny.
To właśnie ten zapis jest punktem wyjścia. Niezależnie od tego, jak przyjemne bywają odczucia, które się z nim wiążą.

Trauma pozostaje traumą.
Nawet wtedy, gdy jest odczuwana jako coś „dobrego”.

Jeśli do czegoś lgniesz, a to lgnięcie wyrasta z traumy, to trudno oczekiwać zdrowej relacji.
Komunikat przesyłany po sznurze w rodzaju: „kochaj mnie, kochaj” nie jest neutralny.
Może być bezpośrednio powiązany z zapisem „nikt mnie nie kocha”.

Z mojego doświadczenia wynika, że pielęgnowanie tak zwanych „pozytywnych” sznurów — podobnie jak koncepcja „pozytywnej traumy” — ma krótką trwałość i nie służy zdrowiu.
Ani emocjonalnemu, ani biologicznemu.

Jednocześnie decyzja zawsze należy do Ciebie.
Na ile masz w sobie gotowość, by posprzątać relację i wymieść z nich toksykę — nawet jeśli nosi maskę przyjemności, bliskości albo pozornego bezpieczeństwa.

Warto też jasno powiedzieć jedno:
uwolnienie się od sznurów nie oznacza automatycznie końca relacji.
Nawet wtedy, gdy po sznurze płyną komunikaty w rodzaju „kochaj mnie”.

Oznacza to coś innego.
Z relacji odpada to, co było podtrzymywane przez traumę i borgowy scenariusz.
Zostaje to, co jest rzeczywiste, spójne i żywe.

Wiele relacji dzięki temu zyskuje na głębi, świeżości i autentycznym kontakcie.
Pojawia się więcej lekkości i radości bycia razem — bez napięcia i przymusu.

Są jednak także takie relacje, które się kończą.
Dotyczy to tych układów, które w całości opierały się na toksycznych zależnościach, współuzależnieniu i komplementarnych traumach.
Nie jest ich wiele, ale istnieją.

Ostatecznie decyzja należy do Ciebie.

Zjawiskiem nienormalnym i niezdrowym — a jednocześnie nagminnym — jest współwystępowanie w omnipotentnej komórce macierzystej borga oraz nici traumy.
Dotyczy to ponad 90% ludzi.
To właśnie dlatego toksyczne związania są tak powszechne.

Osoby, których ten mechanizm nigdy nie dotyczył, należą do rzadkości.
Na szczęście coraz więcej Ludzi podejmuje decyzję o uwolnieniu się od sznurów i toksycznych zależności, któe są ich skutkiem.

 

Kiedy grzybnia borga przerasta omnipotentną komórkę macierzystą, jej strzępki obejmują również obszary, w których znajdują się biograficzne nici traumy — te, które powstały w wyniku indywidualnych doświadczeń życiowych, często bardzo wczesnych.

Każda taka nić zawiera:

  • zapis tonu emocjonalnego,

  • przekonania i decyzje (odczuwane, jako „zdanie traumy”),

  • historię sytuacji, w których trauma była przeżywana i przejawiana.

Z częścią tych nici borg pozostaje w bezpośrednim połączeniu poprzez fizyczny kontakt w komórce.

 

Jeśli zapoznasz się z materiałami o borgu dostępnymi w grupie GPS do Zdrowej Pełni, dowiesz się, że:

  • borg posiada kolektywną świadomość,

  • komunikuje się w sposób przypominający nadajnik i odbiornik,

  • przerasta omnipotentne komórki macierzyste bardzo wielu Ludzi,

  • a jego celem jest kolonizowanie kolejnych terytoriów — kolejnych ludzkich gospodarzy.

Do realizacji tego celu potrzebuje sytuacji, w których dochodzi do rozlewu krwi lub kontaktów seksualnych, bo borg dąży do wymiany płynów ustrojowych pomiędzy Ludźmi.

Kiedy to wiesz, wystarczy połączyć kropki.

Przykładowo:
u Malinowskiego borg przerasta nić traumy z zapisem „jestem słaby”.
u Iksińskiego — nić z zapisem „ma być po mojemu”.

Malinowski spotyka się z Iksińskim.
Ich borgi wchodzą ze sobą w komunikację.
Jednocześnie zostają uruchomione kompatybilne zapisy traumatyczne po obu stronach.

Po sznurze energetycznym — który w istocie jest falą komunikacyjną pomiędzy dwoma borgami, nadajnikiem i odbiornikiem — zaczynają płynąć komunikaty:

„rób, co mówię, palancie”
oraz
„błagam, tylko mnie nie bij”.

Przy takich podprogowo odbieranych treściach oraz silnie aktywnych traumach Malinowski i Iksiński wchodzą w klasyczną grę kata i ofiary.
Im dłużej trwa interakcja, tym bardziej się w niej nakręcają.

Ryzyko rękoczynów rośnie.
Borg realizuje swój cel.

Tymczasem obaj mężczyźni płacą cenę:
żyją w ciągłym napięciu, na stale aktywnych programach traumatycznych,
z narastającą wrogością wobec siebie,
w permanentnym stresie i przeciążeniu.

Na rynku istnieje wiele metod i technik radzenia sobie ze „sznurami energetycznymi”.
Odcinanie, wyrywanie, transformowanie, przebaczanie, kochanie siebie, lustra, tarcze, kokony ochronne — lista jest długa.

Problem polega na tym, że większość z tych podejść działa jedynie powierzchownie i krótkoterminowo.

W praktyce oznacza to jedno z trzech:

  • sznur nadal istnieje, zmienia się jedynie Twoja percepcja — przez jakiś czas nie masz do niego dostępu (i tak działa, ale Ty tego nie czujesz),

  • sznur zostaje czasowo rozpuszczony, bo borgi przestają się komunikować, ale mechanizm nie zostaje usunięty i po pewnym czasie wszystko wraca do punktu wyjścia,

  • przestajesz doświadczać danego sznura w relacji z konkretną osobą, lecz ten sam schemat uruchamia się z kimś innym, pod inną postacią.

 

Są też podejścia, które opierają się na pełnej akceptacji, bezwarunkowej miłości, wdzięczności czy zachwycie nad całą toksyczną dynamiką przesyłaną po sznurze.

Przy rzeczywistym, głębokim doświadczeniu tych stanów czasami dochodzi do rozpuszczenia samego sznura.

Nie zmienia to jednak faktu, że nić traumy pozostaje aktywna.
A to oznacza jedno: ten sam program w przyszłości może stać się podstawą kolejnego toksycznego związania, kolejnej trudnej relacji, kolejnej związkowej gierki.

Jeśli interesuje Cię całkowite uzdrowienie mechanizmu sznurowania, a nie jego maskowanie, jedyną drogą jest trwałe usunięcie borga.
To właśnie ten krok przywraca stan wewnętrznej wolności — bez przymusu, bez lgnięcia, bez nieustannego napięcia w relacjach.

 

Jeśli na ten moment Twoją intencją jest uwolnienie się od konkretnych sznurów, które toksycznie wiążą Cię z określonymi osobami — jest to również możliwe.

Warunek jest jeden: uzdrowienie nici traum, które te sznury podtrzymują.

Do tego potrzebujesz:

  • precyzyjnie wiedzieć, jaki zapis traumy stoi za danym sznurem,

  • oraz dysponować narzędziem, które potrafi ten zapis trwale uzdrowić u jego biologicznego źródła, a nie jedynie chwilowo wyciszyć.

Jeśli interesuje Cię ten kierunek i chcesz wiedzieć więcej, to zapraszam Cię do serii 3 bezpłatnych video, które traktują właśnie o toksycznych związaniach. Po zapisaniu się poniżej dostaniesz ode mnie serię maili z namiarami na wspomniane filmy:

 

Nie zapisuje się poniżej, jeśli

dostajesz już ode mnie serię mailowo-filmową o toksycznych związaniach.
Dlaczego? Bo jeśli się zapiszesz poniżej, to dostaniesz ponownie treści, które już znasz
(i możesz nie lubić spamowania tymi samymi mailami).
Ale jeśli chcesz do tej serii wrócić, to oczywiście ciepło Cię zapraszam 😊

A jeśli masz już narzędzia i umiejętności by samodzielnie transformować siebie na poziomie pamięci komórkowej, to mam nadzieję, że ten artykuł pomógł Ci zobaczyć kolejny krok Twojej wewnętrznej drogi.

Mogą Cię także zainteresować:

Prezent dla Ciebie:

Pobierz Transformacyjne 500+

Poznaj najczęstsze programy, które Cię ograniczają w życiu, w rodzicielstwie, w karierze i w biznesie.

Świadomość przeszkód pozwala Ci łatwiej się od nich uwolnić!

Najnowsze wpisy:

Obejrzyj więcej:

1
1
2
2
3
3
4
4
5
5
6
6
7
7
8
8
9
9
10
10
11
11

Chwila refleksji?



Zapraszam Cię do zabawy otwierającej oczy z kartami Osho Zen :) Wylosowana karta, może pomóc Ci zobaczyć, co towarzyszy Ci obecnie w życiu (ogólnie lub w wybranym przez Ciebie temacie).

Oczywiście możesz powiedzieć, że opis kart pasuje do każdej sytuacji i każdego człowieka. Może i tak jest… Jednak refleksja nad tu i teraz jest Twoim wyborem, a wnioski są tylko i wyłącznie Twoje.

Zaufaj intuicji ;) i upewnij się, że nie wypierasz treści, których nie chcesz usłyszeć.

Posłuchaj podcasu:

Subskrybuj podcast:

O czym chcesz usłyszeć w podcaście lub przeczytać na blogu?

Jest coś, co chętnie zobaczysz opisane na blogu?

Ucieszysz się, kiedy w podcaście usłyszysz o czymś konkretnym?

Nic prostszego 😄

Napisz o tym czyżykowi i poczekaj chwilę na podcastową lub blogową odpowiedź 😘

Co mówią inni?

To jest zupełnie inna praca z traumami. Wspaniała metoda i wspaniałe narzędzia 💗 Dziękuję, że "zostałam doprowadzona" do tego miejsca, chociaż wydaje mi się, że to nie przypadek, bo "kiedy uczeń jest gotowy, to pojawia się nauczyciel". Wdzięczna jestem i cieszę się, że tu jestem 💗 💗 💗
Bożena Fizek
czyżyk, dałaś mi piekny prezent i dziś uświadomiłam sobie, jak ogromne zmiany u mnie nastały. Brawo MY. Bez Ciebie nie wyobrażam sobie, co bym dziś robiła (w tym stanie od którego zaczęłyśmy moja pracę). Życzę wszystkim, aby mieli odwagę Ci zaufać.
Magdalena Rozz
Bardzo wielu osobom reklamuję Ciebie! Mój mąż jest tak zachwycony tym, co widzi we mnie, że on nakłania swojego partnera biznesowego, żeby się do Ciebie zgłosił. Mówi, że nawet sam jest gotowy mu te sesje zamówić, żeby partner biznesowy się ze swoich traum wyleczył. Widząc we mnie taką zmianę, chciałby komuś innemu pomóc w taki sposób. Więc myślę, że we mnie jest bardzo widoczna zmiana nie tylko dla mnie, ale też dla mojego otoczenia. Czasem patrzę na siebie i myślę sobie "kurczę, kim jest ten Człowiek?" Ale ja lubię tego Człowieka, bo łatwo mi się teraz żyje po prostu.
Agnieszka Al-Rumaihi
Zdrowa Pełni z czyżykiem, ja Cię uwielbiam! Ledwo zaczęłam, a mam już poczucie, że idę do przodu!
Inga Wiśniewska
Czwartek 14 listopada 2019, 5:00 rano. Jadę na spotkanie wyzwania, które wywołuje we mnie emocje, ale nie jest to strach ani lęk, raczej ciekawość, jak będę reagować. Wysiadam na lotnisku w Bolonii i biorę taksówkę. Zbliżam się do miejsca przeznaczenia i nadal nie czuję nic. Może jestem już całkiem wyprana z emocji i straciłam te zdolności? No nic, na lotnisku podchodzę od razu do bramek i szybciutko załatwiłam check-in. Mam ponad godzinę czasu, więc z ogromną ciekawością przyglądałam się swoim reakcjom. Widzę lądujący samolot, ale nadal nic nie czuję. Podoba mi się to coraz bardziej. Może nie będzie już żadnych problemów przez cały lot? Ogłaszają otwarcie bramek… Robi mi się słabo i serduszko usiłuje walnąć mocniej, ale mu nie wychodzi. Przeszło. Check-in zrobiony i idę do wyjścia na płytę. Czuję się dobrze i spokojnie. Maszeruję do tylnego wejścia, bo tym razem kupiłam miejsce z tyłu i na przejściu. Siadam wygodnie i wciąż jestem spokojna. Kurcze! To jest mega! Siedzę w samolocie! Ruszamy… Jest OK. Dojechaliśmy do miejsca startu i ruszamy. Żywy ogień zalewa mi żyły. Czuję, jak krew odpływa mi z twarzy. “Wiola! Zobacz, ci wszyscy ludzie są na pokładzie, tak samo jak ty.” Nie pomaga nic a nic. Zamykam oczy i opróżniam głowę ze wszelkich myśli. Krew stygnie, wraca na swoje miejsce i wraca spokój. To był najspokojniejszy lot w moim życiu i najszybszy. Wylądowaliśmy o 30 minut wcześniej, bo wiatr nas prowadził. 3 lutego niefortunne lądowanie uziemiło mnie skutecznie i byłam pewna, że na ewent pojadę pociągiem do Polski i nigdy więcej nie wsiądę do samolotu. Wystarczyły 2 miesiące pracy z Moniką i nie tylko wyrzuciła wszelkie traumy z mojego życia, ale wysprzątała go totalnie, robiąc miejsce na nowe, dobre rzeczy. Monika nie uzależnia od siebie ludzi, daje wsparcie i narzędzia. Co ja mówię, górę narzędzi do samodzielnego sprzątania życia. Praca z dobrym psychologiem przyspiesza i ułatwia wszystko, ale to musi być naprawdę dobry psycholog, a Monika warta jest każdej ceny. Ja mogę teraz skupić się na pracy, która teraz jeszcze bardziej mnie cieszy. I to nie jest zwykły psycholog tylko. Sesje z nią otwierają drzwi do nieprawdopodobnych, pozytywnych niespodzianek. To taka moja reklama dzisiaj. Bo dzięki Monice mogłam bezstresowo przylecieć do Polski na ewent i wrócić na pełne obroty, bo niemożliwość przemieszczania się, była dla mnie potężną blokadą. Więc jeśli ktoś ma potrzebę naprawienia pewnych aspektów swojego życia, szczerze polecam Monikę. Dzięki wielkie Monika. Za kilka dni wracam do Włoch
Wioleta Michalik

Pracuj z czyżykiem 1x1:

Weź kurs na Zdrową Pełnię:

Znasz Kogoś, na kim Ci zależy, a komu przyda się powyższa treść? Pokaż, że o tego Kogoś dbasz... że ciepło o Nim myślisz
i koniecznie udostępnij mu ten post :*

Co najważniejszego dla siebie znajdujesz w tym wpisie?
Co myślisz na jego temat?

Subscribe
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Ewa
Ewa
Gość

Mam o wiele za dużo sznurów.

Wybierz swoją ścieżkę

To moja pierwsza sesja

Pracuję już z czyżykiem

1
0
Ciekawi mnie, co myślisz na temat artykułu i zawartych w nim treści... Zostaw swój komentarzx